Mieszkańcy Starej Wsi i Dankowic oddali swoje działki pod budowę drogi. Na razie żadnych pieniędzy za to nie dostali – trzeba czekać na wyliczenia. Sami muszą za to nadal płacić podatek gruntowy. A nie są to małe kwoty.

Jesienią zeszłego roku ruszyła budowa odcinka drogi ekspresowej S1 z Mysłowic do Bielska-Białej. Prace posuwają się w szybkim tempie. W przeciwieństwie do spraw urzędowych. Okazuje się, że wciąż nieuregulowane zostały kwestie własnościowe terenów odebranych prywatnym osobom pod budowę drogi. Osoby te nie dostały pieniędzy za swoją ziemię, za to… muszą dopłacać do interesu.

Mieszkanka Starej Wsi mówi, że z każdym, komu zabierano grunt, spotykali się przedstawiciel inwestora oraz geodeta i komunikowali, jaki teren zostanie wywłaszczony pod ekspresówkę. W polu pojawiały się paliki wyznaczające jej przebieg i od tej chwili właściciele tracili w praktyce swoje nieruchomości. Nasza rozmówczyni nie przypomina sobie, aby któryś z rolników w jej wsi protestował.

Wszyscy rozumieją potrzebę budowy tej drogi. Problem w tym, że spotkania odbywały się w październiku i listopadzie zeszłego roku, a ludzie nadal nic nie wiedzą. - Nie wiemy, kiedy dostaniemy odszkodowania za utracone grunty, a nawet jakie będą to pieniądze - skarży się mieszkanka Starej Wsi.

Wywłaszczeni rolnicy formalnie są nadal właścicielami terenu. A to oznacza, że muszą płacić na rzecz gminy podatek gruntowy!  - Są osoby, którym zabrano nawet kilka hektarów. Pierwsza rata to nawet 1500 złotych - dodaje mieszkanka Starej Wsi. Taka sytuacja będzie trwać tak długo, dopóki w urzędowych rejestrach nieruchomości działki te będą figurować jako prywatna własność wspomnianych osób. Ile to potrwa?

Więcej na ten temat pisze „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika ukaże się w czwartek w kioskach, salonikach prasowych i stacjach benzynowych. E-wydanie można kupić TUTAJ. 

map

Zdjęcie: Marcin Płużek