Trudna codzienność młodych saneczkarzy. Mieszkańcy straszą ich policją
Niedawno po raz kolejny powrócił temat odbudowy dawnego toru saneczkowego na Koziej Górze. Tym razem za sprawą interpelacji posła Mirosława Suchonia. Problem w tym, że w toczącej się od dawna dyskusji na ten temat więcej jest pobożnych życzeń i sentymentów niż realnej oceny potrzeb saneczkarzy.
Poseł Suchoń (Polska 2050) postulował rewitalizację bielskiego obiektu. „Dobrze zbudowany obiekt, dodatkowo idealnie wpasowany w teren, taki jak obszar Koziej Górki, to tylko początek dla odrodzenia się tego pięknego sportu w skali całego kraju” - przekonuje ministra sportu, do którego skierował w tej sprawie interpelację. Minister odpowiedział, że nie jest to rolą ministerstwa - inicjatywa powinna wyjść od lokalnych władz i środowisk sportowych, a minister może najwyżej wspomóc finansowo przedsięwzięcie.
W Bielsku-Białej działają dwie sekcje saneczkowe - UKS Smyk oraz KSS Beskidy, trenujące dzieci i młodzież od lat 6 do 21. Jak mówi Mirosława Ogrodzka, trenerka kadry seniorów i juniorów na torach naturalnych w Polskim Związku Sportów Saneczkowych, w obu klubach trenuje obecnie około 50 saneczkarzy. Dodaje, że chętnych byłoby więcej, jednak kluby nie mają pieniędzy, aby utrzymać więcej zawodników.
Młodzi sportowcy ze stolicy Podbeskidzia odnoszą w tym sporcie sukcesy, rywalizując z powodzeniem z rówieśnikami z Austrii i Włoch. Jak i gdzie trenują? Przez cały rok można trenować saneczkarstwo na „sucho”. Służą do tego sankorolki. Do tego specjalny tor nie jest niezbędny. Podopieczni bielskich klubów, aby trenować na sanokorolkach, muszą jednak wyjeżdżać do Międzybrodzia.
Tam trenują na zwykłej asfaltowej górskiej drodze, lecz są tam mile widziani i mają na to zezwolenie. W Bielsku-Białej, choć podobnych dróżek nie brakuje, nie mogą z nich korzystać, bo okoliczni mieszkańcy zazwyczaj się nie zgadzają, saneczkarze są przeganiani i straszeni policją…
Więcej na ten temat w „Kronice Beskidzkiej”, które jest w sprzedaży. E-wydanie można kupić na TUTAJ.
map
Zdjęcie: Marcin Płużek
Oceń artykuł:
7 9Komentarze 11
Utrzymanie toru na Koziej Górze w czasach jego działania to była olbrzymia praca fizyczna. Tor obkładano lodem, śniegiem ręcznie. Zimy były mroźne, więc na jakiś czas starczyło.
Do roboty
Suchon traci moj glos tak jak i cala ta Polska 2050

Klauzula informacyjna ›