Przepracowali w tej bielskiej firmie po trzydzieści - albo i więcej - lat. Wspólnie pracowali na jej sukces. Teraz czują się oszukani. Kilka lat temu sprzedawali akcje Polmosu po 5 zł za jedną. Decyzją sądu cena odkupu wzrosła kilkukrotnie.

W trakcie przemian własnościowych pracownicy otrzymali do podziału 15-procentowy pakiet akcji. Rozdzielono je pomiędzy załogę według określonego klucza. Jak wspomina Edmund Brzozowski, obecnie emeryt, który w bielskim Polmosie przepracował na kierowniczym stanowisku ponad 30 lat, wtedy jedna akcja była warta 10 złotych. Ludzie dostali po tysiącu i więcej takich akcji, mowa więc o przyzwoitych jak na tamten czas pieniądzach. W 2019 roku główny większościowy akcjonariusz Polmosu, spółka Amidel Polska, zaczęła skupować od pracowników (emerytów, a także ich spadkobierców) akcje.

Zaproponowano im cenę 5 złotych za jedną. Niewiele, ale tym czasie zaczęły krążyć po zakładzie pogłoski mówiące o złej kondycji finansowej Polmosu, nawet o tym, że zakład może ogłosić upadłość. Ponad 170 drobnych akcjonariuszy Polmosu przystało więc na propozycję i odsprzedało swoje akcje po 5 złotych od sztuki. Teraz żałują i uważają, że zostali wprowadzeni przez większościowego akcjonariusza w błąd, przez co stracili mnóstwo pieniędzy. Dlaczego tak sądzą? Nie wszyscy mniejszościowi akcjonariusze zgodzili się na zaproponowaną cenę wykupu. Uważali, że jest za niska, a akcje są warte o wiele więcej.

Gdy spółka rozpoczęła procedurę przymusowego wykupu akcji mniejszościowych akcjonariuszy po ustalonej cenie - odwołali się do sądu. Postępowanie trwało trzy lata i ostatecznie skończyło się tym, iż nabywca odkupił pozostałe „pracownicze” akcje po 24 złote 28 groszy. Dlatego, ci którzy odsprzedali swoje akcje po 5 złotych czują się oszukani. Czy mają szansę dowieść swoich racji?

Więcej na ten temat pisze najświeższa „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika dostępne jest w kioskach i punktach sprzedaży od czwartku. E-wydanie już teraz można nabyć TUTAJ.

map