Jak wicepremier Gliński wytwórnię naprawiał. „Ja na miejscu ministra mówiłbym mniej”
- Ja na miejscu ministra Glińskiego mówiłbym mniej, bo powołał na dyrektora Studia Filmów Rysunkowych człowieka, który był wcześniej karany i siedział w więzieniu - mówi były szef bielskiej wytwórni Andrzej Orzechowski. To odpowiedź na słowa wicepremiera Piotra Glińskiego, który kilka tygodni temu w trakcie wizyty w Bielsku-Białej mówił o „zniszczeniu i zahamowaniu” działalności instytucji przez poprzedników. Ceniony filmowiec przekonuje, że za jego czasów wytwórnia była apolityczne i niezależna, a na każdą złotówkę musiała ciężko pracować. Były pracownik Piotr Płatek ujawnia nieznane kulisy nominacji i działań Tomasza M.
W połowie maja budowę Interaktywnego Centrum Bajki i Animacji w Bielsku-Białej wizytował wicepremier Piotr Gliński. Podczas konferencji minister kultury i dziedzictwa narodowego nie mówił o postępie inwestycji, ale skupił się na rządach poprzedników. Zdaniem ministra kultury i dzedzictwa narodowego, rząd Platformy Obywatelskiej doprowadził do zapaści produkcji filmów animowanych w kraju.
Powołał karanego dyrektora
- To jest kolejny skandal, który miał miejsce. Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej zostało praktycznie zniszczone, zahamowane. Gdy pan dyrektor obejmował stanowisko zastał 17 pracowników i nie było żadnej produkcji. Były pewne plany, ale to były raczej żarty. Teraz to wszystko zmieniamy - zapewniał wicepremier, który obiecał uruchomienie funduszy na nowe produkcje animowane. - Po to wskrzesiliśmy wytwórnię, po to budujemy nowy oddział i rozmawiamy o planach rozwojowych. Rozwój prawdziwej animacji, przemysłu filmowe wymaga inwestycji. Jesteśmy na to gotowi - zapewniał Piotr Gliński. Gość z Warszawy w trakcie wizyty miał okazję zobaczyć pilotażowy odcinek bajki „Bystre Oczka”, który składać ma się z 52 odcinków trwających po 6 minut. Wyprodukowanie serialu to wydatek ok. 10 mln zł.
Ze słowami wypowiedzianymi przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego nie zgadza się Andrzej Orzechowski, który pod koniec 2020 roku przeszedł na emeryturę po dziesięciu latach kierowania Studiem Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. - Ja na miejscu ministra Glińskiego mówiłbym mniej, bo powołał na dyrektor człowieka, który był wcześniej karany i siedział w więzieniu. Mój poprzednik czy ja musieliśmy dostarczyć zaświadczenie o niekaralności, takie same standardy obowiązywały nawet za komuny - przyznaje były dyrektor, którego miejsce decyzją ministra Piotra Glińskiego zajął Tomasz M.
Nominat wicepremiera unika sądu
Nazwisko musimy skracać, bo nominat wicepremiera PiS rok temu został oskarżony przez bielską prokuraturę o działania na szkodę instytucji i wyrządzenie w jej majątku szkody znacznych rozmiarów w kwocie ponad 200 tys. zł. Dotychczas przewód sądowy nie rozpoczął się, bo były dyrektor unika sali sądowej i dwukrotnie przedstawił zwolnienia lekarskie. - Aktualnie sąd sprawdza przez biegłego podane przez oskarżonego przyczyny jego niestawiennictwa i prawdopodobnie jego zdolność do uczestnictwa w postępowaniu sądowym - mówi sędzia Jarosław Sablik, rzecznik prasowy bielskiego sądu.
Andrzej Orzechowski z całą stanowczością podkreśla, że za jego czasów Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej było niezależne i apolityczne. Nie zgadza się także ze słowami, że wicepremier Piotr Gliński uratował czy wskrzesił instytucję, bo do przekształcenia SFR z jednoosobowej spółki Skarbu Państwa w państwową instytucję kultury doszło w październiku 2015 roku. Zarządzenie w tej sprawie podpisała minister Małgorzata Omilanowska, poprzedniczka Piotra Glińskiego z rządu Ewy Kopacz.
