Radny w akcie wrogości zamówił kamienicę z żabami. Zakon miał wyplenić „lipnicką herezję”
W minionym tygodniu w Książnicy Beskidzkiej odbyło się kolejne spotkanie z cyklu „Historii czar”. Tym razem tematem przewodnim była Biała, która w tym roku obchodzi 300-lecie nadania praw miejskich. O związkach Witkacego z Białą Krakowską, animozjach pomiędzy bialskimi i lipnickimi katolikami oraz ewangelikami, a także budowie słynnej kamienicy „Pod Żabami” opowiedział Jacek Kachel.
Na początku bielski historyk opowiedział o tym, jak luterańska „zaraza” przyjęła się w dawnym Lipniku. Nowe podejście do wiary i biblii dotarło do królewskiej wsi w drugiej połowie XVI wieku. Bardzo szybko wyznawcy religii ewangelickiej rośli w siłę, zarówno gdy chodzi o liczbę, jak i o zamożność. Pojawienie się konkurencji wyznaniowej wywołało sporo nieporozumień i zatargów pomiędzy mieszkańcami.
Animozje na tle wiary
W tym samym czasie gdy tzw. akatolicy nawoływali do nie chodzenia do kościoła papieskiego, katolicy sprowadzili do Białej zakon Jezuitów, aby wyplenić „lipnicką herezję”. - Pierwsza misja Jezuitów spaliła na panewce. Zaledwie po tygodniu została zniszczona przez ewangelików. Niejako dla równowagi katolicy doprowadzili do wypędzenia pastora Johana Brina i nauczycieli ewangelickich z Lipnika i Białej - mówił historyk. Takie działania, zdaniem Kachla, mające niewiele wspólnego z nastawianiem drugiego policzka stało się normą. Sytuacja społeczności ewangelickiej zmieniła się dopiero po tym, jak August III wydał przywilej wolności dla wyznania luterańskiego w starostwie lipnickim w 1755 roku.
Od tego momentu oba wyznania miały podobne prawa i obowiązki. - W czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów ewangelicy cieszyli się tolerancją i opieką królów polskich. Pod koniec XVIII wieku otrzymali pozwolenie na założenie gminy wyznaniowej i budowę kościoła. Drewniany dom modlitwy protestanci wystawili pod koniec 1781 roku. W latach 1792-98 zastąpiono go murowanym kościołem z wieżą.
Wieżyczka przysłaniająca kościół
Pośrednio ze świątynią ewangelicką w Białej związana jest kamienica Pod Żabami. Na ścianie północnej znajduje się portal z figurami dwóch żab ubranych we fraki. Jedna gra na mandolinie, druga trzyma w jednej ręce fajkę, a w drugiej kieliszek, opierając się na beczce wina. Umieszczenie figur naprzeciwko kościoła ewangelickiego było nie tyle zabiegiem artystycznym, ale aktem wrogości wobec wiernych.
- Wszystko to zadziało się za sprawą Rudolfa Nahowskiego. Ten wpływowy radny miasta Białej był właścicielem renomowanej winiarni i zamówił u bialskiego architekta Emanuela Rosta juniora taką wymyślną kamienicę, która powstała w 1903 roku - mówił Kachel. Zleceniodawca zażyczył sobie, aby kamienica zwieńczona była wieżyczką, a na ścianie od strony kościoła fasada miała zostać ozdobiona żabami.
Jego wymogi podyktowane były niechęcią do tzw. lutrów. Podwyższenie kamienicy na rogu miało przysłonić wieżę kościoła, gdyż jego zdaniem powinno zostać tak jak przed laty było, że zbory protestanckie nie powinny upodabniać się do kościołów katolickich. Alegoryczne przedstawienie żab nawiązywało bezpośrednio do popularnego wówczas określenia na tereny zamieszkiwane przez ewangelików na Śląsku Cieszyńskim, które nazywano... żabim krajem ze względu na podmokłe tereny i liczne stawy.
