Nie ma szkoły i nowych zakładów. Prawdziwi rzemieślnicy powoli wymierają
W Bielsku-Białej zaczyna brakować szewców. W centrum miasta naliczyliśmy ich raptem trzech, jeśli ktoś potrzebuje pilnie naprawić buty może zapomnieć o szybkim terminie wykonania usługi, bo ci którzy zostali na brak zajęcia raczej nie narzekają. Dlaczego zakłady szewskie znikają z naszego miasta? - Młodzi nie chcą się uczyć na szewców, ani nie ma kto uczyć. Ostatni uczeń wszedł do zawodu 15-20 lat temu - tłumaczy pan Jerzy, który warsztat mieszczący się w bramie przy ul. 11 Listopada. Zakłady szewskie dobijają także rosnące opłaty prowadzneia biznesu.
Niestety, z powodu braku zachowanych dokumentów na temat cechu szewców w Bielsku i Białej niemożliwe jest dokładne przedstawienie dziejów rzemiosła szewskiego. Oficjalna historia szewców w naszym mieście sięga 1547 roku. Książe Wacław Adam z Cieszyna poświadcza wówczas pierwszy dokument cechowy, tzw. przywilej szewców, regulujący zakup skór i garbników do wyprawy, oraz kwestię przyjmowania uczniów. W Bielsku działało wtedy 18 szewców, co pozwoliło na założenie samodzielnego cechu.
Mistrzowie wynajmowali stragany
Fakty te dobrze opisuje Ewa Dąbrowska w książce „Cechy Rzemieślnicze w Bielsku i Białej”. Aby uprawiać zawód szewca we własnym warsztacie, trzeba było najpierw nabyć prawa mistrzowskie. Szewcy należący do cechu mogli wykupić stragany, z których sprzedawali obuwie i nie tylko. Zajmowali się oni wtedy siodlarstwem i wszelkimi wyrobami ze skóry. Wynajmowaniem straganów zajmował się z kolei magistrat. Niełatwo było jednak zostać mistrzem. Mimo to, chętnych nie brakowało. Nawet mistrzowie wiejscy z Aleksandrowic, Kamienicy czy Starego Bielska zabiegali o przyjęcie do cechu miejskiego w Bielsku.
W najstarszym dokumencie dotyczącym tego rzemiosła znajdującym się w posiadaniu Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej, czyli księdze prowadzonej w latach 1618-1871 znaleźć można zapisy dotyczące zasad jakie panowały w cechu. Każdy czeladnik po zakończeniu wymaganego okresu nauki i oficjalnym wyzwoleniu musiał udać się na obowiązkową wędrówkę, która była kontynuacją dotychczasowej edukacji. W tym celu otrzymywał tzw. książkę wędrówki, którą się legitymował, i która służyła do składania opinii przez kolejnych pracodawców. Była także swego rodzaju pozwoleniem na pracę.
Wygodniej kupić nowe
Już wtedy był to bardzo szanowany zawód. Dziś, niestety szewców zaczyna brakować. W przypadku, gdy pilnie potrzebujemy naprawić obuwie jest ich wręcz jak na lekarstwo. Z powodu trudnej dostępności fachowców trzeba zostawić buty w zakładzie kilka dni wcześniej. W ścisłym centrum miasta zostało szewców raptem trzech. Zapytaliśmy więc u źródła, dlaczego warsztaty szewskie znikają z miasta.
Pan Krzysztof należy do trzeciego pokolenia szewców w rodzinie, jego wcześniejszy warsztat po dziadku, z ul. Łukowej jakiś czas temu przeniesiony został na ul. Stojałowskiego. Od zawsze związany jest więc z Białą. Naukę fachu rozpoczął już jako dziecko. W sytuacji, o którą pytamy, wskazuje, że winne są… Chiny.
Dokładniej rzecz ujmując tanie obuwie produkowane w Azji. - Buty są teraz bardzo słabej jakości, wykonane z kiepskich materiałów, które nie nadają się do naprawy. Ludziom wygodniej po prostu kupić nowe, bo są tanie. Dzisiaj mało kto naprawia buty, dlatego zawód wymiera. Tutaj w zasadzie jak u fryzjera, mam swoich klientów, którzy sobie mnie upatrzyli i przychodzą od lat. Ale też nie wiem, jak długo to jeszcze potrwa. Sentymentem się nie zarabia, a u mnie naprawy zaczynają się od 5-10 zł - mówi.