Wytwórnia na siebie zarabiała
- Przyczyną podjęcia tej decyzji nie był fakt, że nie mogliśmy się utrzymać, ale zabezpieczenie dziedzictwa i terenów w centrum miasta, które w przypadku prywatyzacji mogłyby zostać sprzedane. Ani za moich czasów, ani za czasów Zdzisława Kudły (poprzednika Andrzeja Orzechowskiego, który kierował SFR w latach 1993-2010 - red.) nie byliśmy na niczyim utrzymaniu. Studio żyło z tego co zarobiło, pozyskiwaliśmy dofinansowanie z Funduszy Regionalnych czy z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i realizowaliśmy plany produkcyjne. Utrzymywaliśmy zespół, instytucja była na plusie. Można to przecież w każdej chwili sprawdzić. Dopiero po moim odejściu SFR przeszło na utrzymanie ministerstwa - mówi były dyrektor.
Ceniony filmowiec podkreśla, że kierował instytucją niezależnie i nigdy nie wpuścił polityki do SFR. - Jak za czasów PO była chęć organizacji spotkań quasi-politycznych w Kinie Studio, to odmawiałem. Gdy wiceminister skarbu w 2013 albo 2014 roku zadzwonił do mnie i rugał, że wbrew planom sprzeciwiam się prywatyzacji SFR, a to oni płacą mi pensję, to usłyszał ode mnie, że niczego mi nie płacą, bo ja każdą złotówkę na pensję pracowników i siebie samego muszą wypracować. Wtedy nie poniosłem za swoje słowa żadnych konsekwencji, dziś za PiS miałbym duże kłopoty - mówi Andrzej Orzechowski.
Pomysł, projekt, finansowanie
Były dyrektor przypomina także, że to była ekipa Studia Filmów Rysunkowych, teraz tak krytykowana przez wicepremiera Glińskiego, przygotowała plany i zapewniła finansowanie budowy Interaktywnego Centrum Bajki i Animacji, które najprawdopodobniej pod koniec roku będzie gotowe do użytku. - Zapewniliśmy pełne finansowanie inwestycji z udziałem funduszy norweskich, przekonaliśmy do współfinansowania inwestycji Ministerstwo Kultury oraz Urząd Miejski w Bielsku-Białej - przypomina były dyrektor.
Słowa wicepremiera Glińskiego komentuje także Piotr Płatek, który w latach 2012-21 był pracownikiem SFR. - W tym czasie wyprodukowaliśmy serię o Kubie i Śrubie, powstawały krótkie bajki i filmy dla widza dorosłego. Nasze produkcje brały udział w wielu festiwalach międzynarodowych, skąd przywoziły nagrody. Organizowaliśmy rozmaite wydarzenia, wydawaliśmy książki o historii SFR. Chyba najważniejszym sukcesem tego okresu było przygotowanie projektu Interaktywnego Centrum Bajki i Animacji, przekonanie do pomysłu Ministerstwa Kultury i pozyskanie na ten cel funduszy norweskich - wymienia bielszczanin.
Nowy dyrektor chętnie zatrudnia
Piotr Płatek przypomina, że SFR w ostatnich 30 latach zarządzali tylko ludzie z związani z tym miejscem. - Najpierw Zdzisław Kudła, który w wytwórni przeszedł wszystkie szczeble od fazisty, przez animatora, reżysera, scenarzystę po dyrektora, a następnie Andrzej Orzechowski, który przeszedł podobną ścieżkę, bo najpierw był pracownikiem działu redakcji, redaktorem, scenarzystą i reżyserem. Kudła i Orzechowski jako twórcy mają na koncie ponad 50 filmów i całą masę nagród festiwali międzynarodowych.
