Niedługa ulica Motyli w Bielsku-Białej to gruntowa dróżka pełna dziur i nierówności. Nie ma tu oświetlenia ani chodnika. Gdy jest sucho samochody wzbijają tumany kurzu, gdy pada - powstają ogromne kałuże.

Mieszkańcy od lat nie mogą się doprosić o asfalt. Droga nie znajduje się na peryferiach miasta. To krótka, boczna droga od alei Armii Krajowej, położona w samym centrum ogromnego osiedla domków jednorodzinnych. Wszystkie uliczki w pobliżu są w doskonałym stanie. Nowiutkie, wyasfaltowane, oświetlone, przy niektórych powstały nawet chodniki dla pieszych. Przy ulicy Motyli stoi siedem budynków (jest jeszcze jedna wolna działka budowlana).

Droga jest w złym stanie od lat, natomiast o prawdziwie katastrofalnym jej stanie można mówić od dekady. To wtedy prywatny inwestor wzniósł na końcu uliczki dwa dwurodzinne budynki na sprzedaż. - Ciężki sprzęt rozjechał wtedy ulicę, inwestor zapewniał, że po zakończeniu robót naprawi drogę, ale nie przywrócił jej nawet do pierwotnego stanu - skarżą się mieszkańcy.

Właściciele okolicznych domów od lat zwracają się w sprawie drogi do władz miasta. Dlaczego gmina nie była w stanie przez tyle lat położyć asfaltu na niespełna 100-metrowym odcinku niewielkiej osiedlowej uliczki? Okazuje się, że problemem są sprawy własnościowe.

Więcej na temat można przeczytać w najnowszym wydaniu „Kroniki Beskidzkiej”. Nowy numer lokalnego tygodnika ukazał się jak zwykle w czwartek, e-wydanie już teraz jest dostępne TUTAJ.

map

Zdjęcie: Marcin Płużek