O problemach, z jakimi borykają się rodzice dzieci z niepełnosprawnościami napisano już opasłe tomy artykułów. Mniej w mediach pisze się o trudnościach organizacji pozarządowych w pozyskaniu środków potrzebnych na realizację zadań, którymi de facto powinno zajmować się państwo. Temat dotyczy zarówno zdrowia psychicznego, jak i fizycznego. Dostępność rehabilitacji w publicznych zakładach zdrowotnych jest, subtelnie rzecz ujmując, mocno ograniczona. Brakuje wykwalifikowanej kadry, a limity usług są zazwyczaj niewystarczające dla nierzadko bardzo skomplikowanych przypadków. Mowa tu zarówno o dzieciach, jak i dorosłych, którzy wymagają specjalistycznego wsparcia psychologów, psychiatrów, terapeutów i rehabilitantów.

I tu wkraczają organizacje pozarządowe, które w większości przypadków tworzą ludzie - pasjonaci. Choć warto pamiętać, że pracujący charytatywnie nie zawsze znaczy za darmo. Ludzie, którzy działają społecznie mają przecież rodziny które muszą utrzymać. W przypadku Stajni Terapeutyczno Edukacyjnej UMoniki, to także kwestia utrzymania i leczenia zwierząt. Granty i wsparcie ofiarodawców to jedna z form pomocy tym organizacjom. Dla tego właśnie celu powstała Fundacja Moniki Habdas.

Gdzie NFZ nie może...

W regionie działa wiele organizacji pozarządowych, które oferują usługi zazwyczaj niedostępne na NFZ. Do takich organizacji należy wspomniana Stajnia Terapeutyczno Edukacyjna prowadzona przez Monikę Habdas, kobietę z niezwykłą pasją, która pomaga dzieciom i dorosłym z różnym spektrum autyzmu. Pomaga także zwierzętom. Monika na co dzień uczy w szkole, a po zajęciach pracuje z dziećmi, organizuje pogadanki, prowadzi hiposensorykę - terapię łączącą hipoterapię z elementami integracji sensorycznej i terapii ręki.

Hiposensoryka jest jej autorskim, opatentowanym pomysłem, nad którym pracowała od lat, udoskonalając go i wdrażając poprawki. To terapia wspierająca wielotorowo rozwój organizmu. Normalizująca napięcie mięśniowe, poprawiająca koncentrację i koordynację. Wykorzystywana w rehabilitacji osób z różnym spektrum autyzmu, wspiera integrację bilateralną. Rozwija dużą i małą motorykę. Poprzez aktywizację obydwu półkul mózgowych zapobiega demencji cyfrowej u dzieci i dorosłych. Dzięki temu programowi Monika pomogła m.in. osobie z zespołem stresu pourazowego wrócić do codziennego życia.

Zaczęło się od Geniusza

Aby móc pomagać innym Stajnia Terapeutyczno Edukacyjna musi mieć zapewnione zaplecze – stajnię, wybieg, pastwisko. Monika obawia się, że to miejsce nie jest na zawsze. Atrakcyjne budowlane działki zacieśniają się wokół stajni, co rusz zmniejszając obszar pastwiska. A zwierząt w stadzie przybywa. Pierwszy był Geniusz, koń wszechstronny - do nauki jazdy, hipoterapii, hiposensoryki. Młodzi jeźdźcy ćwiczą na nim woltyżerkę. Potem dołączył do niego Książę, wykupiony z rzeźni, gdzie kończą wyeksploatowane do granic możliwości konie. Otrzymał od losu kilka miesięcy pięknego życia na łąkach. Ale wiek i praca ponad siły odbiły się mocno na jego zdrowiu - serce coraz gorzej pracowało. W październiku zeszłego roku pogalopował na wiecznie zielone pastwiska. W międzyczasie do stajni prosto spod ukraińskiej granicy, miesiąc po wybuchu wojny, trafił 9-letni Kubuś - kuc z charakterem, ulubieniec najmłodszych.

