Hejterzy zrobili im darmową reklamę. Nowy punkt gastronomiczny ma ambitne plany
Dokładnie dwa miesiące temu w Bielsku-Białej otwarto klubokawiarnię, która już z nazwy życzy nam „Dobrego Dnia”. Pracują w niej uchodźczynie z Ukrainy, dwie pochodzą z Berdiańska, naszego miasta partnerskiego. Możemy tu napić się kawy, zjeść deser, poczytać książkę czy zagrać w gry planszowe. Pomysłów na dalszą działalność jest dużo, a gości nie brakuje. Już teraz trwają przygotowania do utworzenia ogródka letniego, by pomieścić wszystkich klientów.
Natalia, Antonina i Ola - to trzy kobiety tworzące od środka przemiłą kawiarenkę przy ul. Mickiewicza 29. Pierwsze dwie pochodzą z Berdiańska, miasta partnerskiego Bielska-Białej, które niemal od początku wojny okupowane jest przez Rosjan. Trzecia, najmłodsza, z Kramatorska. Polsko-ukraińską klubokawiarnię otwarto 11 lutego, to inicjatywa Towarzystwa Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia i Piotra Płatka.
Grant na remont i wyposażenie lokalu
Dziewczyny pieką i gotują, podają pyszną kawę. Cieszą się, że mogą zarabiać i robić to, co lubią. Antonina choć z wykształcenia jest psychologiem dziecięcym już na Ukrainie zdobywała doświadczenie w zawodzie cukiernika. Mają fach w ręku i doskonale znają ukraińskie przepisy. Poza kawą i słodkościami znajdziemy tu bogate biblioteczki. Książki - zarówno polskie, jak i ukraińskie. Bardzo dużo tytułów zostało przywiezionych ze Lwowa. Są też gry planszowe. W kameralnym lokalu zmieści się ok. 30 osób.
Klubokawiarnia to projekt mający na celu aktywizację zawodową osób z Ukrainy i ich integrację z lokalną społecznością. Na przygotowanie do otwarcia przeznaczono grant Fundacji Kulczyka w wysokości 100 tys. zł, fundusz tworzy w całym kraju kobietom z Ukrainy odpowiednie warunki do pracy i usamodzielnienia. Granty przyznawane były na przeróżne projekty jak nauka języka, miejsca dziennego pobytu, szwalnia, czy właśnie klubokawiarnia w Bielsku-Białej. Pieniądze wystarczyły na remont i wyposażenie lokalu.
Kto nie brał, jadł psią karmę
Prace przy remoncie i wyposażeniu lokalu odbywały się w znacznej mierze własnym sumptem. Mieszkający w Bielsku-Białej pan Sergiej z Charkowa w ramach wolontariatu kładł elektrykę. Obecnie lokal działa na zasadach komercyjnych starając się utrzymać na rynku jednocześnie organizując inicjatywy społeczne. Planuje się tutaj warsztaty, wieczorki poetyckie, spotkania tematyczne. - Pomysłów jest dużo - mówi Piotr Płatek, który przez wiele lat był dziennikarzem i pracował w bielskiej Gazecie Wyborczej.
Zatrudnione w kawiarni Ukrainki nie boją się ciężkiej pracy. Wciąż pamiętają jednak pierwsze dni wojny. - Na początku chcieli nas zastraszyć, nosili maski, strzelali w powietrze. Potem udawali przyjaciół, mówili, że przyszli nas wyswobodzić. Przejęli telewizję. Brakowało prądu, gazu i wody. Ludzie protestowali, myśleliśmy, że ich pogonimy. Wydzielali nam ukraińskie produkty, kto nie chciał brać - musiał jeść psią karmę. Nie było jak wyjechać. Brakowało nawet benzyny - mówi Natalia z Berdiańska.
Internetowa nagonka darmową reklamą
Żeby uciec z rodzinnego miasta, Natalia razem ze swoją trójką dzieci musiała przejść przez siedemnaście punktów kontrolnych. Sprawdzano dokumenty, telefony. Udało się tylko dlatego, że uchodźcy mówili płynnie po rosyjsku. Za sprawą fundacji Human Doc mieli udać się do Warszawy. Ostatecznie trafili jednak do Wisły, w drodze poznając przyszłą koleżankę z pracy - Antoninę. Stamtąd do Bielska-Białej.
Urokliwa kawiarnia w centrum prosperuje całkiem nieźle. Największy ruch jest w porze poobiedniej. Choć działają dwa miesiące - zdarzało się, że brakowało miejsc. Dlatego latem chcą ustawić stoliki przed lokalem.
Już pierwszego dnia działalności spotkali się z agresywnym hejtem. W wyszukiwarce internetowej zamieszczono wiele negatywnych opiniina temat lokalu. Klubokawiarnię w Bielsku-Białej opiniowały osoby z różnych zakątków Polski, które nigdy w tym miejscu nie były. Zarzucano ksenofobię, ukrainizację Polski. Z pięciu gwiazdek ocena spadła do jednej, tylko dlatego, że na jednej ze ścian wisi plakat … Zełeńskiego. Jak to się przełożyło na klientelę? Hejterzy nie osiągnęli swojego celu. - Dzięki temu mieliśmy darmową reklamę. Dużo ludzi nas wsparło, docierały do nas osoby z różnych zakątków kraju - mówi Piotr Płatek.
Adam Kanik
[email protected]
Oceń artykuł:
176 76Galeria:
Komentarze 95
No ale jak widać tobie łatwiej wyładować złość na najsłabszych i bezbronnych pomimo że nie mają ze sprawą nic wspólnego prawda?
A hejterzy zawsze najgłośniej szczekają. Wieśniaki i patologia dorwała się do komentowania
Tak tego co miłe dobre i fajne - kawka z ciasteczkiem, kultura i uśmiechnięci ludzie.
Komu odpowiada to odwiedza a komu nie odpowiada ten nie wchodzi.
Nie wyobrażam sobie kawiarni z polityczną indoktrynacją pod portretem Wladimira Wladimirowicza P. , Żełeńskiego czy też George W. Busha.
Patrz Google: " George Galloway prawda o wojnie w Iraku "













Klauzula informacyjna ›