Dobry zwyczaj, że to ludzie związani z animacją są szefami SFR przerwała przed blisko trzema laty decyzja wicepremiera Glińskiego - w grudniu 2020 roku nowym dyrektorem bielskiej wytwórni został Tomasz M., który wcześniej pracował m.in. w firmie produkującej kosiarki. - M. faktycznie zastał w instytucji 17 ludzi - w nowoczesnych wytwórniach, to i tak ogromna liczba, bo żadne profesjonalne studio nie utrzymuje już ludzi na etatach, a w trakcie każdej produkcji zatrudnia animatorów na umowy zlecenie. Animatorzy zwykle pracują we własnych domach, pliki przesyłają on-line. Tomasz M. zastał 17 etatowych pracowników i postanowił ten stan rzeczy zmienić. Kilka dni po jego nominacji w sekretariacie SFR pojawił się dawno niewidziany tłum ludzi, których zatrudnił - mówi Piotr Płatek i sięga po notatki.
Podwyżka pensji i nowy dział
Przebojem jest sympatyczna 20-latka bez studiów, która z miejsca otrzymała stanowisko osoby odpowiedzialnej za nadzorowanie inwestycji budowy Interaktywnego Centrum Bajki i Animacji i wysokie zarobki. Decyzją dyrektora, profil SFR w mediach społecznościowych miał prowadzić mężczyzna z Warszawy, który o instytucji do tego momentu niewiele słyszał. - W styczniu 2021 roku jeden z lokalnych sztabów zapytał czy SFR tradycyjnie wesprze w tym roku bielski finał WOŚP. Dyrektor kazał przekazać, że ze względu na sytuację pandemiczną i spadek obrotów SFR nie jest w tym roku w stanie wesprzeć WOŚP.
Tymczasem pieniądze wydawano na prawo i lewo. Ministerstwo uznało, że nowy dyrektor zasługuje na wyższą pensję niż jego poprzednik i aż dwóch wicedyrektorów do pomocy, choć wcześniej w ogóle nie było takich stanowisk. Stworzono nowy dział, tzw. nowe media, w pięcioosobowym składzie, którego szefowi obiecano samochód służbowy, choć SFR nie posiadało na stanie żadnych aut - wymienia Płatek.
Kto w ogóle stał za powołaniem Tomasza M.? Były pracownik jest zdania, że oficjalnie teraz do tego nikt się nie przyzna. - Od pierwszego dnia urzędowania w Bielsku-Białej większość swoich decyzji dyrektor podpiera osobą pewnej dyrektor pracującej w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W wytwórni w tamtych dniach jej nazwisko wymienia niemal codziennie, prawie każdego dnia także jest na łączach z panią dyrektor - przypomina sobie bielszczanin i wraca do decyzji podejmowanych przez byłego dyrektora.
Niepotrzebne biurka i tłumaczenia
Tomasz M. od początku przystąpił do dziwnych zakupów, w ten sposób nabyto m.in. kilkanaście niepotrzebnych biurek. Ale największym wydarzeniem panowania dyrektora były „tłumaczenia” za które odpowiada przed sądem. Według planów, animowany serial „Kuba i Śruba” miał zagościć w armeńskiej telewizji. - Miał to być dopiero początek współpracy z Erywaniem, bo kolejną animacją, która miała zostać przetłumaczona i wyświetlana miał być „Pampalini łowca zwierząt” - ujawnia Płatek.
Ta informacja zaskoczyła pracowników. - Żeby dokonać tłumaczenia potrzebna jest lista dialogowa i ton międzynarodowy. Nikt takowymi się nie interesował. Nikt nie widział też umowy z armeńską TV - mówi były pracownik. Tymczasem do SFR trafiają kolejne faktury bez umów - najpierw na 74 tys. zł. Kolejna na ponad 100 tys. zł - ta sama firma, ale tym razem tłumaczenia na język francuski, portugalski i migowy.
