Trzy mieszkania, trzy starsze osoby i jedno wspólne poczucie - samotności, która doskwiera mimo codziennych odwiedzin pracowników socjalnych. To reporterska opowieść o 81-letniej pani Małgorzacie, a także innych seniorach.

Domek jednorodzinny, niepozorny, przysypany śniegiem. W środku wiele sprzętów z różnych epok. Dziś to graciarnia. Nieco dalej ciemna kuchnia, której centralną częścią jest kaflok. Wreszcie niewielki pokoik z łóżkiem. To tu żyje pani Małgorzata. Ma 81 lat, od dłuższego czasu jest pod opieką ośrodka pomocy społecznej. Opiekunka jest tu codziennie po pięć godzin. Pielęgniarka - co kilka dni.

Pani Małgorzata zawsze była aktywna - prowadziła gospodarstwo, hodowała krowy, kury, konie. Miała pole i sad. Do 2002 roku na gospodarstwie pomagał jej brat, Jan. Po jego śmierci została zupełnie sama. Nagle dostała udaru. Znalazł ją sąsiad, zadzwonił na pogotowie. Kilka miesięcy spędziła w szpitalu, a potem wróciła do domu, który stał się dla niej schronieniem, jak i więzieniem.

Dom nie zmienił się przez lata. Wodę bierze się ze studni - znacznie oddalonej od domu. Toaleta pojawiła się trzy lata temu za sprawą interwencji opiekunek. Telewizora nie ma, bo - jak mówi pani Małgorzata - „nie jest go nauczona”. Jak sobie radzi? Co ją cieszy? A co najbardziej doskwiera?

Reporterską opowieść o pani Małgorzacie, a także innych seniorach, można przeczytać w najnowszym wydaniu „Kroniki Beskidzkiej”. E-wydanie lokalnego tygodnika można kupić TUTAJ.

mpy

Zdjęcie: Magdalena Pytlarz