Niezgoda pod jednym dachem. Ona chce jego eksmisji, on prawa do połowy nieruchomości
Nad mieszkańcem Bielska-Białej wisi groźba, że na stare lata wyląduje na bruku. Jego wyprowadzki żąda właścicielka domu. Domu, który - jak przekonuje 76-latek - wybudował własnymi rękoma, gdy był związany z jej matką. Właścicielka nie zgadza się z tymi pretensjami i pokazuje korzystne dla siebie decyzje sądu.
- Jestem bielszczaninem od urodzenia. Mam już 76 lat i żyję skromnie, bo pieniądze zżerają mi procesy i adwokaci. O pomoc zwracałem się już dosłownie wszędzie. Do sądów, parlamentarzystów, prezydenta i premiera. Pisałem do Rzecznika Praw Obywatelskich. Już nie wiem, co mam zrobić, by walczyć z niesprawiedliwością, jaka mnie spotkała - zaczyna swoją opowieść bielszczanin.
Relacje od lat się pogarszały
Pracował jako kierowca, nie narzekał na biedę. Jego pasjami w młodych latach były gołębie i rajdy motocyklowe. Puchary wypełniają do dziś wnętrze pokoju, który zajmuje. - Porzuciłem już te zajęcia. Teraz żyję samotnie. Święta też spędzam sam. Czas upływa mi na codziennych czynnościach, spaceruję i sam gotuję - opowiada. Nie takiego życia oczekiwał. - W 1968 roku poznałem kobietę, z którą żyłem 30 lat, aż do jej śmierci. Nigdy się nie pobraliśmy, ale żyliśmy lepiej niż niejedno małżeństwo, wspólnie układając przyszłość. Dziś żałuję, że nie sformalizowaliśmy tego związku, bo miało to nieoczekiwane dla mnie konsekwencje - stwierdza.
Co się stało? - W 1974 roku zaczęliśmy budować nowy dom na działce ojca mojej partnerki. Harowałem przez pięć lat w pracy i na budowie. Od rana do nocy. Dom postawiłem własnymi rękoma. Pieniądze szły na to z mojej wypłaty. Mam rachunki na 180 tys. zł. Ojciec partnerki wyłożył potem na tynkowanie wnętrza pierwszego piętra, ale koszty potrzebnych remontów, w tym wymiany pieca, okien czy dachu ja ponosiłem - wylicza. - Jednocześnie wspierałem partnerkę w wychowaniu jej córki. Pomagałem jej finansowo na studiach, kupiłem komputer, pytała, czy może mówić do mnie „tato”.
Z czasem relacje między mężczyzną a córką jego zmarłej partnerki zaczęły się jednak pogarszać. - Wybudowałem ten dom, a mam do niego ograniczony dostęp. Zamknięto przede mną choćby piwnicę. Mam podliczniki, płacę za zużyte media, a mimo to właścicielce to nie wystarcza - żali się bielszczanin. - Zaczęły się awantury, groźby i dziwne żądania. Gdy zażądała ode mnie czynszu, poszedłem do sądu - wspomina. Widać, że ma zszargane nerwy. Nie potrafi spokojnie opowiadać tej historii. Czuje złość i na swoich prawników, i na sądy, i na właścicielkę domu. - Gdy mnie zaczepiała, to powiedziałem jej do słuchu, ale do rękoczynów nigdy się nie posuwałem. To ja czułem się ciągle atakowany, założono mi Niebieską Kartę. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie - irytuje się mężczyzna.
Konflikt narastał. - Gdy właścicielka zwróciła się w 2021 roku do sądu o to, by mnie eksmitować, ja wytoczyłem rok później sprawę o przyznanie mi połowy nieruchomości. Bo mieszkam tu większość życia, bo sam ją postawiłem i w dużej mierze sam utrzymywałem. Bo to - tak po prostu - ludzkie, sprawiedliwe i uczciwe - przekonuje nasz rozmówca.
W sądzie sprawę jednak przegrał
Jego adwokat dowodził w sądzie, że będąca wówczas dzieckiem właścicielka domu nie mogła znać okoliczności jego budowy. „Od początku budowy w połowie lat 70. do chwili obecnej (...) uważa się za właściciela i swoim zachowaniem manifestuje swoje władztwo nad nieruchomością. Również w odczuciu świadków był uważany za współwłaściciela. (…) To powód zaczynał budowę domu - wykonywał wykopy, fundamenty, kostki betonowe, zakupywał materiały na budowę, płacił pracownikom za wykonane prace budowlane, a matka pozwanej jedynie wspierała go przy budowie domu. Również i w kolejnych latach, już po wybudowaniu domu, powód był osobą finansującą szereg remontów i zakupów związanych z budynkiem” - można przeczytać w piśmie procesowym.
Wyliczono tam, że mężczyzna miał w latach 1981-2015 sfinansować otynkowanie budynku, budowę ogrodzenia, wymianę rynien, konserwację dachu, założenie bojlera, wymianę pieca, zakup piecyka gazowego i wymianę okien. Jednak sprawę o tzw. zasiedzenie mężczyzna przegrał, mimo że rozpatrywał ją nawet Sąd Najwyższy. Uznano m.in., że bielszczanin nie potrafił podać przekonujących argumentów za swoim wnioskiem.
