Remontowany plac w centrum Bielska-Białej stał się miejscem debaty na temat ekologii i zieleni w mieście. W dyskusji udział wziął ogrodnik miejski Dariusz Gajny i aktywista Kamil Szewczyk ze Śląskiego Ruchu Klimatycznego, który plac Wojska Polskiego porównał do... placu Defilad w Warszawie i pytał, czy aż taka przestrzeń jest potrzebna. - Na placu nie da się zrobić parku. Będzie to miejsce spotkań. Przestrzeń miejska musi spełniać swoje funkcje - wyjaśniał urzędnik. Zdaniem ogrodnika miejskiego, słowo betonoza jest w naszym mieście nadużywane.

Zieleń w mieście jest potrzebna, tego nie da się ukryć. W czwartkowe popołudnie nad kwestią roślinności debatowali ogrodnik miejski Dariusz Gajny oraz aktywista Kamil Szewczyk, reprezentujący Śląski Ruch Klimatyczny. W spotkaniu odbywającym się na wciąż modernizowanym placu Wojska Polskiego wzięli udział mieszkańcy, którzy zadawali pytania. Kolejni przechodnie przystawali, by się przysłuchiwać.

Dlaczego plac jest betonowy?

- Świat się zmienia, klimat się zmienia. Zastanówcie się państwo, czy te drzewa wystarczą wam na przykład w lipcu. Zieleń oddaje tlen, a jest wypierana. W perspektywie 300 lat każdy park będzie na wagę złota - mówił Szewczyk. Dlaczego beton dominuje na placu Wojska Polskiego? - Na placu nie da się zrobić parku. Będzie to miejsce spotkań. Przeniesione tutaj zostaną wszystkie miejskie wydarzenia. Tu był jeden świerk z rabatą, a są klony. Przestrzeń miejska musi spełniać pewne funkcje - wyjaśniał Gajny.

W czasie debaty poruszono również takie kwestie jak działania miasta na rzecz ekologii. Pytano czy Urząd Miejski w Bielsku-Białej dostatecznie współpracuje z organizacjami ekologicznymi. Poruszano temat łąk kwietnych, retencję wody czy hasło wyspy ciepła. - Łąki kwietne, które nie są naturalne nie mają sensu. Lepiej po prostu przestać wycinać i kosić, natura sobie poradzi - argumentował Kamil Szewczyk.

Co dla ekologii robi miasto?

Ogrodnik miejski podkreślał z kolei działania podejmowane przez Ratusz - łapanie deszczu, zielone dachy. Jego zdaniem podejmowanie takich projektów ma również wymiar edukacyjny dla mieszkańców. - 95 proc. wniosków otrzymywanych od bielszczan dotyczy wycinki, usunięcia czy przycięcia drzewa. To, że drzewa, które planuje wyciąć PKP PLK jeszcze stoją, oznacza, że działania są podejmowane - dodawał.

Dariusz Gajny przypomniał również, że w Bielsku-Białej w tej kadencji samorządowej wprowadzono tzw. kartę ochrony drzew. Każde wycięte drzewo jest rekompensowane nowym nasadzeniem. To unikat w skali kraju. - Inwestor nie ma obowiązku kompensacji, ale miasto to robi - wyjaśniał.

Krytyka placu Wojska Polskiego

Mieszkańcy przysłuchujący się debacie zadawali różne pytania. Co z nowymi nasadzeniami przy ul. Cieszyńskiej? W tym miejscu padło zapewnienie, że prace już się rozpoczęły. Jaki los czeka Dolinę Gościnną? Zapewniono mieszkańców, że będzie chroniona (zgodnie z prawem miejscowym, od wielu lat jest zespołem przyrodniczo-krajobrazowym i nie podlega zabudowie). Czy plac przed katedrą pw. św. Mikołaja zostanie odbetonowany? Obecnie nie ma żadnych planów w stosunku do tego miejsca.

Co do samego placu Wojska Polskiego, Kamil Szewczyk radził podpytać urzędników czy w Bielsku-Białej powstanie... kolejny plac Defilad, czy ten już wystarczy. - Czy aż taka przestrzeń jest potrzebna? - pytał. - Hasło „betonoza” jest w naszym mieście nadużywane i często nierozumiane - konkludował Dariusz Gajny.

Na koniec ustalono, że podobne wydarzenia będą odbywać się częściej. Organizatorami dyskusji byli bielski samorząd, Punkt 11, Bielskie Centrum Kultury i Śląski Ruch Klimatyczny. Do dyskusji zaproszono wszystkich, którym tematy ekologii i sprawy miejskie leżą na sercu. Debatę poprowadził Piotr Skucha.

Adam Kanik
[email protected]