Na miejscu zastaje tragiczny obraz. Przybywa sierot, które szukają domu - foto
Szczepan Wojtasik regularnie jeździ z darami na ogarniętą wojną Ukrainę. Niedawno udał się na wschód, by dostarczyć świece okopowe wyprodukowane przez mieszkańców Bielska-Białej. Radny odwiedza tereny, gdzie jeszcze niedawno toczyły się walki. Widoki zastane na miejscu są przerażające.
To będzie piętnasty wyjazd radnego z Bielska-Białej z pomocą humanitarną na Ukrainę. Wcześniej był już w Buczy i Irpieniu, zmasakrowanych przez Rosjan miastach w obwodzie kijowskim. Szczepan Wojtasik od początku wojny osobiście, zabierając ze sobą różne osoby - wolontariuszy, lekarzy i regularnie rusza z transportami w okolice linii frontu. Za paliwo płaci miasto, busa bezpłatnie użycza bielski Fiat.
- To są bardzo konkretne zamówienia. Tym razem zabieram ze sobą potężny agregat prądotwórczy, największy jaki w życiu widziałem. Jest to dar Urzędu Gminy Czechowice-Dziedzice. Zabieram też świece okopowe, które nadal przygotowuje pani Grażyna Staniszewska i jej znajomi. Mam też zamówienie na podgrzewacze do skarpet i rękawic. Najczęściej to są takie właśnie podstawowe rzeczy. Następnym razem będę szukał dwóch łóżek piętrowych, o która prosiła jedna z rodzin - mówi radny Wojtasik.

Świec okopowych przygotowano w naszym mieście już tysiące. Do tej pory ich produkcją zajmowali się wolontariusze z Towarzystwa Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia, a także Rada Osiedla Straconka. Świece dostarczył ukraińskim żołnierzom radny Szczepan Wojtasik, każda z naklejką świadczącą o tym, że pochodzi z Bielska-Białej. Świece to obecnie pilnie poszukiwany produkt, dlatego też Grażyna Staniszewska ponownie poinformowała o potrzebnych do produkcji metalowych puszkach (można je dostarczać do myBB przy ul. Krasińskiego 5a/12). Manufaktura świec okopowych pracuje do 25 marca.
Szczepan Wojtasik na Ukrainę jeździ znacznie dłużej. Od 20 lat w okresie świątecznym jeździ tam, by spotykać się z ukraińskimi dziećmi rozdając podarunki w stroju Mikołaja. Przyznaje jednak, że od roku widoki zastane na miejscu znacznie się zmieniły. - Przerażający widok. Zniszczone domy, szkoły, place, ulice. Rosjanie nie mieli litości, nie oszczędzili nawet cerkwi. Obraz jest po prostu tragiczny. 10-piętrowe bloki zrównane są z ziemią. Ukraińcy od zera budują sklepy, żeby było gdzie kupić żywność - mówi.
Na jednej z ostatnich wypraw od urzędniczki z podkijowskiej Buczy radny usłyszał o ogromnym problemie, jaki obecnie miasto ma z sierotami. Nie mają się one zwyczajnie gdzie się podziać, a przybyło ich mnóstwo. Jak mówi nam bielski radny, kwestia organizacji wyjazdu na Ukrainę rozbija się tak naprawdę o to, czy ktoś się boi czy nie. Po tak wielu przejazdach wypełnianie formalności na granicy opanował do perfekcji. Teraz zajmuje to raptem pół godziny. Na każdy wyjazd trzeba jednak poświęcić ok. 2 dni.
- Muszę przyznać, że drogi nie są w złym stanie. Ukraińcy na zachodzie zaczynają już je remontować. Noclegi mają miejsce zwykle tam, gdzie nas zaproszą. Czasami w drodze powrotnej zabieramy kogoś do Bielska-Białej i w ten sposób pomagamy - mówi Wojtasik. Następny wyjazd na Ukrainę radny planuje 16 marca.
ak

Oceń artykuł:
55 20Komentarze 18

Klauzula informacyjna ›