Echa tragedii. Po co samorządowcy polecieli na Sardynię? - foto
Tydzień temu z pięciodniowej wizyty na Sardynii powrócili do kraju uczestnicy wizyty studyjnej, w trakcie której zginął Radosław Ostałkiewicz, wójt gminy Jaworze. Nie była to pierwsza wizyta samorządowców z powiatu bielskiego na włoskiej wyspie organizowana przez Lokalną Grupę Działania Ziemia Bielska. Co to za organizacja?
Samorządowcy z powiatu bielskiego gościli na włoskiej wyspie już dwa lata temu, w składzie delegacji znalazł się wtedy m.in. zmarły wójt Radosław Ostałkiewicz (na zdjęciu drugi z lewej). Teraz rewizyta gości z Włoch planowana jest na Podbeskidziu w grudniu. Kilka miesięcy temu w ramach współpracy z inną lokalną grupą rolnicy z Ziemi Bielskiej realizowali wizytuję studyjną w Finlandii. Już wkrótce w naszym regionie spodziewana jest delegacja lokalnych grup działania ze Szwecji, Finlandii i Słowenii.
Lokalne grupy działania są rodzajem partnerstwa terytorialnego. Zrzeszają przedstawicieli lokalnych organizacji z sektora publicznego, biznesu i pozarządowego, a także mieszkańców. Aktualnie w Polsce działa ponad 300 tego typu organizacji, w całej Unii Europejskiej ponad 3000. Ziemię Bielską tworzy obecnie 79 członków starających się odpowiadać na lokalne potrzeby i wyzwania, wśród nich przedstawiciele samorządów, koła gospodyń wiejskich, organizacje pozarządowe oraz lokalni przedsiębiorcy.
Stowarzyszenie zostało założone w 2008 roku, początkowo sektor publiczny reprezentowało osiem gmin z powiatu bielskiego, obecnie do organizacji nie należy tylko Szczyrk. Czym zajmuje się LGD z powiatu bielskiego? Szeroko pojętym rozwojem obszarów wiejskich, na które pozyskuje środki europejskie.
Więcej na temat wizyty na Sardynii pisze najnowsza „Kronika Beskidzka”. Lokalny tygodnik czeka w kioskach, hipermarketach oraz na stacjach benzynowych. E-wydanie można kupić TUTAJ.
bak
Zdjęcie: Gal Campidano, wizyta studyjna LGD Ziemia Bielska w 2021 roku
Oceń artykuł:
13 70Komentarze 26
Bezpieczeństwo ponad wszystko!
Wyobrażacie sobie jaki byłby Kaczyński, gdyby znał języki i podróżował? Nieznajomość innego prowadzi do ksenofobii i nacjonalizmów.
A gdzie się podziali pozostali uczestnicy wyjazdu, pan Starosta, wójtowie? Zawsze tyle do powiedzenia, medialni królowie lokalnych gazet i rozgłośni, a teraz jakby ich trochę wstyd ogarnął. No bo co tu ludziom powiedzieć? To, że ciężko w pocie czoła tyrali na obcej ziemi na chwałę lokalnych wsi oraz swoich wyborców tym razem może nie wystarczyć. Ludzie plotkują, pytają i mówią sprawdzam. Ja osobiście mam nadzieję, że pobyt na Sardynii się opłacił, a wzmacnianie kapitału społecznego i podnoszenie jakości życia już niebawem odczują wszyscy mieszkańcy powiatu bielskiego. To bardzo ważne, bo w gminnych segregatorach od lat czekają niezałatwione sprawy zwykłych ludzi, czy to budowa kanalizacji, remont gminnej drogi lub doświetlenie zapadającego się chodnika. Teraz, dzięki nabytej europejskiej wiedzy sprawy te pewnie ruszą z kopyta. A kiedy jeden z nich w środku ciepłej gwiaździstej nocy przez nikogo niepilnowany tak niefortunnie usiadł na parapecie, że aż wypadł przez okno ponosząc śmierć na miejscu, to pozostali nie przerwali pracy i nie wrócili do kraju tylko zawiesili wszystkie punkty o charakterze rozrywkowym i folklorystycznym tej studyjnej wizyty. Cóż za poświęcenie! Powiedzieć odpowiedzialni urzędnicy to jakby nic nie powiedzieć. I jeszcze tylko ten nieszczęsny prokurator w perspektywie, który zapewne urzędowo zapyta: co, ile i z kim. Wypada mieć tylko nadzieję, że dzięki pracy dziennikarzy dowiemy się więcej o szczegółach waszej pracy we Włoszech i oby nastąpiło to jeszcze przed nadchodzącymi wyborami, w których tym razem na bank oddam swój głos.
Oprócz nabytych nowych europejskich doświadczeń z tego tragicznego wyjazdu płynie jeszcze jeden pożytek. Wszyscy mogli usłyszeć o lokalnej grupie działania pn. „Ziemia Bielska” (nie mylić z lokalną grupą usług turystycznych) i co ciekawe, do której każdy może się zapisać. Oczywiście, to czy zostanie przyjęty i gdzieś pojedzie i za ile, to już inna sprawa...
Z drugiej jednak strony tak sobie myślę, o co to całe zamieszanie i narzekania ludzi. Może to i dobrze tak na tydzień zmienić klimat i do ciepłych krajów pojechać? Odpocząć od tych codziennych urzędowych problemów, namolnych petentów, smaku tej samej kawy czy wymuszonego uśmiechu gęby tej samej sekretarki? Można swobodnie pogadać nie obawiając się że ktoś podsłuchuje, akumulator doładować, nikt zdjęcia nie zrobi i o autograf nie poprosi. A urząd jak to urząd, będzie stał i nic się nie zawali. Przecież, za wyjątkiem tragicznie zmarłego kolegi i kolejnego wystąpienia Glapinskiego o gwałtownie spadającej inflacji, to tak naprawdę panowie wójtowie niewiele żeście na tym wyjeździe stracili.
Tylko czy ludzie wam zapomną?

Klauzula informacyjna ›