W chwili utworzenia spółki TS Podbeskidzie latem 2011 roku udział gminy w jej akcjonariacie był symboliczny. Miasto posiadając 1 proc. akcji miało być jedynie gwarantem, że klub nie zmieni nazwy i jego siedzibą będzie Bielsko-Biała, ale Ratusz szybko zaczął się mieszać w sprawy klubu. Ledwie kilkanaście miesięcy później gmina decyzją prezydenta Jacka Krywulta nabyła pakiet 74 proc. akcji i od grudnia 2012 roku kontroluje spółkę. Od ponad dekady klub ma „sponsora strategicznego” w postaci samorządu, ale mimo nakładów w kwocie ponad 50 mln zł nie doczekał się własnej akademii ani bazy treningowej. Trudno też mówić o długofalowej wizji.

Po raz kolejny dyskusja o finansowaniu sportu zawodowego rozgorzała na ostatniej sesji Rady Miejskiej, bo miasto chce zwiększyć wsparcie dla klubów do nawet 15 mln zł rocznie. Głównym beneficjentem wsparcia są piłkarze Podbeskidzia, co nie podoba się radnemu Maksymilianowi Prydze. Uwagi sympatyka BKS Stal spotkały się z ciętą ripostą Janusza Okrzesika, prywatnie wielkiego sympatyka „Górali”.

Prezes nie dostał propozycji

Jak to się stało, że gmina stała się właścicielem klubu piłkarskiego? By odtworzyć te wydarzenia, trzeba cofnąć się do 2011 roku. W maju klub świętował historyczny awans do ekstraklasy. Aby dopełnić formalności klubem dłużej zarządzać nie mogło stowarzyszenie. W czerwcu Rada Miejska wyraziła zgodę, by samorząd został współzałożycielem spółki. - Podbeskidzie musi przekształcić się w spółkę prawa handlowego, bo tylko takie podmioty mogą występować w ekstraklasie - wyjaśniał radnym prezydent Jacek Krywult.

- Ponieważ miasto jest jednym z głównych sponsorów Podbeskidzia, powinno do tej spółki wejść. Ustaliliśmy, że wejdziemy 1 proc., ale jako udziałowiec- założyciel mamy gwarancję, że wszystkie działania strategiczne będą musiały być podejmowane jednogłośnie, a więc także za naszą zgodą - tłumaczył. Akcjonariat wyglądał następująco: stowarzyszenie TS Podbeskidzie - 74 proc., Murapol - 25 proc. i gmina - 1 proc. Według planów, większościowy akcjonariusz miał zbyć akcję, gdy pojawi się poważny sponsor.

Miasto szybko zaczęło mieszać się w sprawy kluby - prezes spółki Janusz Okrzesik złożył rezygnację z zajmowanego stanowiska na początku września 2011 roku, ledwie kilka tygodni po utworzeniu nowego podmiotu. Niejako został do tego zmuszony, bo rada nadzorcza - w której większość stanowiły osoby kojarzone z Ratuszem lub jej spółkami - od lipca nie podpisała z nim umowy o pracę.

Ludzie Ratusza przejeli kontrolę

Okrzesik zrezygnował także z szefowania w stowarzyszeniu TS Podbeskidzie, które było większościowym akcjonariuszem spółki. Uczestnicy walnego zebrania na nowego prezesa stowarzyszenia wybrali Zbigniewa Szymańskiego, dotychczasowego członka zarządu, który był także wiceprezesem komunalnej spółki Aqua. Powstały wakat w zarządzie nie został uzupełniony, a gdy z funkcji wiceprezesa zrezygnował Władysław Szypuła, jego miejsce zajął inny zaufany człowiek Ratusza - Józef Niedokos, który w tamtych czasach był prezesem komunalnej spółki PK Therma. Z kolei w spółce TS Podbeskidzie na przełomie 2011 i 2012 roku na prezesa wybrany został Marek Glogaza, wcześniej prezes dwóch bielskich spółek: Polmosu i Prefabetu, który w tamtym czasie był spółką komunalną. Tym samym kontrolę zarówno nad stowarzyszeniem TS Podbeskidzie, jak i spółką akcyjną o tej samej nazwie, przejęły osoby związane z Ratuszem.

Kolejna odsłona przejęcia - już formalnej - kontroli nad klubem miała miejsce kilka miesięcy później. Najpierw do prezesa zarządu stowarzyszenia TS Podbeskidzie, którym nadal był Zbigniew Szymański, wiceprezes komunalnej spółki Aqua, wpłynęło pismo podpisane przez prezydenta miasta Jacka Krywulta.

List, który rozpoczął transakcję

- W związku z dramatyczną sytuacją finansowo-ekonomiczną TS Podbeskidzie S.A. proszę Towarzystwo Sportowe Podbeskidzie” jako większościowego akcjonariusza spółki o przedstawienie propozycji dla planu działań naprawczych zmierzających do uzdrowienia sytuacji w spółce - pisał w czerwcu 2012 roku prezydent Bielska-Białej. - Zwracam uwagę, że niepokryta strata za 2011 rok oraz bieżące bardzo realne zagrożenie utraty płynności finansowej spółki wynika przede wszystkim z przejęcia od Towarzystwa (Sportowego Podbeskidzie - red.) zobowiązań z tytułu zaległych premii dla piłkarzy, podpisania nieuzasadnionych, wysokich kontraktów z zawodnikami niemieszczącymi się w pierwszej drużynie oraz wypłat wysokich premii dla kilku członków poprzedniego Zarządu Towarzystwa. Wszystkie ww. okoliczności miały miejsce za wiedzą większości obecnych członków Zarządu Towarzystwa - pisał dalej prezydent Krywult.

