Rzadko trafiają się takie zgłoszenia, kiedy to mieszkańcy chcą usunięcia drzew, a urzędnicy nie wyrażają zgody. Dlatego zaciekawiła nas sprawa pana Ryszarda, który poprosił o pomoc w sporze z miastem w sprawie wycinki posadzonych na działce miejskiej drzew w rejonie osiedla Karpackiego w Bielsku-Białej. Jego zdaniem zagrażają one bezpieczeństwu dzieci, które zimą zjeżdżają tutaj na sankach. Urzędnicy rację przyznają, ale wskazują, że dzieciaki z powodu bezpeczeństwa nie powinny w tym miejscu zjeżdżać. A posadzonych drzew nie mają zamiaru ruszać.

Dwa lata temu miasto chciało wyciąć kilka drzew przy ul. Kolistej w Bielsku-Białej. Na podstawie decyzji marszałka województwa śląskiego w 2022 roku dokonano nasadzeń zastępczych w pobliżu terenów rekreacyjnych przy ul. Doliny Miętusiej. Drzewa posadzono, co nie spodobało się niektórym mieszkańcom.

Drzewa na działce rekreacyjnej

Wszystko dlatego, bo w miejscu tym zwyczajowo zimą dzieci zjeżdżają na sankach. - Zwracam się z prośbą o możliwość podjęcia tematu dotyczącego sporu z władzami miasta wynikłego z nasadzeń 4 sztuk drzew na działce Urzędu Miasta będącej częścią górki saneczkowej dla dzieciaków z osiedla. Pomimo, że ta działka jest działką z przeznaczeniem na rekreację, Urząd Miasta z uporczywym zapałem nasadził na niej drzewa uniemożliwiając bezpieczny zjazd na sankach i różnych przyrządach do jazdy po śniegu. Z górek saneczkowych korzysta mnóstwo dzieciaków - pisze pan Ryszard, mieszkaniec osiedla.

Jak mówi, wielokrotne prośby o „przesunięcie” nasadzonych drzew o kilkanaście metrów spotykały się z odmową urzędników. Był to przyczynek do wymiany wielu pism z Urzędem Miasta. W piśmie z grudnia 2022 roku pan Ryszard poinformował, że nasadzenia nie były konsultowane z Radą Osiedla. Kilka lat temu próbowano dokonać podobnego nasadzenia drzewek w tym samym miejscu, lecz w wyniku jego osobistej interwencji i stanowczego sprzeciwu mieszkańców, nie dopuszczono do tego.

Bez konsultacji z Radą Osiedla

- Zrobiono to (nasadzenia - red.) bez konsultacji, bez merytorycznego uzasadnienia wyboru miejsca, w sposób urągający wszelkim zasadom bezpieczeństwa na tym terenie. Nosić to może znamiona umyślnego przestępstwa - narażenia dzieci na niebezpieczeństwo i kalectwo - przekonuje. W roku ubiegłym na tym stoku jedno z dzieci złamało nogę (byłem świadkiem). Mały stok do jazdy na sprzęcie zimowym był w tym miejscu od dawna. Wybudowany przez Urząd Miasta obok plac zabaw oraz urządzenie do jazdy na linie, ławki, latarnie, kosze, itp. spowodowały niekorzystną ingerencję w górkę do sportów zimowych, a nasadzone byle jak i gdzie drzewa dodatkowo ograniczyły swobodne zjazdy z tej górki - dodaje mieszkaniec.

Ratusz w odpowiedzi stwierdził, że właśnie z uwagi na bezpieczeństwo, dzieci w ogóle nie powinny tam zjeżdżać. Zaproponowano inną lokalizację. - Z uwagi na bezpieczeństwo pieszych użytkowników parku i kolizję trasy zjazdowej z ciągiem pieszym, nie ma możliwości organizacji górki saneczkowej we wskazanym miejscu. Zaledwie 80 m obok znajduje się skośna polana o długości 110 m, która jest wolna od drzew, ciągów pieszych oraz elementów zabawowych co jest zgodne z wcześniejszymi wnioskami Rady Osiedla, dotyczącymi pozostawienia polany w celu uprawiania aktywności zimowych - brzmi fragment. Urzędnicy przypomnieli również, że na osiedlowych górkach saneczkowych to na użytkownikach i ich opiekunach spoczywa odpowiedzialność za zabawę w odpowiednio bezpiecznym otoczeniu.

