W ubiegłym roku o tej porze chyba nic nie zaprzątało uwagi Polaków tak bardzo jak węgiel (a właściwie jego brak). Teraz nikt o tym nie mówi. Czy więc nie ma się o co martwić?

Rok temu były obawy, że podczas zimy może dojść do energetycznej katastrofy. Na szczęście skończyło się na strachu, węgla nie zabrakło. Ale faktycznie wiele osób miało ogromne kłopoty z jego kupnem, a ceny poszybowały ostro w górę. Za tonę węgla trzeba było zapłacić nawet około 4 tys. zł, czyli kilka razy więcej niż jeszcze rok wcześniej. Niektóre składy z opałem były zamknięte, nikt nie był w stanie powiedzieć, czy węgiel pojawi się w sprzedaży w odpowiedniej ilości przed zimą.

W tym roku węgla nie brakuje, a jego ceny już nie szokują. Tyle że sprzedaż tego surowca indywidualnym odbiorcom zmonopolizowało państwo, a dokładniej Polska Grupa Górnicza (PGG). Węgiel jakim dysponuje, sprzedawany jest wyłącznie przez internet. Ceny są zaskakująco niskie. W ubiegłym tygodniu za tonę „grubego” węgla trzeba było zapłacić 1100 zł (wcześniej 1000 zł), za tonę ekogroszku 1400 zł, a zwykły groszek kosztował 1220 złotych. Czyli niewiele w porównaniu z cenami sprzed roku.

Jak wygląda sytuacja na bielskich składach opału pisze „Kronika Beskidzka”. Nowy numer lokalnego tygodnika można kupić w kioskach, salonikach prasowych, hipermarketach i na stacjach benzynowych. E- wydanie jest dostępne TUTAJ.

map

Foto: Marcin Płużek