Z taką oceną nie zgadzał się Jarosław Zięba, członek zarządu stowarzyszenia TSP, który był przeciwny sprzedaży akcji spółki na rzecz gminy. - Organ założony w czerwcu 2011 roku startował od zera i po stowarzyszeniu, które prowadziło klub we wcześniejszych rozgrywkach, nie przejął żadnych długów. Z kolei na spłatę zobowiązań wobec piłkarzy miały być zabezpieczone pieniądze z transzy z Canal Plus - tłumaczył na łamach portalu bielsko.biala.pl. Mimo to, zarząd stowarzyszenia odpowiedział na pismo władz Bielska-Białej podjęciem uchwały o sprzedaży „minimum 50 proc. akcji stowarzyszenia”, a gdy z prawa pierwokupu 8 proc. akcji klubu piłkarskiego zrzekł się Murapol, samorząd kupił wszystkie 74 proc. akcji.

Wojna na oświadczenia z Murapolem

To spotkało się z krytyką i wystosowaniem listu otwartego przez byłych prezesów stowarzyszenia - Mariana Antonika, Stanisława Piecucha, Jerzego Wolasa i Okrzesika, którzy bezskutecznie apelowali o pozostawieniu stowarzyszeniu symbolicznego 1 proc. W listopadzie 2012 roku Rada Miejska wyraziła zgodę na zakup pakietu 74 proc. akcji za kwotę 74 tys. zł. Już po transakcji w trakcie grudniowej sesji prezydent Krywult w dyskusji z radnymi nie wykluczył, że w przyszłości gmina pozbędzie się akcji klubu piłkarskiego.

Samorządowiec uzasadniał nabycie akcji faktem, że publiczna pomoc finansowa dla Podbeskidzia jest niezbędna, aby klub w ogóle mógł przetrwać, bo spółka nie posiada sponsora strategicznego. Po równo 10 latach od kupna przez gminę pakietu kontrolnego TS Podbeskidzie klub nadal pozostaje w rękach samorządu. Duża nadzieja na zmianę tego stanu rzeczy pojawiła się w 2014 roku - swój akcjonariat z 25 do 35 proc. zwiększył wtedy Murapol, utworzone zostało także stanowisko wiceprezesa zarządu dla człowieka wskazanego przez bielską spółkę deweloperską. Rok później było jednak po wszystkim - rozpoczęła się „wojna na oświadczenia” publikowane w mediach oraz wyliczanie kto i ile zrobił dla klubu.

Zaporowa cena za pakiet akcji

Finałem tej medialnej przepychanki było wycofanie się wieloletniego sponsora z zaangażowania w bielski klub. W połowie 2017 roku akcje Murapolu odkupił Edward Łukosz, a dokładniej spółka Polskie Mięso i Wędliny „Łukosz” i obecny stan posiadania - 65 do 35 proc. na korzyść bielskiej gminy - ma miejsce po dziś dzień. W styczniu minęły dwa lata, gdy Rada Miejska podjęła uchwałę intencyjną, która pozwoliła prezydentowi Jarosławowi Klimaszewskiemu prowadzić rozmowy z potencjalnymi inwestorami na temat zbycia części akcji. Dotychczas w sprawie - poza wyceną wartości spółki i dwukrotnym ogłoszeniem zaproszenia do negocjacji - nie wydarzyło się nic co można by uznać za przełomowe.

Rozmowy z władzami Bielska-Białej o zaangażowaniu w klub podjął czechowicki biznesmen z branży BHP i to z myślą o nim podjęto wspomnianą uchwałę, ale gdy samorząd za pakiet 20 proc. akcji zażyczył 4-4,5 mln zł, ten szybko podziękował. Później wizje zainwestowania w klub snuł były trener i prezes klubu Wojciech Borecki, ale skończyło się na dwóch rozmowach z udziałem prezydenta Klimaszewskiego. Od kilku tygodni toczą się rozmowy z inwestorem działającym w branży medycznej, pakiet 35 proc. akcji miałby mu sprzedać Edward Łukosz. Biznesmen ze względu na problemy prywatne chce wycofać się z akcjonariatu.

Bez wizji i inwestycji w przyszłość

W ciągu 11 lat na działalność klubu z kasy miasta przeznaczono ponad 50 mln zł. Wszystkie te pieniądze spożytkowane zostały na wydatki bieżące, nie inwestowano ich w zbudowanie akademii piłkarskiej (pod koniec 2021 roku podpisano list intencyjny w tej sprawie z hiszpańskim klubem, ale sprawa utknęła w martwym punkcie) czy bazy treningowej - klub od wielu lat jeździ po sąsiednich gminach i trenuje w Dankowicach czy Ligocie. Budowa boisk treningowych od niedawna planowana jest w Wapienicy.

Klub od ponad dekady ma niezbędnego „sponsora strategicznego”, o którym mówił prezydent Krywult, ale duet właścicielski działa niejako po omacku, pompując pieniądze i oczekując osiągnięcia wyniku sportowego tu i teraz. Spółka nie ma planów w perspektywie średnio- lub długofalowej.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]