Jak później ustali prokuratura, firma która miała przygotować tłumaczenie zajmowała się handlem i prowadzeniem... sklepu. Równocześnie do SFR dotarł scenariusz trailera i pierwszego odcinka nowej serii przygód Pampaliniego, autorstwa eksperta TVP Info z którym Tomasz M. zasiada w zarządzie Fundacji Rozwoju Centrum Macierz Polonii. - W zarysach fabuły kolejnych odcinków Pampalini miał pojawić się m.in. nad przekopem Mierzei Wiślanej, na Dożynkach Prezydenckich i w... Pile - mówi Piotr Płatek.
Radny Okrzesik przekazał list
Tomasz M. rządziłby pewnie SFR dużo dłużej, ale postawili mu się pracownicy. - Zobaczyliśmy, że jeszcze chwila i wytwórnia zostanie zatopione i pogrążone finansowo. Stan kasy ubywał każdego dnia. Spotkaliśmy się wspólnie z dawnymi twórcami i przygotowaliśmy list do wicepremiera Glińskiego. Poinformowaliśmy ministra kultury o podejrzanych fakturach i dziwnych wydatkach, alarmowaliśmy, że sytuacja legendarnej wytwórni jest bliska katastrofy. Dzięki wsparciu radnego Janusza Okrzesika list błyskawicznie trafił na biurko pana Glińskiego. Jednak zamiast reperkusji i ministerialnego śledztwa, dzień później szczegóły listu i nazwiska sygnatariuszy znał już Tomasz M. Od tego momentu część pracowników wytwórni była na cenzurowanym, działania wobec kierownika produkcji można śmiało określić jako mobbing. Od wspomnianego listu do wicepremiera minął ponad miesiąc, a M. wciąż był na stanowisku i wciąż podejmował co najmniej kontrowersyjne decyzje. Dopiero wspólna akcja mediów, kilku pracowników i posłów opozycji doprowadziły do zakończenia jego rządów - wspomina wydarzenia sprzed dwóch lat Piotr Płatek.
Po dwóch miesiącach od nominacji MKiDN odwołało dyrektora z powodu „utraty zaufania”.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
66 13Komentarze 53
Mówiąc klasykiem - stracili okazję żeby się.zieć cicho.
Tak że tego...
Pozostawiam państwu ocenę tego, kim jest tajemniczy @Sal.
to sie właśnie nazywa tendencyjny artykuł, gdy jedna ze stron ma głos, a druga nie.
Nie chodzi mi o słuszność, kto ma rację itp.
Tu chodzi o "tendencyjne" dziennikarstwo
Ten artykuł po prostu oddaje głos zaatakowanym.
good 4 U
A to kolejny raz cię zapytam: Gliński opluł, poprzednicy bronić się nie mogą?
Do tezy ci nie pasuje?
Nie, nie pasują mi żadne kłamstwa, a Tobie? Mrużysz czasami jedno oko?
W konwencji sensacji redakcja opisuje wydarzenia sprzed kilku lat. Na dodatek przedstawia tylko racje jednej ze stron. No wybacz, ale to nie jest dziennikarstwo.
Biorąc pod uwagę lewoskrętność redakcji zgaduje, że to zacięcie ideologiczne a nie zlecenie.
A przy okazji, dlaczego miast znaleźć argument wolisz mnie obrażać?
Jak cytowali kłamstwa Glińskiego, to ci pasowało, co?
Z innej beczki: jak widzę, od kilkunastu dni portal aktywnie włączył się do kampanii wyborczej.
Wróciło łapówkarstwo , nepotyzm na niespotykaną skalę . Orlenem zarządza człowiek który okradł własną rodzinę. Zblatował się z kościołem co skutkuje upadkiem tej instytucji. Z telewizji zrobił propagandę I ośrodek niszczenia opozycji. Zadluzyl kraj na pokolenia. Skłócił z UE. Podzielił Polaków na tych prawdziwych i gorszych bo kto nie z pis ten wróg. Tak wygląda Polska po ośmiu latach rządów populistów.

Klauzula informacyjna ›