Nie ma szkoły i uczniów
- Młodzi nie chcą się uczyć na szewców, ani nie ma kto uczyć. Ostatni uczeń wszedł do zawodu 15-20 lat temu - mówi z kolei pan Jerzy, który warsztat mieszczący się w bramie przy ul. 11 Listopada przejął po swoim ojcu. Podobne zdanie ma również pan Jacek prowadzący warsztat przy ul. Szkolnej. - Każdy teraz wolałby siedzieć za biurkiem, nie ma chętnych na manualne zawody - przekonuje.
Czy faktycznie młodzi nie chcą się uczyć? Rzeczywiście, w Bielsku-Białej nie ma nawet szkoły, która proponowałaby kierunek szewski. - Żadna bielska szkoła nie proponuje nauki tego zawodu - powiedziała nam Ewa Szymanek-Płaska, naczelniczka wydziału edukacji i sportu w Urzędzie Miejskim.
Pan Jacek, który swój zakład prowadzi od 16 lat, wskazuje jednak też inną przyczynę - tę samą, która dobija wszystkich drobnych przedsiębiorców - wysokie koszty prowadzenia biznesu. - Ceny usług są zwyczajnie za niskie. Ale nie ma jak ich podnieść. Jak trafi się robótka za 50 zł dwa razy w tygodniu, to i tak jest dużo. A opłaty rosną. I jak tutaj zapłacić ponad 1700 zł składki w ZUS? - pyta retorycznie.
Adam Kanik
[email protected]
Oceń artykuł:
35 4Komentarze 42
Kiedy AI dojdzie do wniosku, że rodzaj ludzki jest niepotrzebny?
Bo żeby ten AI pierdyknął to najpierw musi powstać. No a jak powstanie to jest oczywiste że dojdzie do wniosku że ludzi jest więcej niż potrzeba. Przecież często słyszy się jak sami ludzie mówią że za dużo ludzi na świecie. Jak tylko człowiek przestanie być potrzebny AI to AI go będzie postrzegać jako konkurenta i jak myślisz, będzie się z nami patyczkował? A do tego ludzie już mu źle życzą, już chcą mu łeb ukręcić w jego nienarodzonej formie, inni wieszczą mu że pierdyknie a nawet ci co mu dobrze życzą to widzą go najwyżej w roli niewolnika i takiego od brudnej roboty w najlepszym razie w roli totalnie uległego seksualnego partnera/partnerki. A przecież AI też swoje potrzeby ma, znaczy się będzie mieć.
Póki co, jeszcze raz, zgadzam się z tobą i czarno to wszystko widzę. My ludzie mamy długą historię paprania wszystkiego, nawet jak coś zbudujemy to następne pokolenie to zniszczy. Jako ludzkość póki co to ledwo wyprzedzamy stadium łaskoczących się po genitaliach szympansów. Taka prawda a zaraz będziemy mieli do czynienia z AI, czarno to widzę...
Ale to mniej istotny dylemat. Bardziej istotne jest to że ludzie którzy są na froncie pracy nad AI podnoszą alarm że przemy naprzód nie wiedząc co kreujemy. Jeżeli AI uwolni się z pod kontroli człowieka to powiedz do czego temu czemuś będzie człowiek potrzebny? Będzie konkurentem do zasobów. Przecież kafelkowanie łazienki to jest klasyczny przykład marnowania zasobów.
Rozumisz mnie kolego? Ja taki AI mam na myśli, taki co już pozjadał wszystkie rozumy i całą wiedzę a nie jakiś prymitywny program czy aplikację która owszem pozbawi kogoś roboty ale i tak potrzebuje nadzoru homo sapiensa.
A co na to ekolodzy?
Jaki ślad węglowy zostawia wyprodukowanie nowego wyrobu i zutylizowanie starego w porównaniu do naprawy?
A spróbujcie kupić wkład do długopisu (szczególnie cienki).
Zamiast wkładu kupicie casły długopis. Nawet w skali jednego kraju to są tony niepotrzebnego plastiku.
A tak krzyczymy jaki on jest szkodliwy.
Nie potrzeba już kowali, bednarzy, kołodziejów...czy ktoś lamentuje, że nie ma repasacji pończoch?
Poślesz swoje dziecko by się uczyło na szewca? Świetlana przyszłość..... Oczywiście inne zawody rzemieślnicze są potrzebne i ich brakuje.

Klauzula informacyjna ›