„Tutaj szału nie ma, szał to jest w sklepach”. Jaka przyszłość czeka targowisko?
- Jaka tu jest goraczką, proszę pani, goraczkę to mają moje wnuki! Skoro jest inflacja to ceny muszą być inne. A czy święta będą w tym roku skromniejsze? Polityka polityką, ale jak jest prąd drogi, energia i wszystko inne, to kto musi zapłacić? My! Aż tak tragicznie nie jest i kupuję na targu najważniejsze i prawdopodobnie najlepsze jakościowo produkty, które obowiązkowo muszą pojawić się na świątecznym stole - mówi pan Adam, mieszkaniec Bielska-Białej spotkany na targowisku miejskim.
W związku ze zbliżającą się Wielkanocą udalismy się na targowisko przy ul. Lompy. Wszystko po to, aby sprawdzić czy mieszkańcy Bielska-Białej tłumnie udali się na przedświąteczne zakupy. Targowisko w Wielkim Tygodniu otwarte był od samego rana w środę, piątek i sobotę. I choć wybór, jakość i zapach produktów przykuwały uwagę, to klientów nie było tak wielu, jak jeszcze kilka lat temu.
Najbardziej podrożały wędliny
Choć ceny wielu produktów są wysokie, to niektórych kwoty nie przerażały, bo magia świąt działa, a co za tym idzie stół musi być bogato zastawiony. W branży mięsnej ceny nadal są wysokie, to nikt nie wyobraża sobie Świąt Wielkanocnych bez szynki i swojskiej kiełbasy, a takie specjały często własnej produkcji dostępne są tylko na targu, ale za dobry towar trzeba odpowiednio zapłacić.
- Nie wiedzieliśmy co robić i czy ludzie mają pieniądze? Od samego początku nie wiedzieliśmy, ile tych kiełbas i szynek robić i tu na targ przywozić - dywaguje właściciel stoiska z wędlinami. Choć masło staniało to świątecznych przecen nie można było się spodziewać. Tutaj ogólnie nie ma szału - szał jest w sklepach, a nie na targu. Choć tu są lepsze produkty, to klient pędzi za ceną albo za promocją - dodaje.
Jakie obowiązują ceny na targu w dobie inflacji? - Nie ma zwyżki, tak jak w zeszłym roku, ceny zieleniny są po 2,5 zł, tak samo w tym roku. Jedynie cebula poszła do góry - 7 zł tak jak wszędzie, ale to tylko cebula - mówi pani Renata, która prowadzi na bielskim targu stoisko z warzywami. W środę na targu pojawiło się stosunkowo mało ludzi, a w Wielki Piątek i sobotę wielkiej różnicy właściwie nie było.
Seniorka szuka, gdzie najtaniej
Tłumów nie widać, a cen klienci nie chcą komentować. Jak pani ocenia przygotowania przed świętami w porównaniu z tymi zeszłorocznymi jeszcze z okresu przed inflacją? - Ceny są nieporównywalne. Widzi pani, że nic nie kupiłam. Na razie mam pojemnik na jajka i patrzę, gdzie jest najtaniej. Jajka tu są po 12 zł, a tam po 13 zł (za dziesięć sztuk - red.) zatem muszę trochę pochodzić i poszukać... Jarzyny też niesamowicie drogie - komentuje pani Helena, która ma 84 lata i jest mieszkanką Bielska-Białej.
Jak się okazuje dla emerytów tegoroczne święta będą skromniejsze. Ci, co mają rodziny to otrzymają wsparcie, gorzej sytuacja przedstawia się jeśli starsi ludzie muszą poradzić sobie z inflacją sami. - Tak, te święta będą dla mnie skromne, symboliczne, bo emerytura jest taka jaka jest, a dopiero 20 kwietnia dostanę "trzynastkę" zatem przed świętami muszę sobie tylko skromne zakupy zrobić - dodaje starsza pani.
Inni drożyzny nie odczuwają - Wędliny i jajka faktycznie są droższe, ale my akurat jesteśmy wegetarianami, więc wędliny nas nie interesują, a jajka mamy od mamy i generalnie jakoś nie odczuwamy specjalnie żeby było drogo. Świąt nie obchodzimy jakoś hucznie, ale wszędzie wszyscy narzekają, choć w galeriach w centrum mnóstwo ludzi, więc nie wiem, gdzie ta inflacja? - zastanawiała się pani Paulina z rodziną.
Każdy z rodziny coś przyniesie
- Jest drogo i na targu nie widziałam tej gorączki zakupów, ale rozumiem dlaczego tak musi być, bo trwa wojna po wschodniej stronie granicy, a wcześniej była pandemia i nie może być inaczej. Jeśli chodzi o jajka, to ceny są takie same jak były, ale ceny wędlin znacznie podskoczyły jednak warto zaznaczyć, że ceny w sklepach też są wysokie - z kolei pani Maria. Jak starsze osoby w tym roku sobie radzą? - Po prostu już nie angażuję się tak w zakupy, bo przyjeżdża cała rodzina i robimy wspólnie, każdy coś przyniesie. Zrobię pierogi i żurek. Wszyscy się przyłączą, bo nie ma innej opcji skoro wszystko jest takie drogie - dodaje.
W tym roku skromniej? - Skromniej, skromniej, bo jest tak drogo i inflacja wysoka, więc musimy się ograniczyć. Niestety człowiek więcej nie zarabia - odpowiada seniorka. - Jak tak podliczę wszystkie wydatki to łapię się za głowę. Lepiej nie podliczać, bo tylko się wystraszę, ile już pieniędzy wydałam - dodaje.
