Zawalidrogi na letnich oponach. "Dawniej to ludzie w czynie społecznym odśnieżali"
Od kilku dni w Bielsku-Białej mamy prawdziwie zimową aurę. Wielu kierowców ma spore problemy z poruszaniem się po mieście, choć drogowcy przekonują, że od wtorku jezdnie wyglądają całkiem nieźle. Pan Stefan, nasz Czytelnik od 20 lat prowadzący zakład wulkanizacyjny twierdzi, że ludzie zapomnieli, że zimą w górach jest śnieg. - Ludzie zrobili się tak wygodni, że potrafimy tylko narzekać na drogowców. Za moich czasów sami brali łopaty i w czynie społecznym odśnieżali uliczki - podkreśla.
Od niedzieli o każdej porze na ulicach Bielska-Białej pracuje ponad 20 pojazdów - pługów i piaskarek. Dodatkowo drogowcy wspomagani są przez brygady ręczne. We wtorek po południu drogi w mieście wyglądały już nieźle, na ogół „czarne”, bez błota pośniegowego, ale drogowcom obrywa się, że lokalnie występują problemy. Nie sposób jednak odśnieżyć całego miasta w ciągu, powiedzmy, godziny, kiedy śnieg cały czas pada. Dlatego w warunkach zimowego utrzymania miasta wpisano, że drogi główne mają zostać oczyszczone w ciągu czterech godzin od ustania opadów, boczne zaś w ciągu sześciu.
Wielu klientów nie wymieniło opon
Mimo to drobne kolizje, poślizgi czy problemy z wyjechaniem na wzniesienia wciąż się zdarzają. Może więc drogowcy to niejedyni winowajcy? - Jak to jest, że mieszkamy wśród gór, reklamujemy się jako miasto w górach, a jak przyjdzie zima, to ludzie dziwią się, że spadnie kilka centymetrów śniegu. W górach musi być śnieg. Ale ludzie zrobili się tak wygodni, że potrafimy tylko narzekać na drogowców. Za moich czasów sami brali łopaty i w czynie społecznym odśnieżali uliczki. A dzisiaj tylko narzekają albo sami swoim brakiem myślenia drogowcom roboty dokładają - zastanawia się nasz Czytelnik, bielski wulkanizator.
Pan Stefan od 20 lat prowadzi zakład wulkanizacyjny na terenie Bielska-Białej. Jak twierdzi, w tym roku prawdopodobnie z powodu oszczędności wielu jego klientów nie wymieniło opon. - Wiem, że te zimy są, jakie są. Od kilku, kilkunastu lat porządnej zimy praktycznie nie było. I potem słyszę, że nie opłaca się zmieniać, bo te kilka dni śniegu to na letnich się przejeździ. Klientów faktycznie było jakoś mniej, około 10 proc. To przecież chodzi o bezpieczeństwo. Panie, dawniej to takie zimy były, że ja w komplecie do opon łańcuchy sprzedawałem. Może ludzie byli mądrzejsi. Teraz w ogóle nie myślą. Gdy widzę, jak jeden z drugim ślizgają się po Piastowskiej gdzie jest praktycznie prosta droga albo ktoś tirem się pcha na Przegibek, to mi ciśnienie skacze - denerwuje się nasz rozmówca.
Łańcuchy zawsze były na aucie
Zdaniem pana Stefana, bielszczanie oszczędzają nie tylko na oponach, ale także na wielu innych elementach, które pomagają sprawnie i bezpiecznie jeździć zimą. To jednak jego zdaniem nie jest jedyna przyczyna problemów na drogach.
- Proszę spojrzeć, co się podziało na rynku samochodów w czasie pandemii. Każda jedna część jest sporo droższa. Ludzie więc jeżdżą tym co mają albo tym co kupili po taniości. Nie mówię, że trzeba mieć dobre terenowe auto, żeby po Bielsku-Białej jeździć. Dwadzieścia lat temu jeździłem polonezem, bez ABS, bez kontroli trakcji i dawało się radę. Ale porządne opony i w razie potrzeby łańcuchy zawsze były na aucie. Ludzie po prostu zapomnieli, jak się jeździ zimą - wyjaśnia.
Adam Kanik
Oceń artykuł:
111 34
Autor: Adam Kanik
Dziennikarz portalu www.bielsko.biala.pl
Komentarze 73
Co do podniety to nie oceniaj swoją miarą. Oceniłem prezentowane zdjęcie.
Jak jest zima to jest śnieg - odkrywcze.
Drogowcy zaskoczeni opadami śniegu - nic nowego.
Mam dobre opony ale i tak miałem problemy z jazdą. Wiadomo w BB albo z górki albo pod górkę. Dopiero w czwartek drogi zaczęły przypominać odśnieżone. ZStanawiam się dlaczego? Brak rąk do pracy? Brak kompetentych urzędników w ratuszy czy w SM? Oszczędności?....... Pan od czynu społecznego zdecydowanie odklejony.....
Czy tylko należy karać kierowców za nieodśnieżone samochody?
A to są nasze podatników pieniądze wydane na koszenie,grabienie,odśnieżanie itp.

Klauzula informacyjna ›