Policja zlekceważyła pierwszy napad? W przeszłości był karany za przestępstwa seksualne
Pięć miesięcy upłynęło od pierwszego napadu na kobietę pracującą przy ul. Milusińskich w Bielsku-Białej do zatrzymania 38-latka, który terroryzował bezbronne kobiety z salonów urody. W tym czasie policja umorzyła sprawę pierwszego napadu, a mężczyzna dopuszczał się kolejnych tego typu przestępstw i w śledztwie występują cztery osoby pokrzywdzone. Na jaw wychodzi kryminalna przeszłość podejrzanego, który był skazany za przestępstwo seksualne. W trakcie czynności w miejscu zamieszkania mężczyzny ujawniono przedmiot przypominający broń.
Seria napadów na salony urody w Bielsku-Białej rozpoczęła się w marcu, kiedy mężczyzna z zakrytą twarzą wtargnął do lokalu przy ul. Milusińskich. Sterroryzował młodą kobietę celując do niej z przedmiotu przypominającego broń. - Musiał nas obserwować. Wiedział gdzie iść, wiedział, że dziewczyna jest sama. Miał ze sobą rękawiczki i bandanę. Stał, celował z broni - relacjonowała nam pani Sandra.
Umorzenie sprawy
Właścicielka salonu po napaści za pomoc w schwytaniu sprawcy wyznaczyła 5 tys. zł nagrody. Pomimo rozgłosu w mediach społecznościowych napastnika nie udało się odnaleźć. Do ponownego napadu doszło w czerwcu, mężczyzna rano zaatakował dziewczynę w salonie przy ul. Powstańców Śląskich.
Zdarzenie miało podobny przebieg, z tym że 38-latek zaczął zostawiać po sobie niechciane ślady. Przed napaścią był bowiem widziany na terenie Centrum Biznesu Befama, gdzie jego podejrzane zachowanie przykuło uwagę ochrony. Rozglądał się w pobliżu zabudowań niewidocznych z ulicy. Chwilę później wszedł ukradkiem do lokalu nieopodal gdzie zaszedł znajdującą się na zapleczu pracownicę.
Podobnie jak wcześniej, celował do niej z „pistoletu”, ale wywiązała się między nimi szarpanina, w czasie której potargał dziewczynie sukienkę. Obie sprawy zostały zgłoszone na policję. Pierwsza - dotycząca salonu przy ul. Milusińskich - została umorzona. Po zdarzeniu z ul. Powstańców Śląskich właściciele salonów rozpoczęli własne śledztwo. Okazało się, że pokrzywdzonych dziewczyn mogło być więcej. Kolejne osoby pracujące w lokalach na terenie centrum miasta wymieniały się relacjami i zdjęciami podejrzanego.
Wymiana informacjami
Popularna stała się fotografia napastnika z monitoringu przy ul. 1 Maja. Śledził wtedy właścicielkę pracowni krawieckiej. - Ruszył za mną, zorientowałam się dopiero po przejściu kilkuset metrów. Zdążył otworzyć za mną zamykane na domofon drzwi. Podążał schodami na tyle blisko, że słyszałam nawet jak dyszy. Na klatce schodowej założył bandanę. Udało mi się wejść do lokalu i zamknąć się od środka. Przez dłuższą chwilę stał, nasłuchiwał i bardzo powoli próbował naciskać klamkę. Później wyszedł - mówiła nam kobieta.
Nikt nie miał wątpliwości, że chodzi o tego samego mężczyznę. Podjęte przez nas dziennikarskie śledztwo poprowadziło do kilku innych firm, w których widziany był sprawca napaści. Okazało się m.in. że kilka dni po zdarzeniu przy ul. Powstańców Śląskich miało dojść do napadu w salonie fryzjerskim przy ul. Partyzantów. Wcześniej podejrzany był widziany w sdklepie z artykułami militarnymi na terenie Bielska-Białej. Pracownik sklepu przyznał, że mężczyzna próbował zakupić atrapę broni, ale do transakcji nie doszło.
Początkiem sierpnia bielska policja poinformowała nas o zatrzymaniu sprawcy, którym okazał się 38-letni mieszkaniec Bielska-Białej. Został okazany poszkodowanym dziewczynom. Potwierdzono, że w przeszłości był już karany za przestępstwa seksualne. Rzekomo miał być też przymusowo leczony psychiatrycznie i po kilku latach wypuszczony. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa Bielsko-Biała Południe.
Leczył się psychiatrycznie?
Zapytaliśmy na jakim etapie znajduje się śledztwo, pytaliśmy czy prokuratura wyjaśniać będzie okoliczności umorzenia sprawy pierwszego napadu, po którym podejrzany przez kilka miesięcy pozostawał nieuchwytny i dopuszczał się podobnych czynów. W odpowiedzi poinformowano nas, że 38-latkowi postawiono zarzuty gróźb karalnych, za które grozi do 3 lat pozbawienia wolności. W sprawie ujawniono cztery pokrzywdzone osoby. Na wniosek prokuratora podejrzany do 6 listopada przebywa w areszcie.
Uzyskano także opinie biegłych psychiatrów. Przeprowadzone czynności przeszukania doprowadziły do ujawnienia dowodów rzeczowych, w tym przedmiotu przypominającego broń. Według relacji pracownicy jednego z salonów, w czasie zdarzenia miał mieć także przy sobie kajdanki i prezerwatywy.
- Podejrzany był uprzednio karany, w tym za przestępstwo z art. 197 par. 2 kk (doprowadzenie przemocą lub groźbą do poddania się czynności seksualnej - red.). Informacje na temat jego sytuacji zdrowotnej i przebiegu leczenia nie będą udzielane. Podejrzany nie został ujęty bezpośrednio po pierwszym czynie, ponieważ oddalił się z miejsca zdarzenia i brak było w tamtym momencie możliwości ustalenia jego tożsamości pomimo podejmowanych działań w tym kierunku. Przeprowadzone czynności doprowadziły jednak do ustalenia personaliów podejrzanego, jego zatrzymania i tymczasowego aresztowania. Postępowanie przygotowawcze jest w toku, trwają czynności procesowe zmierzające do ustalenia istotnych dla sprawy okoliczności - poinformowała Prokuratura Rejonowa Bielsko-Biała Południe.
Adam Kanik
[email protected]
Oceń artykuł:
30 3Komentarze 18

Klauzula informacyjna ›