W połowie lipca trzech wspinaczy z Klubu Wysokogórskiego w Bielsku-Białej, który w tym roku świętuje jubileusz 70-lecia istnienia, zdobyło szczyt Petit Dru w masywie Mont Blanc. Dokonali tego stylem klasycznym wspinając się drogą Directe Americaine - to jedna z najsłynniejszych i najtrudniejszych dróg skalnych w Alpach oraz jedno z nielicznych polskich przejść. Akcja górska zajęła im 70 godzin. - Warto marzyć o takich celach, trenować i zbierać doświadczenie - mówią nam wspinacze.

Wyczynu dokonali Andrzej Ficek, Roman Forysiak i Szymon Podosek. Jak mówią, była to piękna przygoda ze świetnym wspinaniem i sporą dawką alpinizmu, a przy okazji jedno z nielicznych polskich przejść klasycznych całej drogi i pierwsze przejście klubowe. Główna część 900-metrowej Directe Americaine na szczycie Petit Dru prowadzi rysami i zacięciami przecinających ścianę zachodnią - czeka na niej ok. 20 wyciągów intensywnego wspinania. Najtrudniejszy jest 90-metrowy odcinek na końcu.

- O drodze z Romkiem myśleliśmy już w zeszłym roku. Wiosenne intensywne treningi w rysowych rejonach skałkowych i pozytywna weryfikacja formy dawały nadzieję na przejście klasyczne. W ostatniej chwili na akcję zdecydował się dołączyć do nas Szymon - trójkowy zespół, to co prawda więcej godzin w ścianie, ma jednak też swoje niezaprzeczalne zalety - relacjonuje wyprawę Andrzej Ficek.

Bielszczanie wspinali się stylem lekkim. Na noclegi zabrali ze sobą tylko małe podkładki z gąbki oraz wzmocnione worki NRC. - Dolna część ściany szła dość sprawnie - pierwsze wyciągi w płytach są dosyć przystępne i wyjątkowo wyposażone w stałe punkty. Od szóstego wyciągu zaczyna się już bardziej wymagające wspinanie na własnej asekuracji. W pamięć zapada szczególnie kapitalne 40-metrowe zacięcie z rysą, gdzie zdecydowanie pomagała umiejętność klinowania - opisuje Ficek.

Ten i kolejne wyciągi mimo stosunkowo niewielkich trudności są bardzo siłowe, co po kilkuset metrach dało się wspinaczom we znaki - sporo zespołów z tego właśnie powodu się wycofuje. Po pokonaniu kolejnych odcinków dotarli na spory taras utworzony przez wielki blok skalny, nad którym czekały główne trudności drogi - zjawiskowe 90-metrowe zacięcie przecięte prawie na całej długości rysą.

- W miejsce to dotarliśmy dwie godziny później niż zakładaliśmy - dokładnie tyle wcześniej mieliśmy wystartować… Zostały nam jeszcze prawie trzy godziny do zmroku, postanowiliśmy spróbować przejść trudności, by zgodnie z planem zabiwakować na tarasie - mówi Andrzej Ficek. Na przejście kolejnego, trudniejszego fragmentu trasy pozostała bielszczanom zaledwie godzina do zmroku. Odpuścili i nocowali.

Rano, mimo zmęczenia, bólu mięśni i ran na rękach, trójka podejmuje próbę dalszego klasycznego przejścia drogi. Mimo trudności i zwątpienia pokonali drogę Directe Americaine, a wieczorem dotarli na szczyt Petit Dru (3 754 m n.p.m.). Po całonocnych zjazdach o świcie meldują się na lodowcu Charpoua i dalej do położonego pod nim niewielkiego schroniska. Dalej na lodowiec Mer de Glace i kolejką do Chamonix.

- Directe Americaine, to droga absolutnie zasługująca na górskie 10/10, dostarczyła wspaniałych wrażeń oraz solidnie przetestowała nasze skromne umiejętności i wytrwałość. Warto marzyć o takich celach, trenować oraz zbierać doświadczenie. Mamy nadzieję, że naszym śladem pójdą w przyszłości inni klubowicze - mówią wspinacze. Warto przypomnieć, że Klub Wysokogórski w Bielsku-Białej świętuje w tym roku jubileusz 70-lecia powstania. Przez lata jego szeregi zasilało wielu wspaniałych alpinistów.

ak

Zdjęcia: Klub Wysokogórski w Bielsku-Białej