Ponad trzy lata temu prezydent Jarosław Klimaszewski wraz Zakładem Gospodarki Odpadami (ZGO) zaczęli forsować budowę dużej spalarni śmieci w Bielsku-Białej. Merytoryczne wsparcie (a może i lobbing?) w tej dziedzinie pochodziło głównie od ekonomisty z doktoratem z filozofii, pana Marcina Chełkowskiego z Krakowa, który na budowach spalarni po prostu zarabia. Do zespołu ekspertów Ratusz regularnie zapraszał specjalistów energetyków, którzy albo przemilczali, albo próbowali negować (pomimo braku kompetencji) wpływ emitera, jakim jest spalarnia, na zdrowie mieszkańców i na klimat. Pomijano też wpływ nowych warunków prawnych
i finansowych, które wprowadza Unia Europejska, na funkcjonowanie gospodarki odpadami opartej o spalarnię odpadów.

Od samego początku mamy do czynienia jedynie z kosztowną reklamą spalarni odpadów (przedstawiającą spalarnię jako rozwiązanie pozbawione wad), prowadzoną na szeroką skalę przez ZGO i Ratusz w prasie, mediach internetowych, radiu czy na oklejonych autobusach. Słyszymy i widzimy hasła takie jak “ekospalarnia” lub enigmatycznie brzmiąca nazwa “Instalacja Termicznego Przekształcania Odpadów”,
w parze z nierealnymi obietnicami poprawy sytuacji w Lipniku albo ustabilizowania cen za odpady. Są to działania mające na celu przyjazny odbiór i dobre kojarzenie przez mieszkańców planowanej instalacji, którą ustawy nazywają wprost “spalarnią odpadów” oraz klasyfikują jasno jako instalację o znacznym wpływie na środowisko i ludzi, a dodatkowo – w dzisiejszych realiach zmian prawnych – niepożądaną dla osiągania wyznaczonych celów gospodarki odpadami. 

Skala tego przekazu jest ogromna - na promocję, nie licząc kampanii referendalnej, wydano już ok. 800 tys. zł, w celu zagłuszenia podnoszonych przez mieszkańców wad i zagrożeń wynikających ze spalarni. Mieszkańcy, podejmując walkę z nieprawdziwymi i manipulacyjnymi treściami miejskimi, finansowali ją własnymi, prywatnymi środkami (zrzutki).

Urząd od początku nie dążył do rzeczywistego dialogu ze stroną społeczną czy innymi frakcjami politycznymi w celu wypracowania rozsądnych i bezpiecznych rozwiązań - Ratusz i ZGO uparły się na spalarnię na 100 tys. ton w Wapienicy i odrzuciły już na starcie jakiekolwiek racjonalne pomysły i rozwiązania, jak choćby zmniejszenie przewymiarowanej spalarni.

Ten artykuł jest przeciwwagą i skrótowym omówieniem podstawowych problemów związanych ze spalarnią czy gospodarką odpadami w naszym mieście, tak aby mieszkańcy poznali argumenty “drugiej strony” i sami mogli spróbować spojrzeć krytycznie i szerzej na problemy i wyzwania przed jakimi stoi Bielsko-Biała, oraz dokonać bardziej świadomego wyboru w niedzielnym referendum.

Problemy Bielska-Białej

Zacznijmy od wymienienia głównych problemów miasta związanych z gospodarką odpadami:

  1. Odory w Lipniku.
  2. Zbyt niskie poziomy recyklingu (ok. 30% ZGO za 2021 r.), niezrealizowanie celu wynoszącego 55%
    w 2025 r. będzie skutkować naliczeniem kar finansowych.
  3.  Składowisko, które stale się rozrasta.
  4.  Rosnące opłaty za odpady.
  5. Bardzo złe wskaźniki jakości powietrza i jedna z najwyższych w Polsce zachorowalność mieszkańców na nowotwory.
  6. Słaba segregacja u źródła.

Spalarnia nie jest tu żadnym rozwiązaniem, a wręcz przeciwnie, pewne elementy pogorszy oraz doda nowe problemy, które omówione zostaną w dalszej części artykułu.

