Nie ma firm zainteresowanych sprzedażą prądu dla Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej. Z końcem roku wygasną umowy na zakup energii elektrycznej na potrzeby szkół czy przedszkoli oraz zasilania lamp ulicznych. - To sytuacja ekstremalna - mówią urzędnicy i zapewniają, że blackout nam nie grozi.

Miasto od kilku lat wyłania sprzedawcę energii elektrycznej w dwóch postępowaniach przetargowych - oddzielnie na potrzeby zasilania budynków komunalnych, szkół, przedszkoli czy instytucji kultury. To łącznie ponad 700 punktów poboru energii na terenie Bielska-Białej. W ramach drugiego postępowania wyłaniany jest sprzedawca prądu na potrzeby zasilania latarni ulicznych. W tym roku w żadnym z przetargów nie udało się wyłonić dostawcy energii.

- Rynek energii, poprzez narzucenie ustawowo maksymalnej ceny prądu, został czasowo zamrożony. Nikt nie ma interesu, by startować w takich postępowaniach - wyjaśnia Piotr Sołtysek, zastępca naczelnika wydziału energii i środowiska w bielskim Ratuszu. Urzędnik przyznaje, że mamy do czynienia z sytuacją ekstremalną, ale prawo energetyczne w takiej sytuacji przewiduje skorzystanie z tzw. dostawcy rezerwowego. W przypadku Bielska-Białej jest nim spółka Tauron i to ona sprzedawać będzie prąd, najprawdopodobniej po cenie maksymalnej, ustalonej w drodze ustawy.

bak