Choć klienci pojawiają się przy poszczególnych stoiskach, to do zakupów podchodzą rozważnie. Widać różnicę i pewną zmianę zachowań, niektórzy nawet wyciągają swoje listy zakupów z wyszczególnionymi produktami, a wszystko po to, by nie kupić czegoś zbędnego i pod wpływem chwili.
Żona rozkazuje, a pan Jan kupuje
- Wcześniej ludzie po świętach dużo żywności marnowali, a teraz widzę, że troszkę zaczęli się liczyć z tym, że wszystko jest bardzo drogie - mówi właścicielka jednego ze stoisk. - Ludzie zaczęli liczyć i szanować jedzenie i to niewątpliwie największym jest plusem zaistniałej sytuacji. Jarzyny już były droższe i pamiętam jak pietruszka była bardzo droga i nikt się nie skarżył, a od zeszłego roku sprzedaję po 1,2 zł i tak to wygląda. Warzywa troszkę poszły do góry, ale nie są tak strasznie drogie - mówi pani Anna, właścicielka stoiska.
Wśród kupujących osób na bielskim targu spotykamy też uśmiechnięte twarze. Klienci wybierają dobre, sprawdzone i zdrowe produkty. - Święta normalne muszą być chociażby z powodu wnuków, ale cóż, może trochę więcej pieniędzy wydamy, choć razem z żoną jesteśmy emerytami. Żona wydaje rozkazy, a ja jestem zaopatrzeniowcem i już 200 zł wydałem, a lista jest jeszcze długa - śmieje się pan Jan. - Na stole pojawi się, jak co roku barszczyk dlatego szukam jeszcze buraków - mówi mężczyzna, który zakupy robi z wnukiem.
Kupują na targu, bo w supermarketach nie ma takiej jakości produktów. - Święta dla mnie w tym roku będą skromniejsze. Tych pieniędzy brakuje i trzeba nimi gospodarować mądrze żeby ich wystarczyło do kolejnej emerytury. Dlatego święta będą symboliczne, ale w rodzinie siła. Nie wiem dlaczego ta inflacja tak rośnie i rośnie, bo niedługo to już do 20 proc. dojdzie - mówi pani Zuzanna, emerytowana bielszczanka.
Małgorzata Irena Skórska
[email protected]
Oceń artykuł:
36 7Galeria:
Komentarze 52
miejsc czarno widzę . Po drugie coraz mniej te targowiska mają coś wspólnego z ekologią jak kiedyś gdzie rolnik stał ze swoimi produktami i sprzedawał można powiedzieć prosto z pola dzisiaj to zaopatrzenie z hurtowni nieraz z marketu nic dobrego to nie wróży .
Teraz to głównie handlarze zaopatrujący się w hurtowniach. Czyli warzywa są te same co w marketach tylko 2x droższe.
Swoją drogą ciekawe kiedy dziadki zorientują się, że Kaczor robi ich w bambuko. Chyba dopiero jak za te piętnaste i szesnaste emerytury będą mogli kupić co najwyżej kilo cebuli.
No nie wiem. Sam nie jestem weganinem (bo skoro mowa o jajkach, to chyba o weganizm a nie wegetarianizm chodzi), ale stosuję głównie jarską dietę, a ceny choćby cebuli czy marchwi, nie mówiąc już o papryce, wzrosły niebywale, raczej bardziej, niż wędlin...
Jeśli ktoś sprzedaje marchew ze skrzynek niemytą, to cóż, nie świadczy to o nim zbyt dobrze.
Niezła błazenada typie. To zwykła marchew prosto z ziemi.
Co odrzucą sieci handlowe że względu na jakość i ilość pestycydów, trafia na giełdę a potem na targ.
Smacznego.
W sezonie może i targowisko się jakoś broni( i dobrze) ale do glowy by mi nie wpadło lecieć poza sezonem na targ po warzywa(prawdopodobnie również ze skupu, tylko gorszej jakości i w droższej cenie)
Poza tym czosnek kiedyś tam kupiłem od starszej pani siedzącej przy wejściu (nie wiem, na ile legalnie), całe pęto czy wianek (nie wiem, jak się na to mówi)mm przepyszny i bardzo trwały, do niedawna go jadłem. Ale teraz kupiłem też wspaniały od kolesia przy moście na 11 Listopada.
Jeszcze ogórki kiszone dobre można na targu dostać, ale to można też w Klimczoku czy Wokulskim.
A jakichś zwykłych produktów, typu marchew czy cebula, to naprawdę nie trzeba kupować na targowisku, w dyskontach jest to samo...
Ale potem moja dziewczyna też to irlandzkie polubiła, nie wiem, o co to chodzi, ono po prostu jest łatwe do rozsmarowywania, choć przecież też ma tylko tłuszcz z mleka. Ciekawe, że kiedyś (parę miesięcy temu) nawet jego cena spadła poniżej 10 zł, a to był moment, gdy inne ten pułap przekroczyły, więc to okazało się nawet tanie... Ale potem kupiłem „Łaciate” za niecałe 5 zł, bo to jednak duża różnica — lecz to był błąd, masło okazało się paskudne, nawet strukturę miało dziwną, jakoś się tak rozwarstwiało... Ale pewnie chętni są, cieszą się, tyją...







Klauzula informacyjna ›