Strach, niezrozumienie, nietolerancja, ostracyzm, dyskryminacja - to bolesne doświadczenia, z którymi na co dzień mierzą się osoby LGBT+. Mimo, że żyjemy w XXI wieku i wiemy już, że odmienność seksualna nie jest chorobą, to rzadko spotykamy na ulicy trzymające się za rękę kobiety, jeszcze rzadziej mężczyzn. O ile społeczeństwo powoli dojrzewa do akceptacji tych osób, to polskie prawo zupełnie ich nie widzi. Problem staje się tym większy, gdy w tęczowej rodzinie dorasta dziecko. Według szacunków, w Polsce żyje ok. 50 tys. par jednopłciowych wychowujących dziecko.

Na to zjawisko zwrócili uwagę goście spotkania „Tęczowe Rodziny”, które w środę odbyło się w Klubokawiarni Aquarium, w ramach wydarzeń poprzedzających Marsz Równości, który ruszy już w najbliższą niedzielę (czytaj w artykule Marsz Równości w najbliższą niedzielę. Będą utrudnienia i czasowe wstrzymanie ruchu). Podczas dyskusji poruszono problemy, z jakimi mierzą się tęczowe rodziny.

Polskie prawo jest koślawe

W panelu wzięli udział: Ania i Asia - mamy 7-letniego Gabrysia, reżyserka Agata Korycka i sędzia Marcin Lorenc. Materiałem wyjściowym stał się film promujący akcję społeczną „Zorientowani na Rodzinę” finansowaną przez Ogólnopolski Strajk Kobiet. W ogromnym skrócie film opowiada o dzieciach, które ze względu na przynależność do tęczowych rodzin pozbawiane są przez polskie sądy ochrony prawnej.

Na początku millenium z Polski wyemigrowało wielu młodych ludzi. Za lepszym życiem, za przygodą, za nauką. Wielu z nich założyło rodziny, ma dzieci, które urodziły się już poza krajem. Wśród nich są także osoby LGBT+. Prawo w wielu krajach Europy dopuszcza zawieranie małżeństw jednopłciowych, a co za tym idzie oboje (obie, obaj) nabywają takie same prawa jak małżeństwa heteroseksualne.

Decydując się na powrót do Polski wiele z tych par nie zdawało sobie sprawy z tego, z jakimi problemami przyjdzie się im zmierzyć. W jaki sposób dotknie to ich dzieci. Przekraczając polską granicę rodzice przestawali być w świetle prawa małżeństwem, tym samym dziecko traciło jednego prawnego opiekuna. Aby dostać miejsce w żłobku, przedszkolu lub szkole czy dostać się do lekarza, każde dziecko musi posiadać numer PESEL. Ale dziecko z tęczowej rodziny urodzone za granicą go nie otrzyma, bo numer PESEL jest nadawany na podstawie aktu urodzenia - w nim muszą być oboje rodzice, a nie jedno z nich.

Nie mogą podpisać zgody

Naczelny Sąd Administracyjny co prawda wydał orzeczenie, na podstawie którego urzędy mogą nadawać numer PESEL bez aktu urodzenia, ale teoria swoje, a praktyka swoje - wiele zależy od widzimisię urzędnika. Tęczowym rodzinom pozostaje wyboista ścieżka sądowa. Aby uzmysłowić z czym mierzą się nieheteronormatywne pary wychowujące dziecko przytoczono przykład - mama społeczna (bądź tata społeczny) nie jest w świetle polskiego prawa prawnym opiekunem dlatego nie może podpisać na przykład zgody na udział dziecka w wyjeździe, albo zgody na zabieg lub leczenie.

Dzieci nie mają gwarancji, że w razie śmierci biologicznego rodzica nie trafią do domu dziecka. Jeszcze gorzej jest w przypadku rozwodów takich par. Często jedno z rodziców zostaje bez środków do życia, bez prawa do alimentów, albo do naprzemiennej opieki nad dzieckiem. Sądy ich nie widzą.

Walczą o swoje konstytucyjne prawa

To zaledwie wierzchołek góry lodowej problemów tęczowych rodzin. Pary heteronienormatywne muszą uciekać się do różnego rodzaju forteli, aby zapewnić prawne bezpieczeństwo swoich dzieci. Tęczowe rodziny muszą walczyć o swoje konstytucyjne prawa. Pomagają im w tym europejskie instytucje. Trybunał Praw Człowieka w 2016 roku orzekł wobec państwa włoskiego na podstawie artykułu 8. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, że powinno respektować małżeństwa zawarte w innych krajach.

I choć we Włoszech, podobnie jak w Polsce, zawieranie małżeństw przez osoby tej samej płci, nie jest dopuszczalne prawem, to małżeństwa zawierane przez te osoby za granicą są respektowane. I do tego właśnie dążą polskie organizacje społeczne, tworząc akcję „Zorientowani na Rodzinę”.

Pocieszające jest, że nawet w małych społecznościach tęczowe rodziny są traktowane na równi z innymi, o czym opowiadały mamy 7-letniego Gabrysia mieszkające w Rudzie Śląskiej. To polskie prawo jest koślawe i nie nadąża za zmieniającą się rzeczywistością. Niestety, jak do tej pory, próby legalizacji aktów małżeńskich jednopłciowych do tej pory w Polsce się nie powiodły. Warto jednak sięgnąć do źródeł naszego prawa - Konstytucji RP, która w art. 32 mówi o zasadzie równości obywatela wobec prawa. „Wszyscy są wobec prawa równi i mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”.

Agnieszka Ściera-Pytel
[email protected]