„Jak najmniej polityki, jak najwięcej działań”. Chce m.in. ograniczyć kary dla kierowców WIDEO
Marcin Szarek jest jednym z najmłodszych kandydatów do Sejmu w okręgu bielskim. Jak sam przyznaje, chce reprezentować środowisko 30- i 40-latków. Od lat działa w biznesie i zna bolączki przedsiębiorców. Z jakimi postulatami idzie do wyborów?
Startujący z nr 4 kandydat na posła z ramienia Koalicji Obywatelskiej był ostatnim gościem przedwyborczych rozmów w studiu Beskidzkiej TV. Marcin Szarek w przeszłości pracował w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Bielsku-Białej, gdzie zajmował się sprawami technicznymi. Następnie był pełnomocnikiem dyrektora ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego. Prowadził również szkołę nauki jazdy.
Obecnie jest prezesem spółki Beskidzki Hurt Towarowy oraz bielskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Ewangelickiego. Jest także członkiem Towarzystwa Szkolnego im. M. Reja w Bielsku-Białej oraz rady społecznej szpitala w Wilkowicach. W studiu Beskidzkiej TV pytamy go, co skłoniło go do startowania z listy KO, jakie ma podejście do przedsiębiorców i dlaczego jest przeciwnikiem Programu 800 Plus.
Jest pan najmłodszym kandydatem w czołówce. Czy to w jakiś sposób daje panu przewagę?
Marcin Szarek: - Myślę, że jest to jakaś oferta skierowana do moich rówieśników, ale nie tylko. Mam 39 lat, trochę w życiu przepracowałem, trochę tego życia poznałem, więc myślę, że jak najbardziej jestem w odpowiednim wieku żeby podjąć wyzwanie i startować w wyborach do Sejmu.
Bardzo mocno ruszył pan z kampanią wyborczą, pańska twarz widoczna jest na większości skrzyżowań w Bielsku-Białej. Czy w ten sposób zamierza Pan zbudować swoją markę, żeby ludzie 15 października pamiętali, że jest ktoś taki jak Marcin Szarek?
- Nigdy w polityce nie byłem. Nie byłem radnym, nie startowałem do Sejmu. To jest mój debiut. Chciałbym, żeby ludzie mnie poznali. Rzeczywiście, moja działalność opierała się raczej na firmach, w których pracowałem. Nigdy nie uczestniczyłem w większym stopniu w życiu publicznym.
Pracuje pan w Beskidzkim Hurcie Towarowym, z pewnością więc ważny jest dla pana rynek żywnościowy. Jak pana zdaniem Polska powinna zachować się w kwestii zboża z Ukrainy?
- To jest bardzo trudny temat. Jak wiemy, to zboże do tej pory trafiało gdzieś do Polski nielegalnymi drogami. Jest nawet śledztwo w tej sprawie. Ja jestem za tym, żeby polską żywność chronić. Trzeba pamiętać o tym, że Polacy powinni mieć dostęp przede wszystkim do polskiej żywności. To też jest dzisiaj ważne, żeby nie być uzależnionym od innych państw i żebyśmy dbali o rynek żywnościowy Polski. Ale trzeba pamiętać też, że produkujemy bardzo dobrej jakości żywność, mamy wiele instytucji, które pilnują, żeby na nasze stoły trafiała żywność dobrej jakości.
„Kieruję miejską spółką, problemy małych i mikroprzedsiębiorców są mi znane. Dzisiaj tak naprawdę nie ma dla nich żadnej oferty.” To pańskie słowa - jaką więc ofertę zaproponowałby pan przedsiębiorcom?
- Mamy ok. 300 podmiotów w spółce. Są to małe firmy, często jedno-, dwu-, trzyosobowe działalności gospodarcze, pracujące rodziny, na co dzień z nimi rozmawiam, wiem jakie ich dotykają problemy. Takim dużym problemem jest to, że rynek sprzedaży jest w jakiś sposób ograniczony. Podstawowe rzeczy to wysokie koszty prowadzenia działalności, cena energii, no i na przykład wymóg prowadzenia różnych rejestrów. Moją propozycją jest to, żeby tym wszystkim różnym pozwoleniom jeszcze raz się przyjrzeć.
- Te, które są, a niekoniecznie będą rzutowały na pogorszenie jakości świadczonych usług po prostu wyrzucić. Uproszczenie ich. Ja wiem, że to też jest temat, który od lat w Polsce się pojawia, często jest wykorzystywany populistycznie, ale tak naprawdę powinniśmy się skupić na tym, żeby gospodarka była wolnorynkowa, i żeby nie stwarzać barier. Coraz mniej Polaków jest zainteresowanych prowadzeniem działalności gospodarczych.
„Jak najmniej polityki, jak najwięcej działań”. To też pana słowa. Co jako poseł zrobiłby pan jako pierwsze?
- Pierwsze moje działania pójdą w kierunku kierowców. Jednym z moich planów jest ograniczenie wysokości kar. Dzisiaj za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym o 51 km/h jest zabierane prawo jazdy na trzy miesiące. To jest dla kierowców ogromny problem, nie tylko zawodowych, bo to prawo jazdy jest łatwo stracić. Moim pomysłem jest, żeby ten okres trzech miesięcy skrócić do miesiąca i żeby mógł być wykorzystany na przykład na urlopie. Jeżeli to się będzie zdarzało wielokrotnie, to można karę zwiększać. Zawsze uważam, że ludziom trzeba dać szansę (…).
Adam Kanik
[email protected]
Oceń artykuł:
112 33Komentarze 34
A co zrobili bez obiecywania.
Facet ma kasę, pcha się do koryta, obkleił pół miasta szmatami, a do zaproponowania ma tylko jakieś bzdury.
Pomysł na Polskę wart prawdziwego męża stanu.
Postchłopska elita..

Klauzula informacyjna ›