Świece okopowe są bardzo potrzebne ukraińskim żołnierzom na linii frontu. Dają światło i ciepło, palą się dosyć długo. Mieszkańcy Bielska-Białej chcąc kolejny raz wesprzeć sąsiadów z Ukrainy szykują 2 tys. świec, które na front dostarczy radny Szczepan Wojtasik. Niestety, wolontariuszom brakuje materiałów.

Pomysł pochodzi z Ukrainy. Świeca okopowa składa się z metalowej puszki, tekturowego knota i wkładu, który zalewany jest woskiem. Pozwala się ogrzać, wysuszyć ubranie oraz przygotować ciepły posiłek. Pali się od 4 do 6 godzin. Prosta konstrukcja sprawia, że świece są bardzo popularne wśród ukraińskich żołnierzy. Ale jak to na froncie bywa, brakuje nawet tak podstawowych składników.

Bielszczanie postanowili wspomóc przyjaciół i wysłać na Ukrainę kilka tysięcy takich świec. - Świece są bardzo potrzebne. Korzystają z nich żołnierze na całej Ukrainie. Przygotowują je również w Straconce, w tej chwili mają ok. 500 sztuk, my mamy kolejnych 800. Plan jest taki, żeby wspólnie wysłać jednym transportem, łącznie 2000 świec. Transport planowany jest w piątek - mówi Grażyna Staniszewska przewodnicząca Towarzystwa Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia oraz szefowa ośrodka myBB.

Tekturę i puszki zbierały szkoły. Świece przekazały bielskie kościoły. Puszek jednak zaczęło brakować. Potrzebne są czyste metalowe puszki - najlepiej po produktach spożywczych, tylko muszą być umyte. Nie mogą to być puszki np. po farbie. Kto posiada i chciałby się podzielić, może je przynieść na ul. Krasińskiego 5a/12 - codziennie w godz. 11.00-19.00 działa manufaktura świec zorganizowana przez myBB.

Pierwsza partia świec musi być gotowa w czwartek. W piątek pod wodzą radnego Szczepana Wojtasika wyjeżdża transport przez Buczę, na front. Radny Bielska-Białej od wybuchu wojny regularnie jeździ na Ukrainę z różnego rodzaju pomocą. Produkcja świec nie zostanie jednak przerwana. Jak przekazała nam Grażyna Staniszewska, do 8 marca zaplanowano jeszcze dwa transporty.

ak

Zdjęcie: profil fb Grażyny Staniszewskiej