Napisał skargę na naczelnika

W marcu tego roku, pan Ryszard poprosił o udzielenie ostatecznej decyzji w sprawie nasadzeń drzew i krzewów na górkach saneczkowych na osiedlu Karpackim. - W odpowiedzi na pana pismo informuję, że drzewa pozostaną w miejscu wyznaczonym przez pracowników wydziału gospodarki miejskiej zgodnie z decyzją marszałka województwa śląskiego - odpowiedział stanowczo Wiesław Maj.

Wtedy pan Ryszard złożył skargę na naczelnika, ktory - jego zdaniem - jest złośliwy. - Będąc osobą prywatną, społecznikiem, a także członkiem Rady Osiedla Karpackiego spotykam się z wieloma mieszkańcami i docierają do mnie różne informacje, skargi i prośby o interwencje. Jednej takiej właśnie dotyczy ta skarga. Na początku zimy mieszkańcy okolicznych bloków prosili mnie o interwencję w sprawie nasadzeń drzew na pobliskim stoku saneczkowym. (…) Pan Maj postanowił nie liczyć się z mieszkańcami i dotychczasowymi uzgodnieniami z Radą Osiedla i wydał polecenie nasadzenia - czytamy. Zdaniem pana Ryszarda tym samym decyzja o nasadzeniu drzew w tym miejscu podważa kompetencje Rady Osiedla.

Górka saneczkowa jest obok

- Sugerowanie nam, że to opiekunowie ponoszą odpowiedzialność za zabawy dzieci jest urzędniczą arogancją. To na właścicielach terenu spoczywa odpowiedzialność za wyznaczenie i zabezpieczenie terenów do uprawiania rekreacji i sportów zimowych. Brak wyobraźni urzędniczej stwarza konflikty i zagrożenia. Przesadzenie drzew zajmie godzinę, może dwie i po problemie. Decyzja odmowna komplikuje w istocie błahą sprawę, angażuje czas i energię urzędniczą, podważa zaufanie do władz miasta - argumentował.

Skargę, po przeprowadzanym postępowaniu uznano za bezzasadną. Kolejny raz wskazano m.in. że górka nie jest przeznaczona do uprawiania sportów zimowych. Jej usytuowanie uniemożliwia zorganizowanie tam trasy saneczkowej, bowiem w poprzek zjazdu znajdują się kolidujące z nią alejki, a co więcej, niedaleko znajduje się otwarta polana pozbawiona przeszkód, która może być wykorzystywana do zjeżdżania na sankach. Skarga została oddalona również z uwagi na to, że wbrew temu co twierdził mieszkaniec, Wiesław Maj nigdy osobiście nie podejmował decyzji co do konkretnych miejsc nasadzeń.

Odpowiedzi już nie dostał

- Mimo dość dużej wyobraźni, nie spodziewałem się takiej odpowiedzi, która nie usuwa przeszkody stwarzającej zagrożenie dla osób, a szczególnie dzieci korzystających ze sportów na wspomnianych górkach, nie rozwiązuje w ogóle problemu bezpieczeństwa na wspomnianych górkach w związku z posadowieniem tam urządzeń rekreacyjnych i omija rolę czynnika społecznego (mieszkańców, Radę Osiedla) w kształtowaniu terenów zielonych - poinformował w kolejnym piśmie pan Ryszard. Odpowiedzi już nie otrzymał.

Postanowił więc swój sprzeciw wobec „urzędniczej arogancji” wyrazić publicznie w mediach społecznościowych. - Byłem dotychczas przekonany, że arogancja urzędników kojarzy mi się zazwyczaj z partią, która w swej nazwie szafuje prawem i sprawiedliwością. Myślałem także, że czasy despoty poprzedniego prezydenta miasta pójdą w zapomnienie i naiwnie myślałem, że nowe władze miasta będą przyjazne mieszkańcom. Rozważam, czy mój oddany głos na PO to strata głosu? - brzmi treść wpisu.

Zapytany o sprawę ogrodnik miejski Dariusz Gajny stwierdza, że stanowisko Ratusza zostało już wyraźnie przedstawione w pismach. Drzewa nie zostaną przesadzone, urządzenia rekreacyjne, ścieżki i plac zabaw tym bardziej pozostaną na obecnym miejscu. Dzieciom z osiedla Karpackiego i panu Ryszardowi pozostaje zaakceptować fakt, że będą zmuszeni zjeżdżać kilkadziesiąt metrów obok ulubionej górki.

Adam Kanik
[email protected]