Stara Befama tętni życiem zwłaszcza w weekendy. W bloku byłby kłopot
Centrum Biznesu Befama stanowi swoisty fenomen na mapie nie tylko Bielska-Białej. Za dnia działają tu różne biznesy, takie jak szkoła tańca, drukarnia czy ciucholand. Wieczorem, szczególnie w weekendy, to miejsce zamienia się w świątynię muzycznej twórczości.
To tu zespoły stawiają swoje pierwsze kroki, przygotowują się do sezonu koncertowego lub tworzą dema. Dominuje muzyka z rodzaju tych cięższych, rockowo-metalowych. Po przekroczeniu bramy trafiamy do miejsca, które zdaje się żyć własnym, muzycznym życiem. Tu rozwijają się talenty, pomysły na karierę, muzyczne zainteresowania. Każdy z zespołów, ściana w ścianę, gra swoją muzykę.
- Na miejsce czeka się nawet kilka lat, bo przecież jeśli ktoś użytkuje salę, dostosowuje ją do siebie, nie chce potem szybko jej oddać - mówi członek grupy Down to the Heaven. Zespoły inwestują w w swoją przestrzeń, bo to przecież inwestycja w to, co lubią robić najbardziej, czyli grać.
- Zasada jest prosta: albo się gra, albo nie. To jest drogie hobby, dlatego albo ktoś się decyduje, albo zwyczajnie nie gra - opowiada muzyk zespołu Resiliant. Wszyscy nasi rozmówcy podkreślają, że bardzo cenią sobie to miejsce. - Codzienne próby na perkusji lub gitarze z użyciem wzmacniacza mogłyby być kłopotliwe, gdy ktoś mieszka w bloku. Befama jest przestrzenią, do której bardzo chętnie się ucieka, pomimo tego, że na pierwszy rzut oka nie wydaje się być przyjazna - mówi jeden z muzyków.
Więcej o muzyce rozbrzmiewającej we wnętrzach starej Befamy można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Świąteczne wydanie lokalnego tygodnika jest już w sprzedaży. E-wydanie na www.prasabeskidzka.pl.
mpy
Zdjęcie: Magdalena Pytlarz
Oceń artykuł:
71 12Komentarze 15
Jestem jednym z konserwatorów na Befamie.
Sukcesywnie korytarze toalety i instalacje elektryczne w salkach są remontowane. Pani sprząta codziennie chlew pozostawiany przez część niewychowanej trzody która korzystać z salek.
Serek. To ty dziku?
Salek jest tam kilka i każda chyba zajęta przez kilka zespołów, przez co brakuje miejsc dla "nowych". Oczywiście mogą chować się po garażach, ale nic nie zastąpi miejsca, gdzie na raz mogą tworzyć i ćwiczyć różne grupy. Sprzyja to wymianie pomysłów, nowych znajomości i tak dalej.
Pewnie koszt adaptacji jakiejś zapomnianej ruiny byłby taki jak wybudowanie marmurowego szaletu na Krasińskiego.
Ja wiem, że nie brak ludzi robiących zakupy w szmateksach. Mi też się to zdarzało, no dobra, ostatnio może z 20 lat temu, ale jednak.
Mój komentarz dotyczył używania śmiesznego eufemizmu „ciucholand”.
sjp.pwn.pl/sjp/lumpeks;2566448.html
sjp.pwn.pl/sjp/szmateks;3068025.html

Klauzula informacyjna ›