W ostatnich miesiącach na terenie Bielska-Białej miały miejsce co najmniej dwie napaści na pracownice salonów urody działające w ścisłym centrum miasta. W obu przypadkach schemat działania i rysopis sprawcy był bardzo podobny. Salony na własną rękę wymieniają się informacjami i zdjęciem podejrzanego, które ustaliły dzięki nagraniom z monitoringu. W ciągu zaledwie kilku godzin dotarliśmy do kolejnych firm, które miały styczność z podejrzanym mężczyzną. Prawdopodobnie ten sam osobnik przed napaścią z marca chciał zakupić atrapę broni w sklepie militarnym. Postępowanie w sprawie prowadzi pion kryminalny bielskiej policji. 

W czwartek, 22 czerwca do niebezpiecznej sytuacji doszło w salonie urody przy ul. Powstańców Śląskich. Zamaskowany mężczyzna ok. godz. 7.00 rano wszedł ukradkiem do lokalu, w którym zaatakował znajdującą się tam pracownicę. Celował do niej z przedmiotu przypominającego broń palną, wywiązała się między nimi szarpanina, w czasie której potargał dziewczynie sukienkę. Wcześniej - 19 marca ok. godz. 19.30 - podobne zdarzenie miało miejsce w salonie przy ul. Milusińskich. Oba przypadki zostały zgłoszone na policję. Sprawa napaści z marca została jednak umorzona, ze względu na niewykrycie sprawcy.

Jego celem nigdy nie są pieniądze

Jak się okazuje, przed ostatnią napaścią na ul. Powstańców Śląskich mężczyzna widziany był na terenie Centrum Biznesu Befama, gdzie jego podejrzane zachowanie przykuło uwagę ochrony. Został spłoszony w momencie, gdy sięgał po „pistolet”. Prosto stamtąd udał się do salonu na Powstańców Śląskich.

- Mamy informacje, że wcześniej próbował dostać się do innych firm w okolicy. Niczego u nas nie ukradł, choć w widocznym miejscu stała kasetka. Celem była pracownica, która przebywała na zapleczu. Uciekł, gdy usłyszał ludzi wchodzących do budynku - mówili nam właściciele lokalu.

Podobny przebieg zdarzenia miała napaść na pracownicę z marca. Rozmawialiśmy z właścicielką salonu przy ul. Milusińskich, która nie ma żadnych wątpliwości, że chodzi o tego samego człowieka. - Musiał nas obserwować. Wiedział gdzie iść, wiedział, że dziewczyna jest sama. Miał ze sobą rękawiczki i bandanę. Nie był to motyw rabunkowy. Po prostu stał, celował z broni i napawał się strachem bezbronnej kobiety. Powtarzał tylko, żeby nie dzwoniła na policję. Zachowywał się jak jakiś stalker - przyznaje pani Sandra, która po napaści z marca za pomoc w schwytaniu sprawcy wyznaczyła 5 tys. zł nagrody.

Podejrzany widziany w innych miejscach

Podjęte przez nas dziennikarskie śledztwo prowadzi do kilku innych firm, w których widziany był prawdopodobny sprawca napaści. W poniedziałek, 26 czerwca - a więc kilka dni po drugim zdarzeniu w salonie przy ul. Powstańców Śląskich - do napadu miało dojść w salonie fryzjerskim przy ul. Partyzantów. Policja jednak tego zdarzenia nie potwierdza, a na miejscu nie chciano z nami rozmawiać.

Z kolei dwa dni przed napaścią na ul. Powstańców Śląskich - 20 czerwca - prawdopodobnie ten sam osobnik obserwował właścicielkę pracowni krawieckiej przy ul. 1 Maja. - Chwilowo nie miałam samochodu, od kilku dni chodziłam więc tą samą drogą i o tej samej porze do pracy. Minęłam go na mostku nad Białą. Mężczyzna ruszył za mną, zorientowałam się dopiero po przejściu kilkuset metrów. Odległość między nami wcale nie była duża, bo zdążył otworzyć zamykane na domofon drzwi - opowiada kobieta.

