- Święta będą chwilą na zaczerpnięcie oddechu przed sylwestrem, który w tym roku spędzamy w Zakopanem. Ale to nie oznacza, że wymigujemy się od obowiązków domowych - z braćmi Golec, Łukaszem i Pawłem, rozmawiamy o tym, jak wyglądają u nich święta.

Święta za pasem. To czas, gdy jesteście szczególnie rozchwytywani, a tu jeszcze trzeba się przygotować do Bożego Narodzenia w rodzinnym gronie.

Łukasz Golec: - Tak, grudzień zazwyczaj mamy bardzo pracowity. Bierzemy udział w kilku produkcjach telewizyjnych i gramy koncerty świąteczne. Wracamy zaraz przed świętami, więc można powiedzieć, że święta będą chwilą na zaczerpnięcie oddechu przed sylwestrem, który w tym roku spędzamy w Zakopanem. Ale to nie oznacza, że wymigujemy się od obowiązków domowych!

Paweł Golec: - Gdy jestem w przedświątecznej trasie, dziewczyny, czyli moje dwie córki - Maja i Ania wraz z małżonką Kasią pieką pierniczki, tak, żeby zdążyły „odleżeć”. Przygotowują też bigos, który musi „odpocząć” przez dwa tygodnie, a najlepiej, jak się jeszcze przemrozi. A gdy już wracam z trasy, to z przyjemnością oddaję się przygotowaniom, czyli kupuję choinkę, dekoruję dom na zewnątrz i pomagam w domowych obowiązkach.

Łukasz: - Ja z moimi dwoma synami - Piotrem i Bartkiem, dekorujemy światełkami dom, a w Wigilię rano zabieram ich i ruszam po znajomych „zakolędować”, czyli złożyć życzenia świąteczne. Bo według beskidzkiej tradycji w Wiliję rano najlepiej niech dom odwiedzi młody chłopak z połaźniczką i z życzeniami. To pewnik, że w nadchodzącym roku będzie się darzyło… (śmiech).

Całą rozmowę z braćmi Golec można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Świąteczne wydanie lokalnego tygodnika jest już w sprzedaży. E-wydanie można kupić na www.prasabeskidzka.pl.

MK

Foto: M. Sosna