Mówią, że to są ich anioły, a dobro wraca. Nie wyobrażają już sobie życia bez asystentury
Pomagają zrobić zakupy, załatwić sprawy urzędowe czy umówić wizytę u lekarza. Służą dobrym słowem i zawsze chętnie wysłuchają, dając poczucie bezpieczeństwa i niezależności. Formalnie nazywają się asystentami osoby z niepełnosprawnością, ale ich podopieczni mówią o nich „anioły”. - Zawdzięczam mojej asystentce to, że jeszcze mi zostało troszeczkę radości, pogody ducha - mówi pani Teresa, emerytowana polonistka mieszkająca w Bielsku-Białej, która korzysta ze wsparcia asystenta.
Nasze społeczeństwo się starzeje. Dzieci osób korzystajacych z asystentury często pracują poza krajem lub w miastach oddalonych od miejsca zamieszkania swoich rodziców, a osoby starsze i schorowane potrzebują codziennego wsparcia. Nawet jeżeli rodzina jest w pobliżu, to wsparcie ze strony asystenta jest konieczne, zwłaszcza gdy stopień niepełnosprawności ogranicza samodzielne funkcjonowanie.
Z początkiem roku wprowadzono szereg zmian w temacie asystentury osób niepełnosprawnych. Realizowany projekt nabrał rozpędu i odnotowano ogromne zainteresowanie świadczeniem usług polegających na wsparciu osób, które nie są w stanie funkcjonować samodzielnie. Przybywa także chętnych wolontariuszy. Od stycznia MOPS w Bielsku-Białej odnotował 62 asystentów i 81 podopiecznych. - Podopieczni to osoby niepełnosprawne ze znacznym i umiarkowanym stopniem niepełnosprawności. Aktualnie w naszym programie jest więcej podopiecznych ze stopniem znacznym - wyjaśnia Jolanta Knapik-Ostrawska, kierownik Miejskiego Centrum Usług Społecznościowych, które działa przy ul. Wzgórze 14.
Pomagają także dobrym słowem
Zadanie asystenta polega na towarzyszeniu osobie niepełnosprawnej w codziennym funkcjonowaniu. Asystuje, czyli towarzyszy i jest przyjacielem podopiecznych. - Asystent znalazł mnie przypadkowo. Pani Wiola wcześniej była astystentką socjalną, czyli odwiedzała osoby zgłoszone do MOPS-u. Przypominam sobie artykuł, który dość zdawkowo wprowadził mnie w temat asystentury w Bielsku-Białej. W taki sposób dowiedziałam się o możliwościach skorzystania z takiej usługi. Dla mnie to wspaniała przygoda - mówi Teresa Łowińska, emerytowana polonistka korzystająca z pomocy asystenta.
- Na początku byłam trochę zmartwiona tym, że to biedny i schorowany człowiek musi sobie poszukać asystenta. Wówczas już miałam problemy zdrowotne, które rozpoczęły się od mojej motoryki. Moje ciężkie mówienie jest wynikiem migotania przedsionków i niewydolności serca, najmniejszy wysiłek przeszkadza w mowie i w ruchach. Tak rozpoczęła się ta nasza przygoda, dla mnie najcudowniejsza - dodaje.
Nagle dochodzą do wniosku, że sami już sobie z wieloma czynnościami dnia codziennego nie poradzą. Stają się bezsilni. Czasami uwięzieni w domach. Najtrudniej im pogodzić się z faktem, że sami już nie są w stanie sobie poradzić. Każdy, nawet najmniejszy wysiłek sprawia im trudność. Tak jak u naszej rozmówczyni.
Pomoc asystenta jest nieoceniona
Jak bardzo zmieniło się życie i codzienne funkcjonowanie dzięki wsparciu asystenta? - Miałam wielkie szczęście, bo już przy pierwszym spotkaniu zapachniało chemią, doskonale się dogadujemy. Wiola myśli za mnie, często rozmawiamy, pomaga mi na co dzień i przynosi zakupy z uśmiechem na twarzy. Sama już w ogóle nie wychodzę z domu, bo brak mi stabilności. Po wejściu na górę na pierwsze piętro muszę odpocząć, napić się wody i poczekać aż oddech się ustabilizuje. Bez pomocy asystentki, to nie wiem czy bym wytrwała. Dosłownie pomaga mi we wszystkim, bo z moim zdrowiem nie jest dobrze. Najgorsza jest ta niewydolność, ale na szczęście mogę jeszcze myśleć i w tym widzę sens życia - podkreśla bielszczanka.
Pani Teresa z asystentką współpracuje od roku. Dzięki temu jej życie wskoczyło na nowe tory. - Wiola dla mnie to anioł z nieba! Dba o mnie i moje samopoczucie. Wcześniej byłam uwięziona w domu, bo przestałam już wychodzić, a tu widzi pani, że na spotkanie przyjechałam z asystentką. Naprawdę nie wiem, czy są tacy asystenci, którzy by byli świadomi jacy są dobrzy dla swoich podopiecznych. Dobro wraca...
