Mieszkańcy osiedla Bieniatka w Szczyrku chcą, aby miasto zapewniło im w końcu porządny dojazd do domów. Stan drogi, z której korzystają, woła o pomstę do nieba. Niedawno w szczyrkowskim urzędzie odbyło się spotkanie w sprawie drogi. Przełomu nie ma.

Bieniatka to położony wysoko na stokach Magury górski przysiółek. Kilka domów rozrzuconych wśród polan i zagajników, z czego tylko cztery na stałe zamieszkane. Wszędzie daleko. O przysiółku było głośno od dawna. Nie chodziło jednak o drogę - mieszkańcy od dekad walczyli o to, aby Bieniatka została przyłączona do Szczyrku, a nie była częścią gminy Wilkowice. W końcu przesądził o tym premier.

Po tym jak mieszkańcy Bieniatki oficjalnie stali się szczyrkowianami, burmistrz Szczyrku deklarował, że trzeba zrobić wszystko, aby osiedle było połączone z resztą miasta jakąś normalną drogą. Tymczasem, gdy pytam w jednym ze szczyrkowskich sklepów, jak dojechać na Bieniatkę, w odpowiedzi słyszę pytanie o to, jaki mam samochód.

- Musi mieć wysokie zawieszenie, a najlepiej napęd na cztery koła, bo inaczej pan nie dojedzie. W innym wypadku najlepiej zostawić auto na dole i iść na nogach - tłumaczy ekspedientka. Dla wytrawnego piechura to około półgodzinny marsz pod górę. Gorzej, gdy taka trasę ma pokonać ktoś starszy, małe dziecko czy osoba obładowana zakupami. Na początku nie jest jeszcze tak źle, ale potem asfalt się kończy, a droga zamienia się w bardzo stromy górski trakt.

Dlaczego mieszkańcy nie mogą się doprosić normalnej drogi? Więcej na ten temat pisze „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika jest już w sprzedaży. E-wydanie można kupić TUTAJ. 

map

Zdjęcie: Marcin Płużek