Odory w Lipniku

Spalarnia odpadów nie pomoże w żaden sposób w kwestii odorów w Lipniku. Odory spowodowane są przez gnijące frakcje organiczne oraz zbyt małą przepustowość kompostowni. Planowana dla Bielska-Białej spalarnia miałaby za to spalać odpady średnio i wysokokaloryczne, w których mokrej/gnijącej frakcji organicznej są śladowe ilości - spalane byłyby głównie odpady nierecyklingowalne z tworzyw sztucznych, gumy, papieru, wielomateriałowe czy stare meble, oraz trochę większych fragmentów drewna. 
W celu wyeliminowania odorów konieczna jest co najmniej rozbudowa kompostowni lub budowa biogazowni, która odciążyłaby istniejącą kompostownię oraz poprawiła proces samej kompostowni.

Co więcej, zaangażowanie w spalarnię ogromnych pieniędzy z dużym prawdopodobieństwem zatrzyma pod względem finansowym i organizacyjnym dążenie do skutecznego rozwiązania problemu odorów w Lipniku lub do poprawy pozostałych niedomagań lokalnego systemu gospodarki odpadami.

Wymagane poziomy recyklingu i widmo kar

Miasto przekazuje obecnie do recyklingu około 30% odpadów. To zdecydowanie za mało i wkrótce będą
z tym związane kary finansowe - już w 2023 r. wymagany jest poziom 35%, w 2024 r. 45%, a w 2025 r. - aż 55% odpadów przekazanych do recyklingu. Potem będzie to każdego roku o 1 punkt proc. więcej, aż do osiągnięcia 65% w 2035 r. Kary te siłą rzeczy zostaną przerzucone na mieszkańców w opłacie śmieciowej.

Zbyt duża spalarnia, co omówimy poniżej, ma niekorzystny wpływ na osiągane poziomy recyklingu - trzeba ją “karmić”, aby pracowała na zaprojektowanej przepustowości, inaczej stałaby się bardzo droga
w użytkowaniu, dostarczałaby śladowe ilości energii i/lub generowała jeszcze większe emisje toksyn. Tam, gdzie spalarnia powstaje, uzależnia ona lokalny system energetyczny/ciepłowniczy na ok. 30 lat od swojego istnienia i blokuje osiąganie lepszych poziomów recyklingu, zniechęca do podejmowania działań na rzecz poprawy systemu gospodarki odpadami.

Czy będzie przybywać palnych i problematycznych odpadów?

Częstą manipulacją w przekazie ZGO i Ratusza jest podawanie informacji, jakoby strumień odpadów miał stale rosnąć, a spalarnia miałaby wybawić nas od tego problemu. To błędna argumentacja, tym bardziej że nie liczy się ilość łączna, a skład i możliwości zawrócenia odpadu do obiegu gospodarczego (np. kaucja czy recykling). 

Od 2019 r. UE całkowicie zmieniła kierunek i postawiła na wprowadzanie systemu Gospodarki
o Obiegu Zamkniętym. Powstały różne rozporządzenia i dyrektywy, które nas bezpośrednio dotyczą. Wynikają z nich np. obowiązek wprowadzenia przepisów mających na celu unikanie/minimalizację problematycznych odpadów w gospodarce, wprowadzenie szerokiego systemu kaucyjnego promującego opakowania wielorazowego użytku czy polepszające zbiórkę i recykling, dofinansowania dla recyklerów czy gmin osiągających wymagane poziomy, kary dla gmin, które nie osiągają wymagań, czy objęcie emisji CO2 ze spalarni ogromnymi opłatami EU ETS. Wprowadza się bardzo wysokie progi recyklingu opakowań. To wszystko spowoduje, że za kilka lat wymaganego wkładu dla spalarni będzie znacznie mniej, a koszty działalności spalarni będą coraz wyższe.

Co ciekawe, analizy wykonywane przez ZGO/Ratusz nie uwzględniają powyższych zmian. Początkowo zapowiedzi takich zmian prawnych były przez lokalne władze negowane i na takim założeniu sporządzono kalkulacje finansowe dla spalarni. Obecnie włodarze są świadomi tych zmian, których projekty są już konsultowane w komisjach sejmowych, jednak nadal bagatelizują ich wpływ na ilość odpadów. Może władzom teraz wstyd się przyznać do błędu oraz wydania 800 tys. zł i dlatego brną dalej, udając, że objęty przez nich kierunek ma sens, oraz próbują scedować decyzję na mieszkańców poprzez referendum? Przy okazji będą mogli zrzucić odpowiedzialność na mieszkańców, mówiąc: “sami tego chcieli”, albo “to przez ich sprzeciw teraz jest tak”.