Z naszymi bohaterkami spotkaliśmy się w Miejskim Centrum Usług Społecznościowych przy ul. Wzgórze 14. Obie bohaterki bez pomocy asystenta nie przekroczyłyby progów własnych domów. Na spotkanie przychodzą z uśmiechem na twarzy, pomimo bólu i trudności z poruszaniem się... Weronika Olma-Dzióba stosunkowo niedawno dowiedziała się o takiej formie pomocy i skorzystała z usługi.
Zabiera na spacer, robi zakupy
- Skontaktował się ze mną pan Grzegorz i rozpoczęliśmy współpracę. Chodzimy razem na zakupy. Wcześniej nie mogłam robić tego sama ponieważ jestem mocno osłabiona po udarze. We wszystkim pomaga mi asystent, a jak jest ładna pogoda to oprócz tego zabiera mnie na spacer. Na przykład ostatnio byliśmy w pięknej scenerii w Jaworzu, tam gdzie tężnia. Współpracujemy ze sobą dopiero drugi miesiąc, poznajemy się. Kilkukrotnie pan Grzegorz zawoził mnie już do lekarza, a wcześniej musiałam czekać na przyjazd taksówki. Asystent zawozi mnie do przychodni, czeka na mnie i przywozi do domu - mówi pani Weronika.
Czym dla niej jest ta pomoc? Czuje się bardzo komfortowo i bezpiecznie. Asystent podczas wizyt u lekarza reguluje wszystkie sprawy za swoją podopieczną, również w medycznej rejestracji. Choć wcześniej nasza rozmówczyni korzystała również z pomocy opiekunek z MOPS-u bezpośrednio po udarze i pomagała jej rodzina, to taka pomoc nie zawsze była wystarczająca, bo doba ma 24 godziny.
Pani Weronika podkreśla, że jest bardzo wdzięczna swoim najbliższym za pomoc i wzruszająco dodaje, że ma wspaniałą rodzinę, ale pomoc asystenta w godzinach pracy jest bezcenna. - Bezpośrednio po udarze brat bardzo mi pomagał, niestety zmarł w marcu, a drugi brat mieszka w Hałcnowie. Mam wspaniałą rodzinę, bratowej też jestem bardzo wdzięczna, ale bez asystenta teraz nie wyobrażam sobie życia.
Radość w oczach podopiecznych
Niektórzy asystenci osób niepełnosprawnych traktują to zajęcie jako coś dodatkowego. Dla innych to nowy zawód, któremu w pełni się poświęcają. Co sprawia im największą satysfakcję w pracy ze swoimi podopiecznymi na co dzień? - Świadomość, że mogą pomóc drugiej osobie, gdy widzą radość w oczach swoich podopiecznych. Wcześniej nie mogli samodzielnie wychodzić z własnych domów, bo sprawiało im to dużo trudności, a teraz mogą normalne funkcjonować i cieszyć się wiosną. Zależy mi na tym, aby jak najlepiej spełniać swoje zadanie w tej asystenturze i żeby spełniać oczekiwania tej drugiej osoby, aby miała ona lepszy komfort życia - mówi pan Grzegorz, asystent osoby niepełnosprawnej.
- Uwielbiam strasze osoby. Jako pracownik socjalny od zawsze miałam bardzo dobry kontakt z podopiecznymi. Najwięcej satysfakcji sprawiają mi długie rozmowy i słuchanie wspomnień z dawnych lat. Przebywając tutaj na wolontariacie przede wszystkim mamy kontakt z osobami starszymi, potrzebującymi wsparcia. Program asystentury często godzimy z pracą zawodową i obowiązkami rodzinnymi. Nie wyobrażam już sobie życia bez asystentury - przyznaje pani Wiola, opiekująca się panią Teresą.
Małgorzata Irena Skórska
[email protected]
Oceń artykuł:
56 2Komentarze 16
Nasz prawo w ramach "niedołęstwa" osób starszych zobowiązuje do opieki najbliższych,dzieci.
DPS są dla nielicznych !
Taka jest codzienna rzeczywistość opieki nad rodzicami.
Wolontariusze znają osoby starsze z życia " tu i teraz".
skoro coraz mniej kobiet decyduje się na ciążę, przedkładając karierę,wolność.
Starsi ludzie bardziej zaufają "nieznajomemu" niż rodzinie. Nie dziwię się więc w mnogości oszustw : na wnuczkę,policjanta itp. Więc z samotnością jest że: "na życzenie", oprócz zdarzeń losowych gdzie faktycznie ktoś został sam. Ile osób samotnych tyle historia życia!

Klauzula informacyjna ›