Nadeszły trudne czasy dla ciepłownictwa. Przedsiębiorstwo Komunalne „Therma” - na skutek decyzji państwa - jest zmuszone sprzedawać ciepło kluczowym podmiotom z ogromnymi zniżkami, przez co zarząd dwoi się i troi, by zakład nie stracił płynności finansowej. Sytuację pogarszają jeszcze wyjątkowo wysokie temperatury. O tym wszystkim rozmawiamy z Andrzejem Listowskim, prezesem PK „Therma”.

Chyba większość ludzi cieszy się z ciepłej aury. Ale na pewno nie ciepłownicy.

- Andrzej Listowski, prezes PK „Therma”: Tak, przecież zarabiamy na dostarczaniu ciepła. W tym roku pod tym względem sytuacja jest bezprecedensowa. Przypomnę tylko, że gdy świętowaliśmy nadejście Nowego Roku, termometry pokazywały 17 stopni Celsjusza. Po łagodnej zimie, przyszło wyjątkowo długie lato. Rozmawiamy pod koniec września, tymczasem mamy wymarzoną pogodę na urlop, jest wręcz nieprawdopodobnie ciepło. Z reguły na początku września już rozpoczynaliśmy okres grzewczy.

Czyli firma zarabia przez to coraz mniej. Ale to niejedyny problem dla „Thermy”, skoro ogromna część klientów może kupować ciepło po zniżkach?

- Tak, z tego właśnie powodu sytuacja naszej spółki jest nie do pozazdroszczenia. Weszliśmy w system wsparcia od 1 czerwca 2023 r. w najgorszym momencie, tj. po zakończeniu sezonu grzewczego. System wsparcia jest związany z ustawą z 15 września 2022 roku o szczególnych rozwiązaniach w zakresie niektórych źródeł ciepła w związku z sytuacją na rynku paliw, dotyczącą odbiorców wrażliwych. To, ogólnie rzecz ujmując, gospodarstwa domowe, ale też szereg innych podmiotów wymienionych w tej ustawie. Niższe ceny ma jeszcze m.in. oświata, służba zdrowia, opieka społeczna i inne mniejsze podmioty.

Jaki to przynosi skutek?

- Zostaliśmy po prostu zmuszeni do sprzedawania ciepła ze stratą. Te zniżki w okresie przed sezonem wynoszą ok. 400 tys. zł miesięcznie.

Państwo nie rekompensuje utraconych dochodów z powodu ulg, które przyznał części odbiorców?

- Rekompensuje, ale w nieznacznym stopniu, Zniżki, jak wspomniałem, sięgają 400 tys. zł, a miesięczna rekompensata wynosi ok. 100 tys. zł. Sposób rozliczenia jest taki, że w miesiącach letnich, gdy sprzedaż ciepła jest niska, nie odzyskujemy całości udzielonych zniżek i pojawia się deficyt, natomiast w listopadzie i grudniu odzyskamy część środków, ale nie tyle, by pokryć stratę poniesioną od czerwca do września. Co gorsza, ustawodawca przewidział ostateczne rozliczenie na połowę przyszłego roku.

- Do tego dochodzi zbyt wiele znaków zapytania. Ustawa obowiązuje do końca grudnia tego roku, więc za sprzedaż do końca grudnia będą wyrównania, ale nie wiemy, czy takie regulacje nie zostaną przedłużone. Może zniżki będą wydłużone, a może rząd wymyśli jeszcze coś innego. Nie znamy planów władz państwa i trudno cokolwiek wyrokować.

Myśli Pan, że jest to związane z nadchodzącymi wyborami?

- Można na ten temat dywagować, ale fakty są takie, że takiej katastrofy w ciepłownictwie jeszcze nie było. Cała branża notuje straty. Wpływ na to mają przepisy i pogoda. Rząd objął zniżkami tak wiele grup, ale niestety odbywa się to na koszt firm ciepłowniczych, które mają same sobie radzić.

Jak mają to zrobić?

- I tu leży problem, bowiem właściwie nic nie możemy zrobić. Ciepłownictwo nie funkcjonuje na rynkowych zasadach. Ten rynek jest w stu procentach regulowany. Cena, za jaką kupujemy i sprzedajemy, jest arbitralnie ustalana przez organy państwowe.

W takiej sytuacji można chyba tylko obniżać koszty funkcjonowania zakładu?