Spalarnie to nowoczesność czy przeszłość?

Spalanie odpadów komunalnych na przemysłową skalę to historia już ponad stuletnia, ulepszana ale wciąż nieobojętna dla otoczenia. Instalacje te to duże zakłady emitujące zarówno związki toksyczne, jak i CO2, monitorowane w sposób bardzo ograniczony.
 
Spalarnie powoli odchodzą do lamusa. W najbliższych dziesięcioleciach spalana będzie jedynie niewielka ilość odpadów, a liczba spalarni w “starej UE” w kolejnych latach będzie coraz mniejsza. Taki plan wdraża choćby Dania, która do 2030 r. zamyka 8 z 38 spalarni, gdyż obecnie musi importować odpady, by zasilić swoje spalarnie. Kraj nie jest jednak w stanie od razu z nich zrezygnować - spalarnie są wpięte choćby w jego system ciepłowniczy i energetyczny, stąd tak trudno poczynić bardziej zdecydowane ruchy. 

UE nie chce finansowania ze środków publicznych spalarni, uznając je jako szkodliwe dla celów gospodarki odpadami, środowiskowych i klimatycznych.

W Polsce mamy obecnie 9 spalarni odpadów i 9 cementowni, które spalają odpady komunalne. To łącznie ponad 2 mln ton przepustowości. Do tego cementownie zgłaszają gotowość do spalania kolejnego 1 mln ton rocznie. Ponadto w rozbudowie, budowie czy z pozwoleniem na budowę jest kolejnych kilkanaście spalarni, Łączna przepustowość tych wymienionych wyniesie ok. 4,8 mln ton. To ok. 35% całości strumienia odpadów komunalnych w Polsce i to wystarczy w niedalekiej przyszłości - z uwzględnieniem efektu wprowadzenia nowego prawodawstwa dotyczącego gospodarki o obiegu zamkniętym. Sama Minister Klimatu i Środowiska Anna Moskwa podała ostatnio w odpowiedzi na jedna z interpelacji, że powinniśmy nastawić się docelowo na spalanie jedynie 22% strumienia odpadów tych najbardziej problematycznych. Dla porównania:
w Bielsku-Białej władze chcą spalać aż 45% strumienia z całej Aglomeracji Beskidzkiej, co przy projektowanym wkładzie do spalarni praktycznie nie jest fizycznie możliwe, a już na pewno nie będzie możliwe w przyszłości. Przytoczone liczby pokazują, że projektowana spalarnia jest dwukrotnie większa, niż powinna być, aby prawidłowo obsługiwać region w przyszłości. Ponadto, czy na pewno chcemy spalać odpady z Cieszyna, Żywca i z innych regionów? Zostaniemy tylko z większym kredytem, większa spalarnią
i większa górą toksycznych pyłów oraz żużli do zagospodarowania (składowisko w Lipniku?). Co więcej, jeśli spalanie stanie się drogie (choćby w wyniku wprowadzenia EU ETS) i sąsiednie gminy wprowadzą działania minimalizujące strumień palonych odpadów, a same zmiany prawne również go zminimalizują, to my, Bielszczanie, zostaniemy z problemem “wykarmienia” spalarni oraz spłacenia zaciągniętych przez miasto kredytów. Już dziś, od spalarni w Poznaniu odchodzą okoliczne gminy!

Kolejnym tematem są pozostałości po spalaniu, których powstaje łącznie ok. 30% pierwotnego wkładu, czyli około 30 tys. ton w przypadku rozważanej spalarni. ZGO nie zawarto żadnych umów wieloletnich czy listów intencyjnych na ich zagospodarowanie. Z wypowiedzi dyrektora ZGO Piotra Prochota wynika, że planuje się scalać pyły w betonowe bloki, a następnie je składować. Gdzie? Nie wiemy, ale sądzimy, że najpewniej
w Lipniku - inaczej trzeba byłoby płacić za to na zewnątrz. Alternatywą jest wywożenie opakowanych pyłów do nieczynnych niemieckich kopalni soli i manganu, ale to rodziłoby ogromne opłaty za ich przyjmowanie oraz transport na duże odległości. Z czym to się wiąże? Na pewno z dużymi kosztami oraz, w przypadku składowania lokalnie, pogarszaniem się sytuacji w Lipniku, a także z blokadą finansową dla jakichkolwiek innych inwestycji realnie rozwiązujących problemy Lipnika.

