W niedzielę w korycie rzeki Białej terenową przejażdżkę urządził sobie użytkownik quada z powiatu pszczyńskiego. Pech chciał, że został nagrany przez miłośnika przyrody, który wypoczywał nad rzeką. Sprawa została zgłoszona na policję.

Zachowanie kierowcy quada było karygodne. Jest to zwyczajne działanie na szkodę przyrody. Do zdarzenia doszło w Białej na wysokości Czechowic-Dziedzic. Zgłoszenie potwierdza oficer prasowa bielskiej policji asp. sztab. Katarzyna Chrobak. Patrol udał się na miejsce, lecz quada już nie było. Za to wykroczenie grozi mandat w wysokości 500 zł lub grzywna sięgająca do 5 tys. zł. Autor nagrania całe zajście uwiecznił.

- Podejrzewałem, że quad będzie musiał wracać tą samą trasą i tak też było. Podziwiając piękno okolicznej przyrody, stojąc w korycie rzeki, czekałem aż wróci. Kierowca musiał się speszyć widząc mnie z telefonem w ręku, przygotowanego do uwiecznienia tego, jak spędza niedzielne przedpołudnie. Mężczyzna przez dłuższy czas stał w miejscu, gdzieś dzwonił. Uznałem, że również zadzwonię, ale na policję. Liczyłem, że w końcu ktoś zostanie złapany na gorącym uczynku. Niestety policja, mimo czekania pół godziny, nie przyjechała. Nie ukrywam, że samo dodzwonienie się do nich było problematyczne - mówi Mikołaj Siemaszko.

- Po odjechaniu sprawcy z miejsca zdarzenia udałem się na komendę odwołać patrol. Tam też dowiedziałem się, że jeśli chcę złożyć zawiadomienie, to mogę to zrobić w godz. 8.00-14.00 w dni robocze. Na szczęście policja poszła z duchem czasu i zawiadomienia można zgłaszać mailowo, co też uczyniłem - mówi.

Mikołaj Siemaszko, miłośnik przyrody, który zamieścił nagranie w mediach społecznościowych wyjaśnia, czym grozi rozjeżdżanie rzek. - Przede wszystkim jej zamulaniem i niszczeniem siedlisk zwierząt wodnych. Wielokrotnie dochodziło do niszczenia ikry, a w pobliżu gniazdują rzadkie ptaki. Dla takich osób nie mają znaczenia żadne argumenty, nawet takie, że inne osoby spędzające czas nad rzeką niekoniecznie muszą czerpać radość ze słuchania i oglądania hałasujących offroadowców - wyjaśnia.

- Dla mnie nielegalne jeżdżenie po lasach, rzekach czy innych miejscach jest przejawem skrajnego egoizmu. Argumenty tych osób, że jeżdżą nielegalnie, bo nikt im toru do zabawy nie stworzył, są mało poważne. Dobrze, że miłośnicy broni nie chodzą po mieście i nie strzelają, argumentując to tym, że nie ma dla nich wybudowanych strzelnic - mówi bez ogródek. Jak dodaje, ma obawy, że sprawca nie zostanie przykładnie ukarany. Takie sprawy bowiem często trafiają do sądu, gdzie kończą się umorzeniem.

ak