Od początku roku w Bielsku-Białej obowiązuje czterogodzinna przerwa w działaniu oświetlenia ulicznego. Latarnie gasnąć miały o północy, ale jak informują naszą redakcję mieszkańcy, ciemność na niektórych ulicach zapada już o 19.00. Urzędnicy potwierdzają, że mogło dojść do pomyłki, ale to wina Tauronu.

Decyzja o czasowym wygaszaniu oświetlenia ulicznego ma związek z bardzo wysokimi cenami energii elektrycznej. Zgodnie z decyzją prezydenta Jarosława Klimaszewskiego, czterogodzinna przerwa w działaniu latarnii miała być wprowadzana sukcesywnie od 2 stycznia. Ograniczenia w skali roku mają przynieść oszczędność ok. 3,5 GWh, czyli prawie 3,4 mln zł plus koszty dystrybucji.

Lampy uliczne miały gasnąć o północy, jak jednak informują naszą redakcję mieszkańcy Bielska-Białej, niektóre z nich nie świecą już o... 19:00. Taka sytuacja miała mieć miejsce w czwartek na ul. Karpackiej, w piątek przy ul. Montażowej i przyległych oraz w dolnej części ul. Czerwonej.

Miejscy urzędnicy potwierdzają, że mogło dojść do pomyłki. We wtorek mieszkańcy zgłaszali awarię przy ul. Lwowskiej, gdzie oświetlona była tylko połowa ulicy. Prawdopodobnie to pracownicy Tauronu nie zsynchronizowali zegarów umieszczonych w szafach oświetleniowych. Zegary ustawiane są ręcznie i nie wszystkie zostały odpowiednio zaprogramowane. Jak zapewniono nas w Ratuszu wszelkie błędy są na bieżąco rozwiązywane. Problemy mają zniknąć do końca stycznia.

ak

Zdjęcie: Urząd Miejski w Bielsku-Białej