Wczoraj wczesnym popołudniem po dachu Stalownika spacerowała 13-letnia dziewczyna. Po zaalarmowaniu służb na miejsce udał się partol policji i straż pożarna. Dzięki podjętym działaniom nastolatka została sprowadzona na ziemię.

Do zdarzenia doszło we wtorek ok. godz. 13.30. O sprawie zaalarmowała redakcję portalu mieszkanka okolicy, która całą sytuację obserwowała z okna. Przesłała nam w tej sprawie wykonane zdjęcie. Jak przekazał nam st. sierż. Sławomir Kocur, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej, na miejscu interweniowała policja i straż pożarna. W wyniku podjętych działań, nastolatka cała i zdrowa została sprowadzona na ziemię. Teraz sprawę wyjaśniają mundurowi, którzy nie ujawniają szczegółów zdarzenia.

Od 2005 roku czternastokondygnacyjny budynek byłego szpitala-sanatorium wraz z gruntem o łącznej powierzchni ponad 8,5 ha ma prywatnego właściciela. Nieruchomość wybudowaną w latach 60. kupił wtedy od Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach znany nowotarski biznesmen Tomasz Ż. (nie ujawniamy nazwiska ze względu na jego problemy z prawem), który zapłacił za nią ponad 2 mln zł.

Mężczyzna zabezpiecza obiekt, ale nieskutecznie - prowizoryczne ogrodzenie z metalowej siatki jest przerwane, a w ścianach wybijane są nowe dziury. W przeszłości Tomasz Ż. był już karany przez Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej za niewłaściwe zabezpieczenie ruin Stalownika, ale w połowie zeszłego roku umorzono jedno z takich postępowań. - Policja postępowania z naszego wniosku umarza, a po kilkunastu dniach wysyła się do nas pismo, że Stalownik jest źle zabezpieczony. Wszystko co ja mogę zrobić, to dać 500 zł mandatu. Takich kar było już wiele - mówiła wtedy Maria Przybyła, bielski inspektor nadzoru budowlanego.

Po raz ostatni do śmiertelnego zdarzenia w tym miejscu doszło na początku sierpnia.

bb