Sąd Rejonowy w Pszczynie bada sprawę rzekomych rękoczynów, jakich miał się dopuścić ksiądz z parafii w Bestwinie w stosunku do jednego z ministrantów. Swoiste „śledztwo” w tej sprawie prowadzi też diecezjalna kuria.

„Kronika Beskidzka” informowała jako pierwsza, że policjanci z bielskiego garnizonu sprawdzali, czy duchowny z parafii w Bestwinie dopuścił się rękoczynów. Postępowanie prowadzili pod kątem art. 217 kk, dotyczącego naruszenia nietykalności cielesnej. Co wydarzyło się w parafii Wniebowzięcia NMP w Bestwinie? - Ksiądz ciągnął mnie za uszy, bił sznurkiem albo przekładał przez kolano i uderzał ręką - opowiadał były już ministrant Radiu Bielsko. Zrezygnował, bo miał zostać uderzony ponownie - przed mszą w zakrystii.

- Ksiądz sobie usiadł i każdy podchodził, no i on zaczął wpierw wyzywać (ministrantów - red.) od dziadów (…), a potem brał ten sznurek i zaczął bić, i tak praktycznie każdego… Głównie w pośladki, ale jak mu zeszło, to zdarzało się też tutaj, na końcu kręgosłupa - mówił chłopak. Rodzina chłopca nie chciała powiedzieć nam więcej, nie odpowiedziała na nasze pytania. Podczas krótkiej rozmowy z „Kroniką” ksiądz stwierdził tylko, że na tym etapie sprawa nie jest do komentowania, tylko do dogłębnego wyjaśnienia, by „nie było rzeczy, które są dziwne”. Sprawą zajmuje się sąd w Pszczynie oraz kuria diecezji bielsko-żywieckiej.

Więcej na ten temat pisze czwartkowe wydanie „Kroniki Beskidzkej”. Najnowszy numer lokalnego tygodnika jest już w sprzedaży w kioskach i punktach handlowych. E-wydanie można kupić TUTAJ.

mk