W wieku 85 lat zmarł Eugeniusz Osika, prezes Związku Sybiraków w Bielsku-Białej, który był aktywny na wielu polach i bardzo mocno angażował się w działalność społeczną. Był też dobroczyńcą bielskiego szpitala onkologicznego.

- Moi rodzice - Jan i Olga byli rolnikami. Według władz zaliczono ich do kułaków. Taka kwalifikacja społeczna, jak i ich polska narodowość, przyczyniły się do ich deportacji na Sybir. Nastąpiło to 10 lutego 1940 roku. Ojca, matkę, 12-letnią siostrę Emilię i mnie wywieziono do syberyjskiej miejscowości znajdującej się w rejonie Mołotowskiej Obłasti - wspominał po latach. Kiedy trafił na „nieludzką ziemię” miał niespełna 2 lata. - Rodzice pracowali w lesie - tajdze, siostra w kołchozie. Ja przebywałem w dziecińcu, zwanym jasło - dodawał. Do ojczyzny wrócili w 1946 roku.

Prawie całe życie zawodowe spędził w Bielsku-Białej. Najpierw był informatykiem w Centralnym Ośrodku Badawczo-Rozwojowym, placówce działającej przy Zjednoczeniu Przemysłu Wełniarskiego, a potem założył własną firmę świadczącą usługi informatyczne. Mocno angażował się w działalność społeczną. Od lat 90. był przewodniczącym Polsko-Słowackiego Towarzystwa Przyjaźni i Dobrego Sąsiedztwa, a w 2011 roku założył i został prezesem Stowarzyszenia Wspierania Bielskiej Onkologii, które przekazywało konkretną pomoc przede wszystkim Beskidzkiemu Centrum Onkologii-Szpitalowi Miejskiemu.

Funkcję prezesa zarządu Związku Sybiraków - Oddział w Bielsku-Białej piastował od 2014 roku. To przede wszystkim dzięki jego zaangażowaniu oganizacja prężnie działał, m.in. co roku 17 września sybiracy organizowali uroczystość pod pomnikiem „Miejsce pamięci Zesłańcom Sybiru” na cmentarzu komunalnym. Zabrakło go dopiero na tegorocznych obchodach, niespełna dwa tygodnie temu - przebywał w szpitalu.

wm