Czy chcemy być spalarniowym “Małym Wiedniem”?

Przykładem mającym uśpić czujność mieszkańców, a często przytaczanym przez Ratusz/ZGO, jest Wiedeń
i jego flagowa spalarnia odpadów zaprojektowana przez znanego artystę.

Spalarnia ta w latach 90 zastąpiła starą, która akurat spłonęła... Mieszkańcy wcale nie chcieli tam nowej instalacji i głośno protestowali. Proces konsultacji z mieszkańcami był jednak bardzo otwarty, dla zapewnienia gwarancji bezpieczeństwa wiele instytucji rządowych i administracyjnych przeniosło się w rejon spalarni, również uczelnie i akademiki, a mieszkańcy niechętni do mieszkania w okolicy mieli zapewnioną możliwość przeprowadzki w inne miejsce na preferencyjnych warunkach. Dodatkowo użyte technologie filtracyjne, a przede wszystkim dbałość o proces, regularny serwis, zapewnienie pełnej sprawności filtrów oraz jednej z najdroższych metod oczyszczania spalin, przekonały większość mieszkańców do użytej technologii. A w naszym kraju? Sami Państwo wiedzą jak jest. Wiemy dobrze, jak “rozwiązano” problem zatrucia Odry (w świetle prawa i za zgodą urzędów wszystko ciągle jest w porządku) czy regularnie mamy kolejne afery śmieciowe. Mamy również doświadczenia lokalne i tu też nie jest lepiej: przykład spalarni przy Szpitalu Wojewódzkim czy sprawa kopcącego Pagedu w Jasienicy, a ostatnio - skażenie wody w Aqua.

Niestety, ale możemy się obawiać, że choć w Austrii wszystko jest na najwyższym poziomie, to u nas będzie “po najniższej cenie”.

Miasto też nie wykazuje się szczególną starannością w kwestii założeń i sposobu realizacji własnych inwestycji. Przykłady: stok Dębowiec z naśnieżaniem wodą z wodociągów na dzierżawionych gruntach i bez naturalnych warunków utrzymania śniegu, sortownia i kompostownia, które miały być cudem, a zniszczyły życie Lipniczan, drewniane „eko-instalacje” za miliony, które gniją i po kilku miesiącach zaczynają się rozpadać, czy też Stadion Miejski, który miał kosztować połowę ostatecznej kwoty i być też miejscem
imprez masowych - przewymiarowany na zbyt optymistyczne prognozy miejskie
i jednak bez imprez. 
 
Wróćmy jednak do liczb i przykładu Wiednia. Niestety obecność dużych spalarni w Wiedniu ma wpływ na osiągane przez to miasto poziomy recyklingu. Wiedeń osiąga tylko 34% (spalają ponad 60% odpadów; mają 1,9 mln mieszkańców), podczas gdy Austria jako kraj (9 mln mieszkańców) osiąga już przeszło 62% recyklingu.
Wiedeń to idealny przykład tzw. “pułapki spalarniowej” - trzeba “karmić” spalarnie, które miasto zbudowało i od których uzależniło się energetycznie. Nie myśli się tam też zbyt intensywnie o polepszeniu systemu, gdyż potrzebny jest wkład do spalarni (tak jak obecnie w Poznaniu, który sprowadza już śmieci z Warszawy
i Torunia). Takie podejście nie ma już racji bytu - od 2028 r. zapłacimy kary za zbyt niskie poziomy recyklingu oraz słone opłaty za emisje CO2.

