Moda na morsowanie wybuchła w czasie pandemii. Niektórzy chcieli w ten sposób odreagować, inni nabrać odporności. Okazało się, że wielu z tych, którzy spróbowali połknęło bakcyla. Mroźna końcówka listopada była idealnym czasem na rozpoczęcie kolejnego sezonu.

Jedną z najstarszych grup działających na Podbeskidziu są Morsy Bielsko-Biała. Dla nich kąpiele w mroźnej wodzie to nie moda, ale sposób na życie. Niektórzy razem morsują już od kilkunastu lat. Sezon rozpoczęli już trzy tygodnie temu. Do wody wskakują dwa razy w tygodniu w dzień i po zmroku. Piotr Berezowski, koordynator grupy mówi, że na każdym spotkaniu zjawia się nawet do czterdziestu osób.

- Spotykamy się zawsze w środy i soboty w Bystrej. W sobotę idziemy najczęściej na Kozią Górę, w środy z kolei jest typowy szybki strzał po pracy. Wiadomo, w tygodniu człowiek może być zmęczony, może mu się nie chcieć, może mieć jakąś chandrę, ale jest to taki pozytywny strzał endorfin, że wraca zupełnie inny do domu - mówi pan Piotr.

Więcej o bielskich morsach pisze „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika jest już w sprzedaży - w kioskach, salonikach prasowych, hipermarketach i na stacjach benzynowych. E-wydanie można kupić TUTAJ.

ak

Foto: Morsy Bielsko-Biała