- To właśnie robimy. Wieloletnie inwestycje miały nie tylko na celu powiększanie grona odbiorców, ale też modernizację już istniejącej infrastruktury, by straty ciepła były jak najmniejsze.

- Ze względu na pogarszającą się w przedsiębiorstwie sytuację finansową, wstrzymaliśmy tymczasowo wykonanie niektórych zadań inwestycyjnych oraz remontowych. To przedsięwzięcia, których realizacja może zostać odłożona w czasie, a brak ich wykonania w bieżącym roku nie będzie miał negatywnych skutków na funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Podjęte działania pozwolą na zaoszczędzenie ok. 1 mln złotych. Podkreślam jednak, że wszystkie inwestycje związane z przyłączaniem do sieci nowych odbiorców są wykonywane na bieżąco oraz zgodnie z planem.

Co więc udało się zrobić?

- Znaczna większość zadań inwestycyjnych i remontowych przewidzianych do realizacji w 2023 roku została już wykonana lub jest na etapie ukończenia. Największe zadania inwestycyjne to m.in. przebudowy starych sieci ciepłowniczych w technologii kanałowej na rurociągi preizolowane w rejonie ulic Sarni Potok i Złotych Kłosów, budowy nowych osiedlowych sieci cieplnych w rejonie ulic 11 Listopada - ks. Stanisława Stojałowskiego, Jana Sobieskiego, w rejonie ulicy Wapiennej - Ludwika Solskiego i Jana Kochanowskiego, rozszerzenia dostaw ciepła o ciepłą wodę użytkową u odbiorców w rejonie osiedla Złote Łany oraz modernizacje stacji wymienników i zabudowy instalacji fotowoltaicznych.

- Muszę jednak podkreślić, że bez pieniędzy trudno będzie utrzymać takie tempo inwestycji. Mamy 150 pracowników i choć chcielibyśmy przyznać im większe niż 5-procentowe podwyżki, to też nie jesteśmy w stanie.

Czy firma w tej sytuacji sięga po kredyty?

- Tak, i będziemy musieli to robić w większym stopniu, aby utrzymać płynność finansową, bo ustawodawca przewidział ostateczne rozliczenie wyrównania za zniżki na połowę przyszłego roku. Niestety, w przypadku naszej branży wszystko zależy od decyzji polityków. Nie możemy liczyć nawet na minimum stabilności.

O ile wzrosną ceny ciepła w stosunku do poprzedniego sezonu grzewczego?

- To kolejna zagadka. Może więcej się wyjaśni po wyborach. Na pewno będzie drożej. Na koszty dla odbiorców składa się koszt wytworzenia ciepła w źródłach i przesyłania do odbiorcy, a my odpowiadamy tylko za przesył. Nie wiemy, jaki będzie koszt wytworzenia, bo taryfa kończy się na przełomie listopada i grudnia. Nie wiemy, czy system wsparcia zostanie wydłużony. To co na pewno wpływa na cenę, to fakt, że 1 stycznia tego roku wzrosła stawka VAT za ciepło z 5 do 23 proc.

- My ciągle sprzedajemy ciepło ze stratą, a gdy teraz rozmawiamy, to Urząd Regulacji Energetyki w dalszym ciągu nie zatwierdził naszej taryfy, która miała obowiązywać od 1 października. To już miesiąc opóźnienia. My sami ceny nie możemy podnieść. Na domiar złego, gdy koszty wytworzenia ciepła drastycznie wzrosną, to możemy jeszcze bardziej ucierpieć. Bo wtedy poniesiemy jeszcze wyższe koszty z powodu strat przy przesyle ciepła.

Jednak mieszkańcy Bielska-Białej mogą w spokoju oczekiwać zimy?

- Zapewniam, że tak. Mimo problemów finansowych, na jakie zostaliśmy skazani, dostawy będą realizowane bez przeszkód. Powiem więcej, ciągle warto się przyłączać, bo - mimo problemów - nie ma pewniejszego, wygodniejszego i bardziej ekologicznego źródła, niż ciepło systemowe.

Czego u progu okresu grzewczego życzyć ciepłownikom?

- Wszyscy życzymy sobie tego, żebyśmy mogli normalnie działać, choćby w takim stopniu, który zapewni nam minimalną rentowność. Bo dziś nasze pole manewru w zasadzie ogranicza się do działania pod dyktando polityków, co może mieć przykre konsekwencje długofalowe.

Materiał partnera