Do stada dołączyła też 16-letnia klacz Lotka. Gdy spełniła już swoją rolę, została wystawiona na sprzedaż. Ze względu na problemy z kopytkami i miękką pęcinę nikt finalnie oprócz handlarza nie był zainteresowany jej zakupem. Lotka jako spokojna seniorka okazała się wspaniałym terapeutą. Są jeszcze dwa młode konie Mirello vel Mirek i Fokus. Oba jeszcze jako źrebaki były przeznaczone do rzeźni. Na razie uczą się dobrych manier i korzystają z dzieciństwa, ale wkrótce także zasilą grono końskich terapeutów.

Oprócz koni, są też psy

Psy chętnie towarzyszą koniom i ich właścicielce. Kręcą się po podwórku, dokazują na wybiegu. Także one mają za sobą trudną przeszłość. Imbir vel Flapi to ok. 12-letni psiak, bardzo lękliwy i straumatyzowany, dotkliwie pogryziony przez psy, o czym przypominają blizny na pysku. Mimo dużej akcji w mediach społecznościowych i mnóstwa udostępnień posta, nikt o niego nie pytał. Kiedy wreszcie znalazł swój dom, okazało się, że cierpi na nowotwór śledziony. Obecnie po operacji czeka na dalsze badania i rehabilitację.

W stadzie psów jest też Dżony, ok. 5-letni psiak, który w wyniku potrącenia przez samochód stracił łapkę. Został oddany do schroniska kilka dni przed wigilią zeszłego roku. Mimo przejść wesoły i ufny. Na podwórku dokazuje razem z małą Czereśnią vel Pimpusiem - nieplanowanym miotem, z charakterem psa pasterskiego. Do psich braci wiosną tego roku dołączył też Sznupek, odebrany interwencyjnie. W wyniku złego traktowania stracił niemal całkowicie wzrok i słuch, co z kolei spowodowało, że mimo iż jest pięknym rasowym psem, nie było chętnych do jego adopcji. Sznupek wymaga stałej pielęgnacji chorych oczu.

Różne akcje charytatywne, zbiórki i akcje informacyjne wpływają na świadomość ludzi i uwrażliwiają na los koni, które przeznaczane są na rzeź. Wiele osób dołącza się do zbiórek, ale też wykupuje konie nie mając miejsca na ich przetrzymywanie. Co chwila do stajni dzwonią osoby, które mogą konia wykupić, utrzymywać go, ale nie mają na to miejsca. Mimo chęci i wielkiego serca, Monika Habdas z bólem musi odmawiać. Los samej stajni jest niepewny. Aby móc funkcjonować i przyjmować konie, musi mieć własny kawałek ziemi.

Walka o swoje miejsce

Choć właścicielka stajni jest osobą przedsiębiorczą i chwyta się wielu prac, aby utrzymać zwierzęta i to wyjątkowe miejsce, to obecnie znajduje się w trudnej sytuacji, która stawia dalsze losy stajni pod wielkim znakiem zapytania - w każdej chwili może zostać wypowiedziana jej umowe użyczenia gruntu, bo wokół budują się nowe domy. Z dnia na dzień bez niezbędnej pomocy mogą zostać osoby, które obecnie poddane są tutaj terapii. Odratowanym zwierzętom ponownie grozi widmo tułaczki lub schronisko. Ratunkiem jest kawałek miejsca na ziemi, którego właścicielce stajni i zwierzętom nikt nie odbierze.

W tym celu została utworzona zbiórka na portalu Pomagam.pl, z której zebrane fundusze zostaną przeznaczone na zakup niewielkiego kawałka ziemi. Własna ziemia, to dobry początek na zbudowanie spokojnej przystani dla zwierząt i dla pani Moniki. Miejsce, gdzie zwierzęta będą mogły odwdzięczyć się za bezpieczne schronienie pomagając osobom po traumatycznych przejściach oraz chorym na autyzm.

Agnieszka Ściera
[email protected]