Dwa tygodnie temu w słowackich Tatrach zeszła lawina, która porwała 34-letniego Mateusza Katanę. Sportowiec ma w Bielsku-Białej wielu przyjaciół, którzy chcą aby „Mati” wrócił do zdrowia. Potrzebne są pieniądze na rehabilitację.

Mateusz Katana pochodzi z Mesznej, to doświadczony instruktor narciarstwa. Od dziecka każdą wolną chwilę spędzał w górach, szkoląc się, prowadząc treningi, jeżdżąc na nartach i rowerze. Pasję udało mu się połączyć z pracą zawodową - sportowiec zajmuje się budową górskich tras rowerowych. 11 stycznia otarł się o śmierć, gdy zjeżdżając na nartach w wyznaczonej strefie w słowackiach Tatrach porwała go lawina.

Tylko dzięki plecakowi lawinowemu i przyjacielowi, który widząc wypadek ruszył z pomocą i odkopał narciarza. Na pomoc ruszyli słowaccy ratownicy, którzy helikopterem przetransportowali Mateusza na oddział intensywnej terapii szpitala w Bańskiej Bystrzycy. Z miejsca zdiagnozowano u niego ponad 20 złamań (m.in. kręgosłupa i miednicy). Dodatkowo ma zapadnięte płuco i uszkodzoną śledzionę.

Na szczęście rdzeń kręgowy nie uległ przerwaniu i Mateusz zachował czucie w rękach oraz nogach. Aktualnie jest po dwóch operacjach: korporektomii szyjnej i zespoleniu pogruchotanej miednicy. Po 10 dniach został przeniesiony z oddziału intensywnej terapii na oddział traumatologii, gdzie czeka go kolejna operacja. Później zostanie przetransportowany do Polski, w kraju czeka go kosztowna rehabilitacja.

- Zbieramy środki na dalsze leczenie i rehabilitację Mateusza. Wiemy, że będzie to bardzo trudny i długi okres. Naszym celem jest postawienie Matiego na nogi i doprowadzenie go do sprawności sprzed wypadku. Tak, aby jak najszybciej wrócił do swojej rodziny, pracy i swoich pasji. Poza kosztami rehabilitacji będziemy też potrzebowali specjalistycznego sprzętu medycznego i leków - czytamy w opisie zbiórki (TUTAJ).

ak

Zdjęcia: akcja ratunkowa prowadzona 11 stycznia/Horská záchranná služba