- Jak się z tym czuję? Nigdy nie spodziewałem się takiego zła. Nie wiedziałem, że doczekam się takiej niewdzięczności. Problem polega na tym, że już za długo żyję. Byłoby dobrze, gdybym wykitował, bo sprawa sama by się rozwiązała. Ale tak to jest, że nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie się pożegnać ze światem. Czuję się pokrzywdzony, pozbawiony wolności i godności. Słyszę tylko, żebym spier... . Na stare lata jestem tak podle traktowany, a sądy nie patrzą na człowieka, tylko na paragrafy - mówi rozżalony.
Kto płacił za remonty?
Obecna właścicielka nieruchomości też twierdzi, że jest u kresu wytrzymałości nerwowej. Ale całą sprawę widzi zupełnie inaczej. Nie zgadza się z tym, że wybudowanie domu i jego późniejsze remonty to główna zasługa jej dzisiejszego adwersarza. - Dom wybudowała moja mama z pomocą finansową jej ojca, a mojego dziadka, od którego otrzymała również kilka działek, w tym tę, na której wybudowała dom. Podobną pomoc w tym samym czasie otrzymała także siostra mojej mamy, która obok wybudowała drugi dom. Znajduje to potwierdzenie w posiadanej przeze mnie dokumentacji i poszczególnych orzeczeniach sądów, dotyczących oddalenia powództwa o zasiedzenie - Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej, Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej i Sądu Najwyższego w Warszawie - wylicza kobieta.
- Wszystkie remonty i bieżące utrzymanie domu finansowała i wykonywała moja mama, a po jej śmierci ja wraz z mężem (w zeszłym roku był to m.in. remont dachu i części instalacji). Dokumentują to posiadane rachunki i mogą to potwierdzić inne osoby. Pan (...) z własnej inicjatywy nie wykonywał i nie finansował żadnych remontów, z wyjątkiem pokrycia części kosztów wymiany stolarki okiennej w zajmowanych przez niego pomieszczeniach, która w wyniku braku należytej konserwacji z jego strony, wymagała wymiany, co nastąpiło z mojej inicjatywy i co zostało przeze mnie zorganizowane.
- Twierdzenia pana (...) nie mają jakichkolwiek podstaw faktycznych, dowodowych, jak i tym twierdzeniom nie dały wiary także poszczególne sądy, do których pan (...) kierował powództwo. Pan (...) posuwa się do manipulacji i pomija niewygodne dla niego fakty i orzeczenia - wskazuje kobieta, która zastrzega swoją anonimowość (dlatego nie podajemy również danych mężczyzny).
Właścicielka domu nie zgadza się, jakoby mężczyzna miał jakikolwiek wpływ na jej wychowanie. - Gdy zamieszkał z moją mamą po rozwodzie moich rodziców, byłam już nastolatką. Wychowywała mnie mama i dziadek z babcią. Sytuacja materialna mojej mamy i dziadków w pełni im na to pozwalała, a dodatkowo moja mama miała zasądzone po rozwodzie alimenty. Twierdzenie pana (...) o rzekomym wkładzie w moje wychowanie jest niezwykle absurdalne oraz godzi w dobre imię mojej osoby i moich najbliższych - uważa.
Koniec dobrej woli właścicelki
Dlaczego strony sporu nie spróbują dojść do porozumienia, zamiast tułać się od lat po sądach? - Nie jest aktualnie możliwe dalsze zgodne zamieszkiwanie z osobą, która przez wiele lat udowodniła i nadal udowadnia, że moja dobra wola i zgoda na czasowe zamieszkanie była błędem, za który muszę ponosić niezwykle wysokie koszty, także finansowe. Pan (...) w sposób cyniczny wykorzystywał i nadal próbuje wykorzystywać możliwość niemalże bezkosztowego zamieszkiwania, odmawiając dbania o nieruchomość, partycypowania w kosztach jej utrzymania, a wręcz niszcząc ją. Jednak przede wszystkim pomawia mnie i moją rodzinę, naruszając dobra osobiste. Wnosi kolejne powództwa w celu przedłużania postępowania o eksmisję oraz ucieka się do gróźb i wyzwisk. Zachowanie pana (...) ciągle eskaluje, a tym samym jako sprzeczne z najbardziej podstawowymi zasadami współżycia społecznego, nie pozwala na dalsze wspólne zamieszkiwanie - tłumaczy kobieta.
