Nie ma już Sarniego Stoku, jaki przez lata kochali bielszczanie. Zielonej ogólnodostępnej przestrzeni położonej w mieście. Miejsca, z którego można podziwiać zapierające dech widoki. Teraz jest wielki plac budowy.

O tym, że deweloperzy zabudują ten obszar apartamentowcami, już pisaliśmy. Teraz słowo staje się ciałem. A przecież jeszcze nie dawno Sarni Stok był zieloną enklawą, miejscem chętni odwiedzanym przez mieszkańców, którzy chodzili tam na spacery, pobiegać czy pojeździć na rowerze wśród pól, drzew i łąk. Zmieniło się to wraz z intensywną urbanizacją tego obszaru. Jest coraz gorzej.

Niezadowoleni są zwłaszcza mieszkańcy pobliskiego spółdzielczego osiedla mieszkaniowego o tej samej nazwie. Do niedawna za ich blokami rozciągała się dzika przestrzeń, z której każdy mógł korzystać, teraz nie sposób tamtędy nawet przejść. Wszędzie place budów, ogrodzenia i zasieki. - Z naszego osiedla nie da się już nawet dojść przez pola pod krzyż na Trzech Lipkach - skarży się KRONICE mieszkanka Sarniego Stoku.

Mówi, że od lat prawie codziennie spacerowała z psem po tym zielonym wzgórzu. Dodaje, że grodzone są nawet polne drogi, figurujące na mapach miasta jako gminne ulice. To właśnie po nich przemieszczały się do tej pory osoby odwiedzające ten piękny zakątek. Teraz drogi są zagrodzone przez inwestorów, budujących w pobliżu kolejne apartamentowce. Chodzi między innymi o ulice Muszlową, Pienińską, Sarni Stok czy Juhasów.

Jak to jest ze statusem tych dróg? Czy interes inwestorów jest najważniejszy? O tym pisze „Kronika Beskidzka”. Nowy numer lokalnego tygodnika ukaże się tradycyjnie w czwartek. E wydanie jest już w sprzedaży TUTAJ.

map

Foto: Marcin Płużek