Wiedeń i bliskie okolice (30-50km) mają aż 6 dużych spalarni, a to 60% zasobów spalarniowych całej Austrii! Spalają zarówno odpady z zewnątrz, jak i własne, generalnie o wiele za dużo.
Poniższa mapka z austriackiego planu gospodarki odpadami przedstawia miejsca, w których znajdują się spalarnie w Austrii (Bundes-Abfallwirtschaftsplan 2023 Teil 1 strona 82) - czerwone punkty:

Wmawia się nam, że spalarnie lokalnie są potrzebne, albo że takie miasta jak Bielsko-Biała muszą mieć własną spalarnię. Popatrzmy jeszcze raz uważniej na Austrię. 
Gratz - miasto liczące 260 tys. mieszkańców: najbliższa spalarnia na 130 tys. ton znajduje w odległości ok. 50 km i jest to jedyna spalarnia w całej Styrii, gdzie mieszka ponad 1,2 mln ludzi. 

Ciekawiej wygląda sprawa okolic Innsbruka (160 tys. mieszkańców) oraz Bregencji - rejony Tyrolu
i Vorarlbergu, gdzie żyje łącznie ok 1,1 mln ludzi. Tam nie ma w ogóle ani jednej spalarni odpadów komunalnych!

Jeśli weźmiemy pod uwagę pięć południowych rejonów Austrii, to dla 3,3 mln ludzi są tam tylko dwie spalarnie o łącznej mocy przerobowej 235 tys ton. Nowoczesne rejony funkcjonują zatem bez spalarni, a przy okazji osiągają wyśmienite poziomy recyklingu.

Jakie jest więc dobre rozwiązanie? W skrócie: należy postępować tak, jak “mądrzejsza” część Austrii - spalać na zewnątrz pewną niewielką część odpadów i sukcesywnie poprawiać własny system gospodarki odpadami. 

Wkrótce funkcjonowanie bez spalarni będzie znacznie prostsze, gdyż czekają nas rewolucyjne zmiany prawne (ROP, kaucja, SUP, kary, dofinansowania, EU ETS) oraz wymóg minimalizacji ilości problematycznych odpadów, które obecnie chce się za wszelką cenę spalać lub składować. 
Warto zatem jeszcze raz się zastanowić - czy na pewno chcemy być spalarniowym "Małym Wiedniem"?

Składowanie czy “odzysk energii” z odpadów spalanych w spalarni?

Z dwojga złego lepsze jest składowanie. Potwierdzają to konsekwentnie zarówno Unia Europejska, jak
i ekolodzy. Dwa przykłady: w Dyrektywie UE 2018/850 jest wyraźnie napisane, aby nie zastępować składowania odpadów ich spalaniem. W Rozporządzeniu 2020/852 (tzw. Taksonomia) pada stwierdzenie: spalarnie wyrządzają istotne szkody środowiskowe i nie wpisują się w Gospodarkę o Obiegu Zamkniętym.

Tzw. „odzysk energii” to tylko marketingowy chwyt służący reklamie spalarni, a tak naprawdę marnuje się wielokrotnie większą energię zużytą do wyprodukowania danego materiału. Znacznie lepiej unikać, zawracać czy recyklingować.

Obecnie pod względem kosztów spalanie może nie wydawać się jeszcze takie drogie, gdyż spalarnie nie są na razie objęte systemem EU ETS, mogą zatem oferować cenę „na bramie” jedynie o ok. 10% wyższą niż opłata, jaka pobierana jest za składowanie (obecnie: 324 zł/tonę to opłata planowana dla bielskiej spalarni vs. składowanie 291 zł), w przyszłości jednak to rozwiązanie będzie znacznie droższe (w 2028 r. wchodzą opłaty EU ETS dla spalarni) i spowoduje, że cena uzyskiwanej energii nie będzie już atrakcyjna, tylko dużo droższa od energii uzyskiwanej z OZE, która zyskuje na popularności, a nawet z gazu czy węgla.

Aspekty zdrowotne, środowiskowe i klimatyczne

Spalarnie odpadów to duże zakłady emitujące do atmosfery wielotonowy miks toksycznych substancji: metali ciężkich, benzo(a)pirenu, tlenków węgla, azotu i siarki, chlorowodoru, fluorowodoru, dioksyn
i furanów, które do naszych organizmów dostawać się będą z wodą, jedzeniem oraz wziewnie.
Oczywiście istnieją normy emisyjne, ale monitoruje się tylko kilka wybranych podstawowych parametrów. Większości toksyn nie monitoruje się wcale, a jedną (dioksyny) kontroluje się w wątpliwy sposób
- w ustalonym wcześniej terminie kontroli, raz na pół roku. 