Czy jednak nie ma poczucia, że coś się byłemu partnerowi jej matki po tylu latach należy? - Zarówno okoliczności faktyczne, posiadana dokumentacja i zapadłe orzeczenia sądów nie pozostawiają wątpliwości, że pan (...) nie ma i nigdy nie miał żadnych praw do nieruchomości. Jego zamieszkiwanie nie było związane z jakimikolwiek prawami do tej nieruchomości. Zamieszkiwał wyłączenie za zgodą mojej mamy, a w późniejszym okresie za moją zgodą, o czym doskonale wiedział przez cały czas. Pomimo różnych incydentów, wykazując się dobrą wolą, zaproponowałam panu (...) zawarcie umowy najmu, w ramach której mógł nadal zamieszkiwać, ponosząc adekwatne koszty utrzymania tej części nieruchomości, z której za moją zgodą korzystał. Niemniej nie skorzystał z tego prawa, wnosząc kolejne pozwy, które zostały oddalone - przybliża kobieta.
- Każdy z dotychczasowych wyroków sądów cywilnych i karnych ma kluczowe znaczenie. Wyroki te jednomyślnie potwierdzają moje wyłączne prawa do nieruchomości i rozporządzania nią oraz potwierdzają zachowanie pana (...), które nie pozwala, choćby z punktu widzenia ludzkiej życzliwości i przyzwoitości, na dalsze jego zamieszkiwanie - dodaje.
Odmówił podpisania umowy
Dom - przypomina właścicielka - wybudowała jej mama z pomocą finansową jej ojca. - Po śmierci mojej mamy, pozwoliłam mu nadal zajmować mieszkanie na parterze, ale do czasu znalezienia przez niego innego mieszkania. Wykorzystując moją dobrą wolę, przeciągał zgodę na zamieszkiwanie, poszukując nowego lokum i nowej partnerki. Znalazłszy młodszą o 20 lat kobietę i wykorzystując jej trudną sytuację materialną pomagał jej, jednocześnie chwaląc się swoim bogactwem, m.in. posiadaniem domu, co nie było prawdą.
- Sytuacja diametralnie zmieniła się, kiedy po powrocie z urlopu odkryłam kradzież wody, która jak się okazało trwała od dłuższego czasu. Wówczas zażądałam natychmiastowej wyprowadzki pana (...) z mojego domu. Otrzymałam od niego obietnicę, że będzie tam mieszkał tylko do wiosny i po tym czasie się wyprowadzi. Pomimo tej obietnicy, sytuacja nadal się nie zmieniała, wykazując się zatem po raz kolejny dobrą wolą, zaproponowałam panu (...) zawarcie umowy najmu, dając mu równocześnie czas do namysłu. Odmawiając zawarcia umowy, pan (...) złożył pozew do sądu o zasiedzenie, dokonując w międzyczasie kolejnych incydentów - niszczenie mienia, kradzieży opału, spalania odpadów, co potwierdziły orzeczenia sądów, uznające winę pana (...). Pomimo niekorzystnych dla niego orzeczeń, w tym Sądu Najwyższego, odkrył on bardzo korzystny dla niego mechanizm dalszego bezkosztowego zamieszkiwania w moim budynku (samemu zrzekając się praw do swojego rodzinnego domu) - przekonuje właścicielka.
Nie partycypuje w kosztach
- Zakładając kolejne sprawy w sądzie i odwołując się od niekorzystnych orzeczeń dotyczących nieruchomości, wstrzymuje wydanie wyroku eksmisyjnego i uniemożliwia mi odzyskanie kosztów poniesionych na niezbędne remonty i utrzymanie nieruchomości, w tym ogrzewanie. Spór trwa od 2018 roku i przez ten cały okres, jak również wcześniej, pan (...) płacił zasadniczo tylko 50 zł lub 100 zł za media - wyższa kwota jest co dwa miesiące, jeżeli jest rachunek za wodę. Po przegranych procesach zaczął mnie nękać obraźliwymi listami, kolejnymi pozwami sądowymi, rozpowiadaniem nieprawdziwych historii na mój temat, wulgaryzmami, wyzwiskami jak i grożeniem śmiercią - wymienia.
- Niszczy zajmowane mieszkanie nie tylko poprzez brak jakichkolwiek remontów w tym mieszkaniu, ale i poprzez brak sprzątania - zużywa od 2 do 3 m3 wody na dwa miesiące, o czym świadczy nieprzyjemny zapach wydostający się z mieszkania. Nie partycypuje w kosztach ogrzewania, które aktualnie są bardzo wysokie. Wcześniej kupował niewielką część węgla, ale od momentu, kiedy posądził bezpodstawnie mnie i męża o kradzież węgla zdecydowałam, że będziemy za ogrzewanie rozliczać się gotówkowo na podstawie rachunków, czego odmówił. Nie poczuwa się do zadbania o dom, ogród, dojazd do posesji. Wszystko organizuję i finansuję ja wraz z moim mężem - wyjaśnia kobieta.
- Całokształt postępowania pana (...), zwłaszcza w okresie kliku ostatnich lat wyczerpał moją dotychczasową dobrą wolę i nie daje podstaw do mojej dalszej zgody, aby pan (...) nadal zamieszkiwał w moim domu. Tym bardziej, że niszczy mój dom, niszczy mój autorytet, a jego coraz częstsze groźby wydają się na tyle realne, że boję się niejednokrotnie o swoje bezpieczeństwo we własnym domu - kończy właścicielka.
Marcin Kałuski
[email protected]
Oceń artykuł:
16 35