Frekwencja w wyborach parlamentarnych w Bielsku-Białej była czwartą najwyższą w województwie śląskim. Zupełnie odwrotnie jest w przypadku referendum, w którym kartę do głosowania pobrało zaledwie 38,42 proc. uprawnionych.

Nie jest to najniższy wynik w województwie, jeszcze większa liczba odmów notowana była w miastach Górnego Śląska, Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej czy Częstochowie. Dla przykładu w Gliwicach frekwencja w referendum nie przekroczyła 32 proc. Najwyższa w powiecie żywieckim, przez wielu nazywanym bastionem czy matecznikiem PiS. Nieznacznie przekroczyła tam próg i wyniosła 51,53 proc.

Co ciekawe, w Bielsku-Białej w jednej obwodowej komisji wyborczej frekwencja przekroczyła próg 50 proc. - to tzw. lokal odrębny w Domu Nauczyciela w Cygańskim Lesie. W przypadku obwodów stałych najwyższa frekwencja padła w komisji nr 2 w Hałcnowie (46,23 proc.) i nr 45 na Złotych Łanach (46,03 proc.)

Na drugim biegunie inna komisja działająca w BCO-SM przy ul. Emilii Plater - frekwencja to zaledwie 22,03 proc., ale w samych wyborach również była niska - 33,9 proc. W obwodach stałych najniższa frekwencja w referendum padła w komisji nr 63 mieszczącej się w budynku ZIAD pod Szyndzielnią - 29,9 proc.

Jak głosowali bielszczanie, którzy pobrali kartę do głosowana? Zdecydowanie na nie. W pierwszym pytaniu dotyczącym wyprzedaży majątku polskiego przeciwko zagłosowało 96,58 proc. osób. W drugim w sprawie podniesienia wieku emerytalnego przeciwko było 94,2 proc., w trzecim dotyczącym likwidacji muru na granicy z Białorusią przeciwko opowiedziało się 96,16 proc., a w ostatnim w sprawie przyjęcia imigrantów zgodnie z mechanizmem unijnym odpowiedź nie skreśliło 95,48 proc. biorących udział w referendum.

bak