- Podążał za mną schodami, słyszałam nawet jak dyszy. Na klatce schodowej założył bandanę. Udało mi się wejść do lokalu i zamknąć się od środka. Przez dłuższą chwilę stał, nasłuchiwał i bardzo powoli próbował naciskać klamkę. Później wyszedł jak gdyby nigdy nic. Po sprawdzeniu monitoringu okazało się, że wcześniej był pod budynkiem, rozglądał się. Wygląda więc na to, że nie śledził mnie przypadkowo - dodaje.

Działania wyglądają na zaplanowane

Kolejna sytuacja miała miejsce w maju. Wówczas mężczyzna towarzyszył kobiecie, która skradła torebkę w salonie przy ul. Młyńskiej. Miał czekać na nią na zewnątrz. Oficer prasowa bielskiej policji asp. sztab. Katarzyna Chrobak potwierdza fakt dokonanej kradzieży. Sprawczyni została ukarana. Właścicielka lokalu twierdzi jednak, że takich drobnych kradzieży w okolicy było więcej. Zawsze była to ta sama para.

W rozmowach z pracownicami pojawia się jeszcze jedna rzecz - sprawca, kiedy działa w pojedynkę, „poluje” na określony typ kobiecej urody. Zarówno właścicielka pracowni krawieckiej, jak i pracownice salonów przy ul. Powstańców Śląskich i Milusińskich, to kobiety o długich ciemnych włosach i jasnych oczach. Ich zdaniem, nie zostały wybrane przypadkowo. Sprawca wybiera miejsca znajdujące się w centrum miasta, ale na uboczu, z dala od ruchliwych ulic. Często również nieposiadające wyraźnych szyldów. Mężczyzna jednak doskonale wie jak wejść, gdzie się udać. To może sugerować, że jego działania są zaplanowane.

W komentarzach w mediach społecznościowych na temat napadów pojawiały się informacje, że mężczyzna jest narodowości ukraińskiej i był pod wpływem alkoholu. Kobiety temu zaprzeczają. - To był Polak, mówił bardzo płynnie, bez akcentu. Był trzeźwy - zapewnie pani Sandra. Podejrzany mężczyzna jest dosyć wysoki, nosi białe buty, ma blond włosy i charakterystyczną twarz z mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi. Pokrzywdzone kobiety są zdania, że mężczyzna może borykać się z chorobą psychiczną.

Policja dysponuje wizerunkiem sprawcy

Pracownice i właściciele lokali rozpoczęli własne śledztwo - wymieniają się informacjami i zdjęciem podejrzanego. Są w kontakcie z pionem kryminalnym bielskiej policji, która prowadzi działania operacyjne, jednak ich zdaniem, nie przynoszą one oczekiwanych efektów. Napastnika w ostatnim czasie spotkały na mieście. - Zadzwoniłam do policjanta, z informacją, że był widziany na placu Chrobrego. Powiedziano mi, że w tych korkach nie ma szans, żeby dojechali - mówi kobieta z jednego z salonów.

Zdaniem naszych rozmówców, podejrzany miał być również niedawno w okolicach jednego ze sklepów z artykułami militarnymi, który działa na terenie Bielska-Białej. Udaliśmy się pod wskazany adres. Pracownik sklepu potwierdza, że widział podobnego mężczyznę, ale nie ostatnio, lecz prawdopodobnie kilka miesięcy temu. Mogło to być przed napaścią z marca. Zaznacza również, że choć mężczyzna pytał wtedy o atrapę broni, do transakcji nie doszło i został wyproszony, z powodu „dziwnego” zachowania.

Jak poinformowała nas bielska policja, funkcjonariusze dysponują nagraniami i zdjęciami sprawcy. Na ten moment nie ma jednak decyzji o ich upublicznieniu. My możemy opublikować je tylko z zamazaną twarzą. Kto posiada jakiekolwiek przydatne informacje w sprawie, powinien zgłosić się na najbliższy komisariat policji. W wielu przypadkach bowiem, zachowanie mężczyzny dotychczas nie było zgłaszane. W przypadku, kiedy policja otrzyma oficjalne zgłoszenia, niewykluczone, że sprawy zostaną powiązane.

Adam Kanik
[email protected]