Himalaista z Bielska-Białej wyleciał do Pakistanu. Chce zdobyć kolejny ośmiotysięcznik
Wczoraj w podróż do Pakistanu wyruszył Piotr Krzyżowski. Himalaista mieszkający w Bielsku-Białej chce bez użycia tlenu i wsparcia tragarzy wysokogórskich stanąć na szczycie kolejnego ośmiotysięcznika. - Do tej pory wspinałem się w Karakorum i w Himalajach po stronie Nepalu. Nanga Parbat jest dość kapryśną górą ze względu na położenie. Pogoda jest tam bardzo zmienna - przyznaje himalaista, który na swoim koncie ma już trzy szczyty Karakorum. Rok temu w odstępie 9 dni stanął na wierzchołkach Broad Peaku i K2, a w 2021 roku zdobył Gaszerbruma II.

Widok z tzw. niskiej dwójki na K2 na Broad Peak
Tym razem himalaista obrał kolejny cel, którym jest Nanga Parbat. Piotr Krzyżowski w rozmowie z portalem przyznaje, że trenował intensywnie, wykorzystując ostatnie dni przed wylotem do Pakistanu.
Intensywne treningi zakończone
Teraz nastąpił czas odpoczynku i regeneracji. - W tych ostatnich dniach skupiałem się jeszcze na treningu wytrzymałościowym - komentuje himalaista. - Ostatnie autorskie treningi rowerowe zakończone. Trenowałem również m.in. wychodząc po schodach na czwarte piętro, z 15 kg w plecaku i obciążnikami po 1,5 kg na nogę - taki trening symuluje warunki w jakich będzie działał w górach, przyzwyczaja również plecy i ramiona do ciężaru, z którym będę się poruszał podczas wyprawy - dodaje Piotr Krzyżowski.
Do treningu siłowego dochodził trening stabilizacji i wytrzymałościowy, czyli dłuższe jazdy rowerowe. Wszystko po to, aby organizm przez cały czas otrzymywał odpowiedni impuls.
Czy Piotr Krzyżowski czuje się w pełni przygotowany pod kątem fizycznym przed kolejnym atakiem szczytowym? - Nigdy w taki sposób do tego nie podchodziłem Myślę, że już wszystkie swoje założone cele treningowe wykonałem. Nastąpił czas regeneracji i wyciszenia, więcej już nie zrobię. Uważam, że dobrze wykorzystałem czas przygotowań - mówi himalaista od 10 lat mieszkający w Bielsku-Białej.
Główny cel to Nanga Parbat
W wyprawie weźmie udział zespół polskich wspinaczy z małym wyjątkiem. - Razem ze mną zespół tworzy pięć osób. W trakcie dołączy do nas Saulius, wspinacz z Litwy, któremu w zeszłym roku pomagałem pod K2. W zespole znajdzie się filmowiec i fotograf Adrian Dmoch, który będzie dokumentował wyprawę - dodaje.
- W moim zespole jest pełna świadomość tego, że my nie wychodzimy na zasadzie wspólnego ataku szczytowego. Każdy ze wspinaczy ma inne doświadczenia górskie. Niektórzy będą mierzyć się ze swoim pierwszym ośmiotysięcznikiem. Atak szczytowy nastąpi w dwuosobowych zespołach.
Co będzie sprawiało zespołowi najwięcej trudności podczas ataku szczytowego i jakie towarzyszą im obawy? - Nanga Parbat to jedyny ośmiotysięcznik, który leży w Himalajach pakistańskich, więc jest to inne pasmo górskie. Do tej pory wspianałem się w Karakorum i w Nepalu. Nanga Parbat jest dość kapryśną górą ze względu na położenie. Pogoda jest tam bardzo zmienna, co potrafi mocno przeszkodzić wspinaczom, głównie ze względu na to, że mogą wystąpić mocne opady śniegu - mówi nasz rozmówca.
Wspinaczka drogą Kinshofera
Wspinaczka drogą Kinshofera będzie trudna pod kątem technicznym. Baza położona jest dość nisko, na wysokości ok. 4200 m n.p.m., na zielonej trawie.- Jest to dla mnie bardzo mocne oderwanie od moich dotychczasowych wspinaczek, gdzie obozy były położone na 5000 m n.p.m. na morenach lodowców. Później czeka nas podejście do obozu I na wysokości 4900 m pod ścianę Kinshofera. Ten odcinek z obozu I do obozu II, to będzie taki najtrudniejszy element pod względem technicznym. Ściana ta ma prawie 900 m. Bardzo stromy odcinek, wymagający wspinaczki na przednich zębach raków - mówi Piotr Krzyżowski.
Śnieżne warunki i zagrożenie lawinowe to czynniki, które wzbudzają niepokój. - Zmienność klimatu powoduje zagrożenie stabilności warunków atmosferycznych i tego się tak naprawdę najbardziej obawiamy. Jeśli pogoda będzie dobra i nasza kondycja pozwoli na wykonanie planu, a podkreślę, że każdy z nas jest bardzo dobrze przygotowany i skoncentrowany na celu, to chciałbym żeby każdy skorzystał z okna pogodowego i zmierzył się z takim wyzwaniem, jakim niewątpliwie jest Nanga Parbat.
Gorączka przedszczytowa
Jest to zazwyczaj moment ataku szczytowego, czyli w tym przypadku w IV obozie na wysokości 7200 m. Piotr Krzyżowski podkreśla, że ta wysokość jest umowna, bo tak naprawdę warunki atmosferyczne decydują, gdzie powstanie obóz. - Podchodzę do tego z dość chłodną głową, bo wiem, że trzeba wykonać swój plan. Obiektywnie oceniam szanse i warunki ataku. Gorączka szczytowa na pewno gdzieś tam się pojawi, ale tutaj przede wszystkim liczy się zdrowy rozsądek na każdym etapie wspinaczki - wyjaśnia himalaista.
Wszystko uzależnione będzie od aury i kondycji zespołu. - Przyznam, że Nanga Parbat nie jest jedynym celem naszej wyprawy, ale na tym etapie jeszcze nie chcę o tym mówić - dodaje.
Kiedy może sobie pozwolić na psychiczne odreagowanie w tak stresującym czasie przed wyjazdem? - Największe wyluzowanie pojawia się w momencie, kiedy znajduję się już w samolocie, czyli podczas podróży... To niewątpliwie czas na relaks, bo lecąc do Pakistanu wiem, że wszystkie sprawy mam już zamknięte i słuchając muzyki myślę już tylko o celu... - kończy Piotr Krzyżowski.
Małgorzata Irena Skórska
[email protected]

Wymagający technicznie odcinek tzw. Komin House'a na K2
Oceń artykuł:
32 15



Klauzula informacyjna ›