Po kilkudniowych opadach na wielu uliczkach i chodnikach Bielska-Białej zalega śnieg. Kto próbował przedrzeć się przez zaspy ten wie, jak duże to wyzwanie. Jeśli nie chcecie czekać na interwencję służb komunalnych, mamy pewien pomysł - wystarczą narty, dwa kijki i można szusować do pracy. Pewien bielszczanin robi tak od lat.

Od kilku dni, z drobnymi przerwami, w Beskidach pada śnieg. Odzwyczajeni od zimy mieszkańcy Bielska-Białej pomstują na służby komunalne, że nie potrafią poradzić sobie z problemem, a śnieg pokrywa ulice naszego miasta. Drogowcy tłumaczą, że choć robią co mogą, przegrywają walkę z intensywnymi opadami śniegu. Interwencje w sprawie niewłaściwego utrzymania ciągów pieszych w pobliżu szkoły w Hałcnowie złożył niedawno radny Bronisław Szafarczyk.

Sygnałów o niedotrzymaniu standardu zimowego utrzymania ulic oraz ciągów pieszych jest jednak znacznie więcej. Wiele mniejszych uliczek Bielska-Białej i chodników pokrytych jest miejscami grubą warstwą błota pośniegowego. Kto ma dość czekania na interwencję służb komunalnych może wypróbować pewien sposób lokomocji. Wystarczy założyć dwie biegówki, wziąć do ręki kijki i można szusować do pracy, wykorzystując nieodśnieżone chodnik i osiedlowe uliczki.

Jacek Zachara, prezes Stowarzyszenia Olszówka, robi tak od lat. Jak sam mówi, jednego roku podczas dużych opadów śniegu był jednym z nielicznych pracowników, którzy w ogóle dotarli do pracy. - Reszta utknęła na drogach - przyznaje. Jeśli podczas zapowiadanego na piątek kolejnego ataku zimy zobaczycie człowieka przemierzającego na nartach chodniki w Bielsku-Białej, to z pewnością będzie to on.

bak