W Bielsku-Białej mamy problemy z przewietrzaniem miasta i bardzo złe wskaźniki jakości powietrza
- w dokumentach miejskich nt. spalarni jest wprost napisane, że spaliny ze spalarni będą się zatrzymywać nad miastem - mamy przecież specyficzne ukształtowanie terenu.

W konsultacjach i debatach zabrakło głosu ekspertów z branży medycyny i w dziedzinie wpływu toksyn na nasze organizmy - dominowali energetycy i inżynierowie procesu technologicznego, dyrektor spalarni
w Poznaniu, a najczęściej wypowiadał się ekonomista/dr filozofii, którzy na zlecenie miasta zapewniali nas, że spalarnia nie szkodzi zdrowiu! Czy to są eksperci od spraw medycznych?

To absurd. Badania naukowe z zakresu medycyny mówią jasno o szkodliwości spalarni!
Stała ekspozycja na koktajl toksyn, nawet z zachowaniem tzw. norm emisyjnych, ma konkretne i wymierne, niekorzystne skutki zdrowotne. 

Potwierdzają to najnowsze badania medyczne z zagranicy na temat zachorowalności ludzi mieszkających
w pobliżu spalarni. Według nich nawet te nowoczesne spalarnie odpadów zwiększają zachorowalność na nowotwory, choroby układu krążeniowo-oddechowego, obniżają płodność, przyczyniają się do wad rozwoju płodów i dzieci oraz mają wpływ na zmiany DNA. 

Mówi o tym dr hab. inż. Maciej Oziembłowski - poniżej przytaczamy nagranie z jego prezentacji podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Środowiska, Energii i Klimatu na temat „Racjonalnej gospodarki odpadami w obiegu zamkniętym” w listopadzie 2022.

Przykłady? Badanie z 2022 r. z Korei Południowej w okolicach 3 spalarni odpadów : +15% wzrost zachorowalności na nowotwory.

Kolejne we Włoszech w Pizie z 2019 r. i podobne wyniki - po publikacji badań zdecydowano o zamknięciu tamtejszej spalarni odpadów.

Takich badań jest znacznie więcej.

Spalarnie potrafią truć, nawet jeśli latami wzorowo przechodzą kontrole. Takim przykładem jest najnowocześniejsza spalarnia odpadów w Holandii z 2011 r., w Harlingen - po latach okazało się, że spalarnia od czasu do czasu przekraczała normy dioksyn nawet o 1400 razy. Żaden system kontroli tego nie wyrył.

We Francji spalarnia Veolii po długiej batalii sądowej w 2018 r. została zobowiązana do wypłaty wielotysiecznych odszkodowań mieszkańcom w promieniu 5 km za swoją wieloletnią toksyczną działalność. 

Czy już zapomnieliśmy o sprawie spalarni przy Szpitalu Wojewódzkim? Jeszcze 13 lat temu spalarnię tę opisywano w prasie jako nowoczesną, ze wspaniałymi filtrami węglowymi i sterowaną komputerowo. Po latach okazało się, że spalarnia latami truła mieszkańców, działając bez filtrów i pozwoleń. Zakład był tak naprawdę samowolką budowlaną, a pomiary kontrolne były fałszowane lub zatajane. Do dziś jednak nikt nie poniósł żadnej odpowiedzialności, firma działa dalej w branży odpadów, a urzędnicy awansowali.

Od tamtego czasu prawo i procedury kontrolne w Polsce nie zmieniły się, a instytucje kontroli są ciągle niedofinansowane.

W spalarniach, nawet tych najnowocześniejszych, zdarzają się także awarie: są to nie tylko toksyczne
w skutkach pożary - niedawne przykłady: Praga czy Leverkusen, ale także dziesiątki innych incydentów, które “umykają” kontroli i pomiarom. Poniżej fotografia nowoczesnej spalarni w Rotterdamie w której akurat wybuchł pożar:

Proponowane rozwiązanie

W ostatnich dniach weszły w życie niektóre zmiany prawne dotyczące eliminacji jednorazowych plastików
z obiegu, a wkrótce czekają nas kolejne rewolucje (ROP, system kaucyjny, EU ETS, kary i dopłaty). W związku
z tym w ciągu kilku lat, zanim powstałaby bielska spalarnia, dokona się już częściowa rewolucja, a w jej wyniku – znaczne zmniejszenie ilości odpadów przeznaczonych na składowisko czy do spalarni.