Częsty bywalec u rodziny Alberti
- Jak postanowił, tak też uczynił. Jednak jego pierwotny zamysł przyniósł dokładnie odwrotny skutek. Pijące i palące żaby nie wywołały zgorszenia, lecz kamienica stała się atrakcją turystyczną. Przyciąga swoją oryginalnością, niejako przy okazji przechodnie dowiadują się, że tuż obok znajduje się świątynia ewangelicka. Ta historia po raz kolejny potwierdza, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
W tym samym wykładzie Jacek Kachel opowiedział o Witkacym, który jak się okazuje, upodobał sobie pewną nieoczywistą kwestię w naszym mieście. - O tym, że Stanisław Ignacy Witkiewicz, wielkim literatem był wiemy wszyscy. Jednak mało osób pamięta o jego związkach z naszym miastem, a dokładniej z Białą. Okazuje się bowiem, że reklamował tutejsze szczotki nawet w swojej książce - mówił historyk.
Witkacy bardzo często bywał w Białej Krakowskiej. Do legend miejskich przeszła przyjaźń jego z bialską poetką Kazimierą Alberti. Prowadziła ona wraz z mężem Stanisławem, ówczesnym starostą powiatu bielskiego, salonik literacki. Spotkania bohemy artystycznej odbywały się w ich mieszkaniu w kamienicy u zbiegu ul. Staszica i placu Wojska Polskiego. Artysta namalował nawet jej portret.
Zalecał kąpiele i używanie mydła
Okazuje się, że Witkacy miał słabość nie tylko do Kazimiery Alberti, ale również do... bialskich szczotek. Artysta bardzo często odwiedzał fabrykę, która znajdowała się tuż za rogiem. Osobiście kupował w niej potrzebne wyroby, a gdy nie miał takiej możliwości - wysyłał list z konkretnym zamówieniem. - Pisarz przykładał ogromną wagę do higieny osobistej, co w latach 30. nie było taką oczywistością. Zalecał społeczeństwu regularne kąpiele i codzienne rytuały pielęgnacyjne z wykorzystaniem mydła i szczotek. Szczotki braci Sennewaldt trafiły jako jeden z nielicznych naszych produktów wprost do literatury.
Rzeczywiście, w zbiorze esejów autorstwa Stanisława Witkiewicza zatytułowany„Narkotyki. Niemyte dusze”, autor opowiada: „Wszyscy, którym ofiarowałem szczotki te (a rozdałem już przeszło dwa tuziny dla propagandy), błogosławią mnie i tę firmę. (…) Znałem panie skarżące się na chroniczną chropawość skóry. Po użyciu szczotek stały się gładkie jak alabastry” - opisywał słynny artysta.
Skoro sam Witkacy wychwalał bialskie szczotki, to warto wspomnieć, że firma je wytwarzająca działa na rynku nieprzerwanie od ponad 145 lat. Mowa oczywiście o Befaszczocie, który kontynuuję tradycję braci Sennewaldt do dzisiaj. Swego czasu zakład dostarczał produkty na dwór cesarza Franciszka Józefa. Do końca II wojny światowej fabryką zarządzała rodzina założycieli. Na początku lat 50. nastąpiło połączenie Fabryki Szczotek i Pędzli Braci Sennewaldt oraz firmy Sanax w jedno przedsiębiorstwo - Państwową Fabrykę Szczotek i Pędzli w Bielsku-Białej. Natomiast w 1976 roku zapadła decyzja o przekształceniu zakładu w Spółdzielnię Inwalidów. Dzisiaj fabryka Befaszczot jest zakładem pracy chronionej.
***
Artykuł powstał w ramach cyklu „Historii czar” dzięki uprzejmości bielskiego historyka. Organizatorem wydarzeń wjest Stowarzyszenie Wspólnota Samorządowa BB. Następne spotkanie we wrześniu.
Adam Kanik
[email protected]
Oceń artykuł:
91 1Komentarze 12

Klauzula informacyjna ›