Gościł w nim ostatni władca monarchii austro-węgierskiej, tańczył marszałek Józef Piłsudski, a swoją lożę mieli w nim także masoni. W styczniu 1938 roku w Hotelu pod Czarnym Orłem zjawił się najsłynniejszy zabójca II RP, który upojony alkoholem wszczął awanturę i strzelał się z policją. Budynek słynnego hotelu w Białej otrzymał obecną formę dzięki właścicielowi bielskiej fabryki wódek i likierów Jakubowi Grossowi. Nieznane fakty o znanym hotelu opowiedział Jacek Kachel.

Czwartkowy wykład historyczny w Książnicy Beskidzkiej przyciągnął spore grono słuchaczy. Bielski historyk Jacek Kachel opowiedział zebranym ciekawe fakty na temat Hotelu pod Orłem, który niegdyś był czarny, ale po pracach renowacyjnych wyblakł. Dziś miejsce to wybierane jest na organizację balów studniówkowych, na parterze mieści się pasaż handlowy. Dawniej zaś, bogate pokoje i wystawna sala hotelu przyciągała takie znakomitości jak marszałek Józef Piłsudski czy arcyksiążę Karol Franciszek.

Skąd wziął się czarny orzeł? 

Za czasów bielskiego traktu cesarskiego w miejscu tym działał zajazd będący przystanią dla wędrownych kupców. Nazwa miała rzekomo nawiązywać do czarnego orła Habsburgów, którzy władali ziemią cieszyńską. Jacek Kachel jednak się z tym nie zgadza - „habsburski” orzeł ma przecież dwie głowy.

Hotel, który dziś znamy w obecnym kształcie rozbudował właściciel bielskiej fabryki wódek i likierów Jakub Gross. Fabrykant kupił zajazd w 1876 roku, a na początku XX wieku stanęła w tym miejscu czteropiętrowa neobarokowo-klasycystyczna kamienica wzorowana na hotelach wiedeńskich. Z zewnątrz budowlę zdobią urozmaicone elementy architektoniczne. Wnętrza posiadają charakter neorenesansowy oraz secesyjny. Na piętrze mieści się sala redutowa w stylu neorenesansowym z plafonami i arkadami.

Nowy hotel cieszył się znacznym powodzeniem elit odwiedzających Bielsko i Białą. Znajdowało się w nim 50 pokoi, telefon międzymiastowy, pokój bilardowy czy winda na każdym piętrze. Obiekt nazywany był Bristolem Północy, to tutaj spotykała się cała polska inteligencja. Niemal najważniejszym wydarzeniem roku wśród bialskiej śmietanki były organizowane w nim bale maskowe. Najczęściej zapraszał na nie niejaki Stanisław Waiss - mistrz tańca, u którego lekcje pobierały dzieci żywieckich Habsburgów.

Gościły tu ważne osobistości

- Najważniejszym wydarzeniem towarzyskim w styczniu był bal karnawałowy w sali hotelu pod Czarnym Orłem, gdzie zebrała się cała polska inteligencja oraz wszyscy z tzw. towarzystwa. Do tańca przygrywała orkiestra z 13 pułku z Krakowa, wodzirejem był niejaki Dawidowski również z Krakowa. Zabawa była przednia. Twarze roześmiane, oczy rozjaśnione, pierś ze zmęczenie faluje szybkim nierównym oddechem, a nóżki bunt otwarty podnoszą (...). Do odpoczynku pora. Zmęczone nóżki o litość proszą: ale nie było litości dla pięknych tancerek - pisała w 1911 roku prasa. Sala była wtedy i jeszcze kilkadziesiąt lat temu, popularnym miejscem organizacji dużych koncertów. Z powodu miejsc stojących, była pojemniejsza niż Teatr Polski.

Hotel pod Czarnym Orłem gościł także wiele ważnych osobistości. Dwa lata przed wybuchem I wojny światowej przebywał w nim arcyksiąże Karol Franciszek Józef przy okazji swojej wizyty w Białej. - Magistrat zwrócił się do mieszkańców, aby ci udekorowali swoje domy. Dostojnik na czele swojego szwadronu przybył do miasta 14.30 z Cieszyna. Po odprowadzeniu szwadronu do kwater, zajechał arcyksiążę do hotelu pod Czarnym Orłem. Przed hotelem zebrały się tłumy publiczności, które wznosiły pełne zapału okrzyki: „Niech żyje” na cześć najdostojniejszego gościa - cytuje ówczesną prasę na swoim blogu Jacek Kachel.

Z wizytą marszałka Józefa Piłsudskiego również wiąże się ciekawa historia. Jak mówił bielski historyk, w tamtych czasach twierdziło się, że wojskowy nigdy nie tańczy. A tymczasem w 1915 roku w Hotelu pod Czarnym Orłem zatańczył na parkiecie, na co jest dowód w postaci wpisu zachowanego na drewnianym wachlarzu pewnej z dam. Bawił się tam również na weselu jednego ze swoich legionistów.

Ujęty najsłynniejszy zabójca II RP

W hotelu działała też loża masońska. Zajmowali oni pomieszczenia budynku, gdzie szerzyli ideę „wesołej zabawy” i propagowali kulturę niemiecką. Ich znakiem był puchacz symbolizujący mądrość. W 1938 roku w Hotelu pod Czarnym Orłem zjawił się największy zabójca II Rzeczypospolitej - Nikifor Florian Maruszeczko. To tutaj zresztą został ujęty. Jacek Kachel opowiedział, że oficjalna wersja mówi o przykładnym rozpoznaniu i ujęciu przez policję. Tak naprawdę, jak przekonał historyk, było zgoła inaczej.

Otóż upojony alkoholem Maruszeczko wychodząc z hotelu wdał się w kłótnię i pobił portiera. Zobaczyli to stojący przed hotelem taksówkarze, którzy wezwali policję. Po przybyciu funkcjonariuszy Maruszeczko zaczął wyjął broń i zaczął strzelać. Trafił jednego w ucho. Rozproszył się, myśląc, że go zabił. Wtedy został obywatelsko obezwładniony przez bohaterskich taksówkarzy. Dopiero rano, po wizycie w celi wytrzeźwień okazało się, z kim bialscy policjanci mieli do czynienia. Maruszeczko całe zajście skwitował słowami „czeka mnie huśtawka”. I tak rzeczywiście było. Za popełnione wcześniej morderstwa został skazany na śmierć.

W późniejszych latach w sali redutowej hotelu nadal odbywały się koncerty, a także gale bokserskie. Występował na nich choćby Zbigniew Pietrzykowski. W latach 80. zaś miał tutaj miejsce casting do roli żeńskiej w filmie „Sprawa się rypła” z udziałem plejady polskich aktorów, w tym Franciszka Pieczki.

Adam Kanik
[email protected]

Zdjęcia: własne oraz ze zbiorów Jacka Kachla i Książnicy Beskidzkiej