Budowanie przewymiarowanej spalarni jest zatem bezsensowne, tym bardziej że istnieje właściwe rozwiązanie, które będzie dla nas dużo tańsze i mniej ryzykowne oraz faktycznie rozwiąże wiele problemów miasta:

  •   Gospodarujemy tylko własnymi odpadami z terenu działania obecnej ZGO - tylko tu mamy wpływ na ilość i typ generowanych odpadów i możemy najłatwiej poprawić poziomy recyklingu; nie mamy natomiast wpływu na to, co jest w Żywcu czy w Cieszynie.
  •  Kontraktujemy na wiele lat spalanie ok. 15-20 tys ton odpadów na rok w jednej z istniejących już lub budowanych w Polsce spalarni (obecnie spalamy na zewnątrz ok. 6-7 tys. ton) przy jednoczesnym założeniu stopniowego zmniejszania tej ilości, aby ograniczyć w przyszłości koszty związane ze spalaniem i koszty opłat EU ETS.
  •  Tworzymy przy PSZOK-ach magazyny z punktami napraw czy rozbiórki, w których za niewielką opłatą można nabyć np. używane sprzęty, meble, materiały czy części. Takie rozwiązania stosuje się np. w Szwecji czy Słowenii.
  • Poprawiamy jakość segregacji u źródła, gdyż obecnie w tej sferze jest wiele do zrobienia (bardzo słaba segregacja w blokach mieszkalnych, choć i w domach jednorodzinnych jest nadal wiele do poprawy).
  • Wprowadzamy mini-PSZOKi dla zabudowań wielorodzinnych oraz identyfikację ilości śmieci
    i jakości segregacji na mieszkańca.
  • Prowadzimy działania edukacyjne na szeroką skalę dla mieszkańców, podmiotów handlowych, usługodawców, programy pilotażowe dla biznesu, aby minimalizować odpady i ilość zużywanych opakowań, promować opakowania własne lub wielorazowe.
  • Budujemy biogazownię, która przejmie część strumienia bio/zielone i pomoże rozwiązać problemy kompostowni (zbyt mała przepustowość oraz odory).

Podsumowanie

Wszyscy chcemy żyć w bezpiecznym, przyjaznym i czystym mieście. 

Spalarnia przekształci Bielsko-Białą w miejsce, do którego inne miejscowości będą zwozić dziesiątki tysięcy ton swoich odpadów, a my będziemy obciążeni wszelkimi tego skutkami. 

99% miast w Europie nie ma i nie będzie mieć spalarni, bo jest ona im po prostu niepotrzebna. 
Tak samo nie jest potrzebna w Bielsku-Białej. Powinniśmy odchodzić od spalarni, aby budować nowoczesny system gospodarki odpadami w obiegu zamkniętym, który jest zgodny prawem krajowym i zagranicznym,
a któremu spalarnia przeczy.

Nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy zasypani śmieciami i jedyne co możemy zrobić to wybudować spalarnię. Nieudolność urzędnicza, brak efektywnych działań i długofalowych planów działania uwzględniających nadchodzące zmiany prawne - to jest nasz prawdziwy problem.

Jedno jest pewne - spalarnią nie poprawimy naszej lokalnej gospodarki odpadami, ani nie rozwiążemy problemów w Lipniku. Nie poprawimy również fatalnej jakości powietrza. Wygenerujemy za to nowe problemy, czyniąc Bielsko-Białą miejscem w którym będzie żyło się gorzej i drożej. 

Apelujemy, aby w najbliższą niedzielę 16 kwietnia 2023 zagłosować na NIE w referendum! Dla siebie, swoich rodzin, dla Bielska-Białej zrównoważonego i bezpiecznego rozwoju miasta w przyszłości.

Inicjatywa Stop Spalarni Śmieci w Bielsku-Białej

Dodatkowe informacje znajdą Państwo w poniższych witrynach:
https://www.referendum-bb.pl/
https://stopspalarnibb.pl/
https://www.facebook.com/stopspalarnibb

Materiał sponsorowany. Artykuł został napisany i opłacony przez Inicjatywę Stop Spalarni Śmieci w Bielsku-Białej ze środków zebranych od mieszkańców poprzez portal zrzutka.pl.