Co się stało z Karambbą? Ciastko miało być słodką wizytówką stolicy Podbeskidzia, tymczasem nigdzie go nie uświadczysz. Problem zasygnalizował nam mieszkaniec, który na deser chciał zabrać znajomych z zagranicy.

Od premiery popisowego bielskiego deseru nie minęły jeszcze dwa lata. Castko miało być jedną z form uczczenia 70. rocznicy połączenia Bielska i Białej w jeden organizm miejski. Obchody były huczne i trwały kilka dni. Jedną z atrakcji była właśnie prezentacja nowego ciastka. Wydarzeniu towarzyszył medialny szum. Receptura miała powstać w ramach ogłoszonego przez władze miasta konkursu, lecz ostatecznie opracował go Paweł Mieszała, mistrz cukierniczy z Poznania, któremu miasto powierzyło to zadanie.

To, co przygotował, w dużym uproszczeniu można nazwać bezą z kremem o wyszukanym kształcie i wykwintnym smaku. Jednym ciasto przypadło do gustu, inni kręcili głowami. Deser miał być powszechnie dostępny w bielskich cukierniach, restauracjach i kawiarniach. Takie przynajmniej było założenie. Cukiernicy chcący go wytwarzać musieli uzyskać od władz miasta specjalny (odnawiany co roku) certyfikat. Na początku faktycznie ciastko można było kupić i skosztować w wielu bielskich lokalach.

Obecnie kupić, a tym bardziej spróbować bielskiego ciastka nie sposób. Cukiernia działająca przy ul. Lipnickiej była pierwszą, która rozpoczęła komercyjną produkcję i sprzedaż deseru. Na ścianie nadal wisi oprawiony w ramkę certyfikat. Gdy pytam o Karambbę, słyszę, że już jej nie sprzedają. Dlaczego? - Nie ma już zainteresowania - odpowiada szczerze Patrycja Gacek, szefowa „Dawnych Smaków”.

Więcej na ten temat można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Nowy numer lokalnego tygodnika jest już w sprzedaży w kioskach, supermarketach i na stacjach benzynowych. E-wydanie można kupić TUTAJ. 

map