Potężne korki i opóźnienia MZK sięgające 60 minut. Ile to potrwa i co z obiecanym bypassem?
Od poniedziałku na ul. Wyzwolenia w Bielsku-Białej w rejonie budowy drogi ekspresowej S1 obowiązuje ruch wahadłowy sterowany sygnalizacją świetlną. Mimo, iż trwają wakacje, to zmiana organizacji ruchu powoduje nawet 2-kilometrowe korki w godzinach szczytu, a zatory pojawiły się także na na innych wyjazdowych ulicach z miasta, bo kierowcy próbują omijać korki w Hałcnowie. Mieszkańcy pytają jak długo to potrwa i co z obiecanym dwukierunkowy bypassem, który usprawniłby ruch?
Zmiana organizacji ruchu w rejonie skrzyżowania ul. Wyzwolenia i Zagrody ma związek z budowę drogi ekspresowej S1. W ramach budowy w tym rejonie zbudowany zostanie wiadukt, który przebiegać będzie nad drogą ekspresową. Obecnie trwają tzw. przekładki mediów przed docelowym zakresem prac.
Komunikacyjny paraliż
Od początku tygodnia w miejscu działania tzw. wahadła występuje komunikacyjny armagedon. Do redakcji wpływa wiele zgłoszeń od mieszkańców, którzy pytają jak długo taki stan rzeczy potrwa oraz co z obiecanym dwukierunkowym bypassem, który miał obsługiwać ruch komunikacyjny na czas budowy wiaduktu. Początkowo inwestor planował powstanie wahadłowego objazdu w oparciu o płyty betonowe. Po konsultacji i naciskach Miejskiego Zarządu Dróg ustalono, że bypass będzie dwukierunkowy w technologii asfaltowej. Jak uzasadniał MZD, dzięki temu ruch w centrum dzielnicy miał nie zostać sparaliżowany.
Tymczasem bypassu nie ma, a jest wahadło na ul. Wyzwolenia. - Już teraz w związku ze zwężeniem, tworzą się potężne 2-kilometrowe korki. Mieszkam na pograniczu Bielska-Białej i Pisarzowic, przejazd ul. Wyzwolenia jest moją główna trasą do centrum, gdzie pracuje i uczęszczają moje dzieci do szkoły. W godzinach szczytu dojazd zajmuje mi ok. 60 minut, a od 1 września będzie jeszcze gorzej. Alternatywne trasy dojazdu przez ul. Pisarzowicką, Pielgrzymów, Zagrody są pozamykane w związku z budową S1 - pisze mieszkaniec, który dodaje, że rezygnacja z objazdu spowoduje jeszcze większy koszmar.
Bypass będzie, ale później
Kilka dni temu interpelację w tej sprawie złożyli radni Bronisław Szafarczyk i Karol Markowski. - Wprowadzona tymczasowa organizacja ruchu, polegająca na zamknięciu połowy jezdni i sterowaniu ruchem za pomogą sygnalizacji wahadłowej przyniosła komunikacyjny armagedon. Uciążliwości dotknęły wszystkich uczestników ruchu, w tym MZK i Komunkację Beskidzką, które notują spóźnienia siegające 60 minut. Zakorkowane są ulice prowadzące w kierunku północnym z centrum miasta i od węzła Rosta - piszą.
Radni oczekują, by inwestor na przedmiotowym odcinku realizował roboty budowlane przez całą dobę lub przynajmniej znacząco wydłużył czas pracy. Pojawia się także sugestia, by dostosować pracę sygnalizacji do porannego (większy ruch do centrum) i popołudniowego szczytu komunikacyjnego (powrót z centrum).
Z pytaniami w sprawie wahadła na ul. Wyzwolenia zwróciliśmy się do Marcina Burdzińskiego, zastępcy dyrektora MZD. Jak mówi urzędnik, zgodnie z planem wahadło potrwa do przełomu września i października, w szczytach komunikacyjnych ruch sterowany ma być w oparciu o pracowników, co powinno usprawnić przejazd. Inwestor aktualnie robi tzw. przekładki mediów, gdy ukończony zostanie ten etap prac, konieczne będzie wyburzenie warsztatu samochodowego i rozpocznie się budowa wiaduktu drogi S1. Dopiero wtedy zacznie obowiązywać kilkusetmetrowy bypass z którego wbrew pozorom nie zrezygnowano.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Zdjęcie: radny Bronisław Szafarczyk
Oceń artykuł:
29 43Komentarze 35
Ty wieśniaku, jak mieszkasz w Pisarzowicach, to niech Twoje dzieci chodzą do szkoły w Pisarzowicach.
Nie chcemy Was tu.

Klauzula informacyjna ›