Na chwilę został żołnierzem. Był karabin i błoto, dowódcy mieli go nie forsować
Spadochroniarze z 18. bielskiego batalionu powietrznodesantowego zaprosili w minioną sobotę cywilów, aby choć przez kilka godzin mogli poczuć się żołnierzami. To był dzień pełen wrażeń, adrenaliny i… błota. Zapisałem się trochę z ciekawości, a trochę z dziennikarskiego obowiązku. Na poligonie do ręki dostałem karabin, a potem musiałem zakopać minę przeciwczołgową. Przejechałem się też hummerem.
Wszystkie działo się w ramach ogólnopolskiej akcji „Trenuj w wojskiem” (jej powtórka w Bielsku-Białej planowana jest 28 stycznia, wszystkie szczegóły znajdziesz w naszym artykule TUTAJ). Co prawda na początku wydawało mi się, że jestem już za stary na takie poligonowe harce i zamiast wspaniałych wrażeń dorobię się kontuzji, lecz na duchu podniosła mnie informacja (dotarła do mnie pocztą pantoflową), iż dowódcy mocno uczulali swoich podwładnych, aby nie forsowali cywilów.
A ponadto, żeby byli mili i nie przeklinali w ich obecności. I tacy też okazali się nasi opiekunowie. O godz. 7.45 ubrany w wygodny sportowy strój, solidne buty, czapkę i rękawiczki stawiłem się na terenie poligonu w bielskich Mikuszowicach, gdzie na co dzień ćwiczą bielscy spadochroniarze. W sumie było ok. 200 osób. Na początku podzielono nas na mniejsze grupy, liczące mniej więcej 20 osób, każdej przyporządkowano dowódcę. Naszym okazał się młody wojak dobrowolnej służby zasadniczej.
Szybko rozwiały się też moje obawy co do wieku - okazało się, że nie jestem najstarszy. Skład naszego oddziału był bardzo zróżnicowany. Od weteranów, którzy dawno temu odbyli prawdziwą służbę wojskową, po bardzo młodych ludzi – prawdziwych żółtodziobów. Byli ojcowie z nastoletnimi dziećmi, sporo też było uczniów szkół średnich o profilu wojskowym. W swojej grupie byłem chyba jedynym bielszczaninem. Były osoby m.in. z Czeladzi, Sosnowca czy Rudy Śląskiej.
Najpierw pod przewodnictwem dowódcy udaliśmy się do punktu szkolenia chemicznego. Instruktorzy pokazali jak wygląda sprzęt do wykrywania skażeń i promieniowania radioaktywnego oraz maski i odzież ochronną wykorzystywaną obecnie w polskich siłach zbrojnych. Wszyscy garnęli się, aby założyć maskę przeciwgazową i zobaczyć, jak w niej celować z karabinu. Każdy był zachwycony, bo dostaliśmy do ręki karabinki Grot, które właśnie masowo wchodzą na wyposażenie naszej armii.
Jak wyglądał ten „trening” z wojskiem? Obszerną relację można przeczytać w nowym numerze „Kroniki Beskidzkiej”, który ukaże się tradycyjnie w czwartek. E-wydanie dostępne TUTAJ.
MAP
Zdjęcia: Marcin Płużek
Oceń artykuł:
50 18Komentarze 24
10000 karabinków, po 7000 sztuka, czyli 70 milionów złotych od nas, za darmo
Jak widze obecnych 20 latków ze słuchawkami na uszach, wpatrzonych w swoją "wyrocznie" smartfon i nawet nie umieją sie zachować w oczywistej sytuacji to ręce opadają.
Troszke dyscypliny nikomu nie zaszkodziło. Przynajmniej byliby bardziej mężni a tak to tylko chuliganeria i młodzież nie wie co z energią zrobić.
Mundur i flaga to duma.
A potem politycy chcąc spełnić swoje chore ambicje wyślą Was w miejsce, gdzie Wam rączki, nóżki pourywa!
Flaki na wierzch wypłyną i już nie będzie tak fajnie! Już nie będzie tak cieszył nowy karabinek !
Brawo chłopcy !!!

Klauzula informacyjna ›