Masowa mogiła przy ul. Grunwaldzkiej. Znaleziono szczątki pięciu osób - foto
Szczątki pięciu osób zostały odnalezione przez IPN w masowej mogile przy ul. Grunwaldzkiej w Bielsku-Białej, wśród nich są dwaj Żołnierze Wyklęci - ustalił nasz portal. Wyrok śmierci wykonano 17 grudnia 1946 roku, następnego dnia ciała wrzucono do wykopanego dołu. Później w tym miejscu utworzono inne groby.
O odkryciu poinformował naszą redakcję dziś po południu Adam Kondracki z wieloosobowego stanowiska ds. poszukiwań i identyfikacji katowickiego oddziału IPN. - Odnaleźliśmy jamę grobową ze szczątkami pięciu ofiar w ułożeniu wskazującym, że ciała zostały wrzucone bezładnie. Znalezione przedmioty i wstępna analiza antropologiczna świadczy, że wśród nich są poszukiwane przez nas ofiary komunizmu. 17 grudnia 1946 roku zostały rozstrzelane w więzieniu bielskim i następnego dnia pogrzebane na cmentarzu.
W masowej mogile, której miejsce udało się wytypować na podstawie wyników kwerendy archiwalnej i analizie układu grobów w dwóch ostatnich kwaterach nekropolii, odnalezione zostały poszukiwane szczątki dwóch ofiar komunizmu. To żołnierze NSZ mjra Henryka Flamego „Bartka” - plut. Alojzy Talik ps. „Orzeł” i Eugeniusz Kania ps. „Chytry”. Ostateczne potwierdzenie dadzą wyniki badań genetycznych.
Pozostałe szczątki odkryte przez pracowników IPN w masowej mogile, to trzy osoby skazane za czyny kryminalne i rozstrzelane tego same dnia - 17 grudnia 1946 roku - co Żołnierze Wyklęci.
Alojzy Talik ps. „Orzeł” urodził się w 1925 roku w Czechowicach, z zawodu był mechanikiem i ślusarzem. Od sierpnia 1945 roku służył w KW MO w Białymstoku, rok później w czerwcu przebywając na urlopie w Czechowicach u rodziny, zdezerterował i wstąpił do NSZ „Bartka”. W składzie kompanii „Burza” uczestniczył w akcjach ekspropriacyjnych, likwidacyjnych, rozbiciu posterunków MO, brał też udział w potyczkach z grupami operacyjnymi UB-MO-KBW. W październiku 1946 roku aresztowany, gdy ranny ukrywał się u krewnych. 3 grudnia został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Katowicach na karę śmierci.
Eugeniusz Kania ps. „Chytry” urodził się w 1929 roku w Czechowicach. Gdy miał dwa lata zmarła jego matka. Ojciec, komendant posterunku policji w Aleksandrowicach, w kwietniu 1940 roku został przez NKWD zamordowany w Miednoje. Kania wychowywał się u dziadków, pracował jako pomocnik tokarza, przy regulacji rzeki i jako robotnik leśny. Od czerwca 1946 roku działał w kompanii „Burza”, brał udział w akcjach ekspropriacyjnych, likwidacyjnych, rozbiciu posterunku MO i w potyczkach z grupami operacyjnymi UB-MO-KBW. 11 października 1946 roku został zatrzymany u krewnych w Izdebce (obecnie Siestrzechowice). 3 grudnia został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Katowicach na karę śmierci.
bak
Oceń artykuł:
57 16Komentarze 25
Ludzie wbijcie sobie do głowy że tu chodzi tylko i wyłącznie o obiektywizm w podejściu do historii. Obie strony dopuściły się czynów haniebnych. Po obu stronach były osoby szlachetne oraz byli zwykli przestępcy, którzy podpięli się pod ideologię. Nie można twierdzić że ci dobrzy to tylko i wyłącznie tzw. żołnierze wyklęci a ci źli to milicjanci , SB i ci którzy chcieli innej polski niż ta przedwojenna. Nic nie jest tylko białe i czarne.
Tzw. "Żołnierze wyklęci" uwielbiali się zasadzać na takie osoby szczególnie młode. Katowali do nieprzytomności, mordowali. Znane są relacje historyków, którzy okaleczali młode kobiety. Matkę dziewczyny, która zapisała się do ZWM ogolili na łyso. Tak wyglądała walka NSZ z komuną.
Po roku 1989 już można było mówić wszystko, ale nikt nie wpadł wtedy na pomysł by nazywać bandytów bohaterami. Dopiero PiS wpadł na taki pomysł, bo potrzebował napisać swoją historię.
Kto chce rządzić? Przecież napisane w artykule że to było w 1946 roku. To musieliby chyba jak żółwie po 300 lat żyć ale to chyba mało prawdopodobne. Bardziej prawdopodobne że uczestnicy już nie żyją.
To znaczy w jakiś sposób żyją ale tylko w pamięci takich ludzi jak ty.
Po wojnie mało kto był zadowolony z nowej sytuacji geopolitycznej, ale nikt normalny nie mordował z tego powodu milicjantów. Nie mówię już o takich morderstwach jak zabójstwo braci Kempnych, przez grupę Flammego "Bartka". Zamordowani to byli chłopcy w wieku 14 i 16 lat.
Najprawdopodobniej odkopane przez IPN ciała to ludzie skazani za morderstwa na Polakach nazywane tutaj "akcjami likwidacyjnym"
formacja o wieku braci Kępnych? To bzdura. Mieli 19 i 23 lata, zatem dziećmi nie byli!

Klauzula informacyjna ›