- Nie ma nic piękniejszego, gdy obserwujemy, jak z kokonu wydobywa się piękny motyl. Nie jest to łatwa praca, bo dzieci trafiają do rodziny zastępczej po różnych przejściach z deficytami. Najpiękniejszy obrazek to dzieci, które po latach ciężkiej pracy na naszych oczach stają się szczęśliwe i kwitnące - komentuje Izabela Pudełek, która stworzyła w Bielsku-Białej dom zastępczy dla dzieci.

Osoby, które chcą zostać rodziną zastępczą muszą spełniać odpowiednie kryteria i przechodzą szkolenia kwalifikacyjne. Często są to rodziny, które nie mają własnych pociech, ale duży potencjał i chcą przyjąć dzieci pod swój dach. Czasami taką decyzję podejmują osoby, które mają do czynienia z syndromem opuszczonego gniazda, bo ich biologiczne dzieci już dorosły i rozpoczęły samodzielne życie.

Zdecydowali się na odważny krok

- Rodzina zastępcza pełni rolę rodziny okresowej i musi być otwarta na współpracę z rodzicami biologicznymi dziecka - tłumaczy kierownik działu pieczy zastępczej MOPS w Bielsku-Białej Mariola Kania-Waliszewska.

Jak wygląda życie na co dzień w rodzinie zastępczej i co wpłynęło na to, że niektórzy zdecydowali się na odważny krok i stworzyć normalny, ciepły dom, przyjmując pod swój dach dzieci poszkodowane przez los? Portalowi udało się dotrzeć do rodziny, która ma status rodzinnego domu dziecka. Aktualnie w tym domu mieszka sześcioro dzieci: dziewięcioletnia dziewczynka oraz czterej chłopcy - cztero i pięcioletni (bracia) oraz 19- i 18-letni. Jest także rodzona córka naszej bohaterki, która ma osiem lat.

Pudełkowie są rodziną zastępczą od 2010 roku, czyli już od dwunastu lat. Od 2014 mają status rodzinnego domu dziecka. Generalnie od początku funkcjonowali i nadal funkcjonują jak rodzina. Nigdy nie było tak, że to wychowankowie, ale ich własne dzieci. Od początku czuły się w ich domu, jak we własnym. Tak też od początku były traktowane.

- W zasadzie funkcjonujemy jak wielodzietna rodzina. Czasem nam jest łatwiej, a czasami trudniej. Zresztą od czterech lat samodzielnie pełnię funkcję rodzinnego domu dziecka, odkąd niespodziewanie zmarł mój mąż. Aktualnie sama sobie ze wszystkim radzę, ale myślę, że jest to też kwestia organizacji. Przy jednym dziecku trudniej się zorganizować niż przy większej gromadce - podkreśla Izabela Pudełek.

Jak wygląda ich życie na co dzień?

- Wstajemy i przygotowujemy się do szkoły. Dzieci starsze pomagają młodszym - mówi. W przypadku rodzin zastępczych dzieci są po przejściach i mają różnego rodzaju deficyty. Rodzice zastępczy z reguły muszą z nimi bardzo dużo pracować, dlatego spędzają mnóstwo czasu w różnych poradniach, czasami na rehabilitacjach, korzystają z pomocy psychologów, pedagogów, logopedów, często też neurologów.

- W tygodniu dzieci odbywają szereg zajęć dodatkowych, co zajmuje wiele czasu, ale generalnie funkcjonujemy bardzo dobrze. W moim przypadku nie ma dzieci z jakimiś dużymi deficytami, bo nie mam też dzieci z niepełnosprawnościami, gdzie trzeba by było dodatkowo organizować rehabilitację.

W rodzinie zastępczej pani Izabeli przebywają też dwaj pełnoletni chłopcy. Zgodnie z przepisami, dziecko może pozostać w rodzinie zastępczej do ukończenia 25 lat, jeżeli kontynuuje naukę. Ale nawet jeżeli pełnoletnie dzieci nie chciałyby kontynuować nauki, mają gwarancję pobytu u naszej bohaterki ze względu na więź, która wzmacniała się przez minione lata.

Kontakt z biologicznymi rodzicami

- Dzieci, które są u mnie po osiem dziewięć i siedem lat są jak rodzeństwo. Moja córka biologiczna też tak się wypowiada i podkreśla, że to są jej siostra i brat. Inaczej wygląda sytuacja młodszych dzieci (4 i 5-letni bracia), którzy stosunkowo od niedawna zamieszkują razem z Izabelą Pudełek. To kolejne biologiczne rodzeństwo, którego piecza zastępcza nie chciała rozdzielać.

Dzieci mają kontakt ze swoimi biologicznymi rodzicami. - W ustawie jest napisane, że rodzina zastępcza ma obowiązek podtrzymywania więzi. W moim przypadku jest tak, że jedno z dzieci ma kontakt z rodzicami biologicznymi i raz w tygodniu chodzi na spotkania z nimi - przybliża pani Izabela. Rodzice zabierają swoje dziecko na święta, oczywiście, jeśli tylko znajdują w tym okresie wolny czas.

Niestety, pozostałe obecnie nie mają kontaktu z rodzicami biologicznymi. W przypadku dzieci, które wcześniej przebywały u naszej rozmówczyni, a było ich łącznie szesnaścioro, rodzice biologiczni mieli zgodę sądu na spotkania w dni wolne od nauki, po uprzednim umówieniu się z opiekunem zastępczym.

Nie zawsze kończą się szczęśliwie

Czy jakimś dzieciom udało się wrócić na stałe do rodziców biologicznych? - Tak. Ode mnie jedno rodzeństwo i dziewczynka wrócili do rodziców biologicznych, a inna poszła do swojej babci jako rodziny zastępczej. Niektóre dzieci trafiły do nowych rodziców, czyli zostały przysposobione. Jeśli jest taka możliwość, zawsze z całego serca angażuję się i rozmawiam z biologicznymi rodzicami, którzy czasami potrafią się opamiętać i stworzyć swoim dzieciom szansę powrotu - uważa pani Izabela. Takie powroty nie zawsze jednak kończą się szczęśliwie.

W 2023 roku planowana jest nowelizacja ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej. Czy to oznacza powolne odchodzenie od instytucjonalnych domów dziecka?

- Sądzę, że społeczeństwo się czegoś obawia, a przede wszystkim jest słabo w temacie rodzin zastępczych poinformowane. Szczególnie małe dzieci powinny wychowywać się w rodzinach zastępczych, ponieważ w placówkach są zmieniający się wychowawcy, w rodzinach zastępczych jest mniej dzieci niż w domach dziecka. Rodzina zastępcza funkcjonuje jak normalna rodzina - nie wątpi nasza rozmówczyni. - Nie sądzę, żeby instytucjonalne domy dziecka zostały całkowicie zlikwidowane. Choćby dlatego, że zdarzają się "dzieci placówkowe", które nigdy nie dostosują się do życia w rodzinie zastępczej - dodaje.

***

- Gdyby ktoś zapytał, czy żałuję, że podjęłam się takiej roli, to powiem, że nie. Nigdy nie żałowałam. Gdybym miała raz jeszcze podjąć taką decyzję, na pewno bym jeszcze raz to zrobiła - kończy Izabela Pudełek.

Małgorzata Irena Skórska

Foto: Izabela Pudełek