Są wszędzie i czują się jak u siebie. Nie ma się co dziwić. Miejski gołąb to tak naprawdę gołąb skalny, gniazdujący w naturze na skalnych półkach. Wśród miejskiej zabudowy - pełnej gzymsów, parapetów i balkonów - czuje się doskonale.

- Przez wiele lat broniłam się przez założeniem siatki chroniącej balkon przez gołębiami. Od dawna próbowały się tam osiedlić, ale jakoś sobie z tymi natrętami radziłam. Teraz jednak klamka zapadła, rozmawiałam już z fachowcem, który zamontuje siatkę. Miarka się przebrała, gdy gołębiom przestał już wystarczać balkon i zaczęły wchodzić do mieszkania, gdy tylko drzwi balkonowe są niedomknięte - mówi mieszkanka bloku w Bielsku-Białej.

Gołębie przydają miastu uroku (zwłaszcza zabytkowym starówkom), ale gdy jest ich zbyt wiele, stają się utrapieniem. Powodują też duże straty, bo ich odchody niszczą elewacje zabytkowych budynków. Kiedyś próbowano odstraszać je z budynku pięknie odrestaurowanego bielskiego Ratusza odtwarzając z głośników odgłosy ptaków drapieżnych. Gołębie jednak szybko przyzwyczaiły się do tych odgłosów i przestały na nie reagować. Krzykliwy, głośny dźwięk imitujący jastrzębia był natomiast nie do zniesienia dla urzędników. Pomysł zarzucono. Czy teraz urzędnicy robią coś, by ograniczyć populację gołębi? - Nic nie robimy, bo byłoby to sprzeczne z Ustawą o ochronie przyrody. Gołębie podlegają ochronie gatunkowej - wyjaśnia Beata Żółkiewicz z wydziału ochrony środowiska i energii Urzędu Miejskiego.

O tym czy faktycznie - jak twierdzą niektórzy mieszkańcy - gołębi w mieście jest coraz więcej można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Nowe wydanie tygodnika jest już w sprzedaży, e-wydanie TUTAJ. 

map

Zdjęcie: Marcin Płużek